wh


psie pbf
 
IndeksIndeks  WydarzeniaWydarzenia  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 zapomniane miasto

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Malvoro
Szczeniak
Szczeniak
avatar

Liczba postów : 204
Join date : 21/04/2015

PisanieTemat: zapomniane miasto   Sro Maj 13, 2015 9:28 pm


__________

I can't stop until the whole world knows my name

Cause I was only born inside my dreams

rodzina: Siewca - ojciec. Matka nie żyje.
przyjaciele: Jesteś do mnie podobny jak do brata brat.

Głos




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Steele
Beta Upadłuch
Beta Upadłuch
avatar

Liczba postów : 814
Join date : 14/12/2014

PisanieTemat: Re: zapomniane miasto   Nie Maj 17, 2015 6:24 pm

Krwistooki kroczył powoli przed siebie, ciężko stawiając każdy krok. Prowizoryczny opatrunek z liści owijał się wokół jego poranionej kończyny, chociaż równie dobrze mogło mu to tylko zaszkodzić. Nie był medykiem, nie znał się na tych wszystkich roślinach więc równie dobrze mógł sobie przyłożyć do rany coś trującego i tylko pogorszyć stan swojej kończyny. Ale czemu miał by się tym przejmować? Jeśli ból będzie się nasilać, a łapa stanie się bezużyteczna bez wahania się jej pozbędzie. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że mógłby się wybrać do medyka, nigdy nie przyjmował pomocy od nikogo bowiem był zdania, że to by jedynie oznaczało, że jest słaby.
Potrząsnął łbem, pozwalając, aby przydługie kłaki układały się w całkowitym chaosie na wszystkie strony. Rubin spojrzenia bez większych emocji zbadał całe otoczenie. Być może, gdyby widział podobne ruiny pierwszy raz to zrobiłoby to na nim wrażenie, ale niestety prawda jest taka, że na tym Starym Piracie trudno jest wywołać jakiekolwiek zaskoczenie. Mruknąwszy coś tylko pod nosem, przekroczył kamienny most dając się pochłonąć ruinom, zatapiając się w ich głąb. Dookoła panowała całkowita cisza, zapewne każde zwierze zdołało już się zorientować z obecności drapieżnika.
A może jednak nie?
Zatrzymał chód swoich łap, wlepiwszy spojrzenie w postać młodej sarny skubiącej sobie żwawo kępki trawy będąc zwróconą tyłem ku wilkowi. Różowy ozór wysunął się z jego paszczęki musnąwszy zębiska i ponownie się schował, zaś kąciki powędrowały do góry w niebezpiecznym uśmiechu. Miałby sobie odpuścić tak idealną okazję? Mowy nie ma! Wydając z siebie przeciągły gardłowy warkot dał susa do przodu, ruszając niczym taran na swoją ofiarę. Sarna zaniepokojona uniosła łeb obróciwszy się, aby po ujrzeniu wilka rzucić się w panice do ucieczki. Stalowy nie zamierzał jednak dawać jej żadnych szans do ucieczki, zraniona łapa utrudniała mu szybsze bieganie to też wyciągnął jedną linę, którą szybko zarzucił na szyję zwierzęcia. Zaparł się łapami szarpnąwszy gwałtownie, chcąc by zwierze przewróciło się na ziemię. Młoda jednak żwawo walczyła, wierzgając na wszystkie strony na co basior jedynie prychnął, pociągnąwszy za linę jeszcze raz tym razem powodując, iż sarna spotkała się z podłożem. Skoczył ku niej natychmiastowo, wgryzając się w jej szyję. Ignorował uderzenia jej kopyt, później pewnie będzie przeklinał siebie za to, że jest cały obolały, ale w końcu Kapitan zawsze robi, potem myśli. Zaciskał szczęki z całych sił, ciepłą ciecz szybko zaczęła spływać do jego gardzieli, szarpnął kilkakrotnie łbem na boki powiększając ranę i powodując jeszcze większy wyciek posoki. Ostre pazury orały to bok to pysk zwierzęcia zostawiając krwawiące szramy. Na moment rozluźnił swoje szczęki, zakleszczając je ponownie jeszcze mocniej naciskając tym razem na kręgi szyjne stworzenia, które po kilku chwilach ustąpiły, paraliżując sarnę. Szarpnął łbem do tyłu odrywając płat skóry z mięsiwem od szyi sarny.

__________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Steele
Beta Upadłuch
Beta Upadłuch
avatar

Liczba postów : 814
Join date : 14/12/2014

PisanieTemat: Re: zapomniane miasto   Nie Maj 17, 2015 6:26 pm

Wypluł owy skrawek, aby ponowić czynność kilkakrotnie pozbywając się przy tym niesmacznych kawałków z sierścią. Po tej operacji zaczął pałaszować ze smakiem świeżutkie mięsko, bez problemu zjadając całą sarnę. Oblizując zakrwawiony pysk ze smakiem, przeciągnął się jedynie leniwie i odszedł w swoją stronę, nucąc pod nosem szantę.

zt

__________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jupiter
Zwykły Pies
Zwykły Pies
avatar

Liczba postów : 175
Join date : 29/11/2014

PisanieTemat: Re: zapomniane miasto   Pią Maj 29, 2015 7:32 pm

Znał takie piękno, którego nie da się opisać za pomocą zwykłego potoku słów. Mógłby nawet topić się w ich ogromnej ilości, ale wśród nich nie znalazłby tego odpowiedniego. Istotnie, było takie piękno, niespisane i nieopowiedziane. Znajdował się w miejscu, gdzie oczy cieszyły się światem, krajobrazem, a dusza oddychała spokojnie, udając się na samotną wędrówkę u skraju realności. Tak bardzo mu się to podobało - i kto mówi, że życie jest ponure? Czuł się taki lekki, odprężony, bez problemów. Nie przeszkadzało mu nawet to... zapomnienie, bariera oddzielająca miasto od świata. Oh, nawet było mu to na rękę. Były mniejsze szanse, że ktoś go spotka - bo pragnął tylko spokoju nie zmąconego przez żadną istotę. Zawsze był taki towarzyski i pełen życia. A może tylko mu się wydawało, bo patrzył przez pryzmat uczuć bardzo głębokich, które powodowały u każdego błogi stan radości i łagodności. Tak bardzo był wtedy szczęśliwy. Nie na długo.
Miłość. Zawsze traktował ją z dystansem, jak coś jedynie złego, raniącego najgłębiej z wszystkich możliwych ostrzy. Mylił się, ale zrozumiał to dopiero gdy poznał Shallot. Pierw wmawiał sobie, że to zwyczajne uczucie, że kocha ją jak brat siostrę. Ale to nie było to, więc kłamał sobie dalej. Zwykłe szczenięce zauroczenie, fascynacja, wspólna pasja, bratnia dusza, przyjaciel, przyjaciel! I w końcu znalazł odpowiednie określenie; miłość. Ma ona to do siebie, że przychodzi w najmniej spodziewanym momencie, niezależnie od tego, czy tego chcemy czy nie. I nie można jej powiedzieć - kiedy indziej, bo nie da się jej zamówić. Nawet jeśli bardzo mocno próbuje się ją odpędzić to ona wraca jak zmora. Zmora... Anioł właściwie, który utrzymuje przy życiu. Odpuszcza grzechy; toć to grzechy w imię miłości. Szalonym staje się każdy kto choć raz spróbuje tego narkotycznego uczucia.
Ale odeszła. Nie było jej. Żadnych wieści. Przepadła jak kamień w wodę. Miał jedynie nadzieję, ze nie utonęła. Chciała znaleźć swojego księcia, który woziłby ją na białym koniu, rycerza w lśniącej zbroi.
Zaśmiał się i pokręcił głową z niedowierzaniem. Dlaczego. Nadal. Wierzył. 


    - Może by i słońce zniewoliło nas, do spłynięcia duchem w róż kaskadzie, gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz, ale w innym lesie, w innym sadzie...



Stanął i spuścił łeb.
Gdzie jest Mayflower? On nadal czekał.
Ona przecież gdzieś tu jest. Niech nie każe mu dłużej czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayflower
Zwykły Pies
Zwykły Pies
avatar

Liczba postów : 291
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: zapomniane miasto   Pią Maj 29, 2015 8:32 pm

Nie było jej w krainie ponad rok, a teraz ni stąd ni zowąd biało-rude łapy znów dotknęły tej samej ziemi, tych samych traw, nos poczuł te same zapachy, a oczy ujrzały tą samą krainę, do której przybyła jako szczeniak, w której się wychowała w której poznała Jupitera. May nie zastanawiała się wcześniej nad tak prędkim powrotem, ale z upływem tygodni wydawała się coraz bardziej skrępowana nieznanym środowiskiem. Tutaj była szczęśliwsza. Swobodniejsza. Pozwoliła sobie uwierzyć że tu właśnie powinna powrócić.

- Czterech baszt szarość murów strzeże,
Pod nim łąka w kwiatach leży,
A na samotnej wyspie, w wieży
Pani na Shalott.


Delikatny, miękki głos suczki niemal zlał się z powietrzem, żeglując wokoło, by ostatecznie całkowicie ucichnąć. May zaśmiała się cicho, mrużąc oczy i ruszając do przodu wesołym, choć odpowiednio dumnym krokiem. Może i była dorosła, ale w więzieniu jakim było ciało, nadal kryła się dusza małego dziecka, które mogłoby cały dzień jedynie zbierać kwiaty. 

- Miał rycerz czoło gładkie, jasne
Czerń loków okrył hełm kaskiem.
Rumak olśniewał podków blaskiem,
Gdy jechał z pierwszym słońca brzaskiem
Drogą do zamku Camelot.


Rozmarzona, pod wpływem wiersza, rozejrzała się dookoła. 
I wtedy pojawił się on.
Czysty. Nieskazitelny. Niezmącony. 
Shalott mrugnęła, nabierając powietrza. 
- Jupiter - szepnęła, dopiero teraz zdając sobie sprawę jak blisko siebie stoją. Pies musiał zauważyć ją już jakiś czas temu, jednak suczka, rozmarzona, zdała sobie sprawę z jego obecności dopiero gdy dzieliło ich zaledwie parę metrów. 
Zaledwie parę metrów, a ona nie mogła sobie odmówić bolesnej przyjemności powtórzenia w myślach jego imienia, bo wiedziała że to musiał być on. Jupiter
- Och - z pyska suczki dobyło się ciche westchnienie oraz niewielki obłoczek pary.
1 2 3 sekundy i na lico 2-latki wpłynął szeroki uśmiech. Sama nie wiedziała dlaczego była tak zaskoczona tym spotkaniem.


Ostatnio zmieniony przez Mayflower dnia Nie Maj 31, 2015 12:42 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jupiter
Zwykły Pies
Zwykły Pies
avatar

Liczba postów : 175
Join date : 29/11/2014

PisanieTemat: Re: zapomniane miasto   Sob Maj 30, 2015 5:17 pm

Patrzył na swoje białe łapy tępym, zamglonym wzrokiem. Ciałem był tutaj, ale duchem... walczył gdzieś daleko stąd. Walka jaka rozgrywała się między nadzieją, a rzeczywistością była bardzo wyrównana, w żaden sposób nie przesądzona. Co chwila jedna strona napierała z większą siłą n drugą - i odwrotnie. A ich mieczami były słowa, bo raniły bardzo dogłębnie, a trzymały się często dłużej niż rany. Rzeczywistość była bardzo przekonująca i manipulowała umysłem Jupitera. Pociągała za sznurki pewnie, sprawny marionetkarz. Był jak szmaciana laleczka. Krzyczała, próbując go zrujnować jeszcze bardziej,
Mieszkam w wysokiej wieży, ona mnie obroni. Nie walczę już z nikim, nie walczę już o nic. Palą się na stosie moje ideały...
Ale nadzieja była równie zdeterminowana. A może i jeszcze bardziej. Odpychała rywalkę od siebie, równocześnie atakując i zadając ciosy - słowami. Były jak miód na podziurawione serce białego. 
Popełniaj błędy i naprawiaj je, gdy dotkniesz dna odbijaj się. Wykorzystaj czas, drugiego już nie będziesz miał.
Owlee skulił się, zgarbił na środku mostu, próbując wyrzucić z siebie nadmiar emocji. Krzyki każdej ze stron mieszały się ze sobą, zamieniając się w jeden głośny pisk, który był wprost nie do wytrzymania. Myślał, że zaraz pęknie, ale... w ciemności zobaczył światło; głos, cichy, melodyjny, który tak dobrze znał. Uwielbiał go słuchać. Uwielbiał patrzeć na jego właścicielkę. 
Uniósł łeb delikatnie, a jego oczom ukazał się anioł. Ona, we własnej osobie. Jego usta zadrżały, otworzyły się, ale żaden dźwięk z nich nie uleciał. Jasne tęczówki Jupitera błądziły po osobie suczki, jakby chciały sprawdzić czy to rzeczywiście ona. Tak, była.
- Mayflower. 
Tyl udało mu się wydukać. Podszedł trochę bliżej, jednak nadal utrzymywał dystans. A jeśli ją spłoszy zbyt gwałtownym gestem? Umrze z tęsknoty. Niech sama zadecyduje. Już wolał być trochę dalej, ale nadal blisko niż nie być przy niej wcale.
- Jak ostatni raz cię widziałem... - starał się opanować drżenie głosu. - Rozkwitłaś jak róża, Shalott. Niesamowite.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayflower
Zwykły Pies
Zwykły Pies
avatar

Liczba postów : 291
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: zapomniane miasto   Sob Maj 30, 2015 6:50 pm

Wraz z kolejnym słowem psa, May zmrużyła na chwilę oczy i posłała mu ciepły uśmiech. - Tak się cieszę że cię widzę! - chyba nie miała pohamowań, bo podbiegła w stronę psa rzucając się na niego, w geście podobnym do przytulenia się. 
Wiatr tańczył wokoło. Suczka drgnęła, ale prędko przyzwyczaiła się do temperatury. Nagle jednak całe ciało rudej znieruchomiało, a rozbawiony chichot ucichł, jedynie do cichego pomruku. Borderka zrobiła krok do tyłu wlepiając swoje błyszczące, bursztynowe oczy w Jupitera. W jej ślepiach było coś dziwnego, coś co zdecydowanie nie było radością i optymizmem, które przecież zawsze tam gościły. Był w nich dziwny ból i taka pustka, że mogłoby się wydawać iż nawet wiatr ucichł, a wokoło zrobiło się zupełnie cicho. Przełknęła ślinę tak jakby chciała coś powiedzieć, ale nie mogła, tak jakby jakaś cecha, coś, jej na to nie pozwalało.
- K o c h a m cię. - Shalott odwróciła wzrok spoglądając na miasto, na las, na ziemię, na wszystko, byleby tylko znów nie nawiązać tego kontaktu wzrokowego. 
- Kocham cię. - jej głos zabrzmiał nieco delikatniej i łagodniej niż poprzednio. - Kocham cię i to nie wystarczało. Sądziłam że to wystarczy. Przez cały ten czas, że mogę po prostu odejść i to minie, ale myliłam się. - nastała cisza, niezmącona nawet śpiewem ptaków.
- Powiedz że to nieprawda. Powiedz mi że się mylę. Powiedz że jestem ślepa. Powiedz mi że... - jej głos przeobraził się w szept, nawet serce przestało krzyczeć. 
Nadal była młoda, niedoświadczona, a Jupiter, Jupiter był jej rycerzem w złotej zbroi. A co najważniejsze b y ł  t u t a j. Był tutaj, tak blisko. Był jej pierwszym przyjacielem, najlepszym przyjacielem. 
Siewczyni przechyliła głowę, śmiejąc się cicho. Właściwie w tym momencie przyszła jej na myśl róża, którą tak dawno, a jednocześnie zaledwie parę dni temu zostawili w domku w lesie. Czy nadal żyje? Czy się obroniła? Miała kolce Była taka bezbronna. 
Dzisiaj zobaczę ptaka. Będzie biały, ze złotymi prążkami na głowie, przypominającymi koronę. Będzie latał. Dzisiaj zobaczę ptaka. Będzie biały, ze złotymi prążkami na głowie, przypominającymi koronę. Będzie latał. Dzisiaj...
Odetchnęła cicho.
On jest moim ptakiem. I pomoże mi odlecieć.
2-latka zamknęła oczy. 
I nagle, jak na zawołanie przed jej oczami pojawił się obraz. Jupiter. Taki. Mały. I te słowa, słowa, które do niej wypowiedział tak dawno temu, chyba zostały wyryte złotym drukiem wewnątrz umysłu Shalott.
Ja, Jupiter Pete Owlee, zwany też ciamajdą, Piotrusiem Panem, czy błędnym rycerzem ślubuję Tobie panno Shalott, że będę oddanym, honorowym i godnym pochwały obrońcą Twej osoby. Obiecuję Cię chronić przed duchami, zmorami, koszmarami, pająkami i wszystkimi, którzy będą chcieli zagrozić życiu Twego Majestatu. Czy mogę zostać Twoim Rycerzem? To będzie dla mnie zaszczyt...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jupiter
Zwykły Pies
Zwykły Pies
avatar

Liczba postów : 175
Join date : 29/11/2014

PisanieTemat: Re: zapomniane miasto   Sob Maj 30, 2015 7:52 pm

Odetchnął, a wraz z wypuszczonym powietrzem wszystkie wahania i zmartwienia rozpłynęły się pozostawiając wewnętrzny spokój, którego nie mógł znaleźć już od tak dawna. Wystarczało jedno zdanie wypowiedziane przez jego najdroższą... najdroższą Mayflower, a spięte mięśnie rozluźniły się, dusza w końcu zasiadła na swoje miejsce z wdzięcznością uśmiechając się do tej niesamowitej istoty.
Gdy poczuł jak jej ciało znajduje się tak blisko jego ciała wstrzymał na chwilę oddech. Serce rozpoczęło swój szaleńczy bieg, pędząc radośnie do przodu. Przymknął oczy i poddał się chwili, dziękując Bogu, czy czemukolwiek innemu, że pozwoliło mu odetchnąć. Odwzajemnił uścisk, który był dla niego niezwykle ważny. Ważniejszy nawet od słów szczęścia. Ta krótka chwila podczas której byli złączeni mówiła niezwykle wiele. Jak obydwoje bardzo tęsknili za swoim towarzystwem, za wierszami płynącymi prosto z wnętrza, za ukradkowymi spojrzeniami, śmiechem, a nawet łzami - za wszystkim bo było i c h. Wspólne momenty mignęły w jego umyśle i poczuł jak oczy zaczynają mu się szklić z nadmiaru sprzecznych emocji. Oh, gdyby mógł...
Suczka odsunęła i spojrzała na Jupitera. Przełknął gulę, która utworzyła się w jego gardle, gdy zobaczył coś dziwnego w zwierciadłach jej duszy. Była taka zagubiona, mała, smutna i cierpiąca wręcz. Zacisnął szczękę, chcąc opanować rozszalałe uczucia, które krążyły wokół jego osoby, plącząc się niczym nici wokół łap, ogona, wokół piersi i szyi. Wręcz dygotał od nadmiaru bodźców.
Miłość jest pierwszą wśród nieśmiertelnych rzeczy. Miłość jest łowcą. Nigdy nie była łagodna. Ona nie pozwala się odpędzić, utopić, zgnieść i nie da się od niej w żaden sposób uciec. Kiedy mówi się o miłości powinno się mówić szeptem. Jest delikatnym uczuciem, które bardzo łatwo można przerwać w najłatwiejszy z sposobów. Miłość trzeba pielęgnować i eksponować. Miłość ma swo­je przypływy i odpływy. Ma też swo­je roz­bi­te okręty, za­topione mias­ta, ośmior­ni­ce, burze i skrzy­nie złota i pe­reł. A perły leżą głęboko. Miłość nie jest łatwa, ale jest piękna.
Róża to był pierwszy krok. Złączyła ich. Była symbolem tego uczucia, które przeszło wiele tak jak ona. Najpierw samotność, później niezwykłą radość i ratunek, ciepło, a następnie znów samotność i niesamowity chłód. Aż w końcu kwiat rozkwitł - tak jak ich uczucie. Mówili o nim otwarcie.
Zmusił łapy do tego, aby poniosły jego osobę bliżej Shalott. Oddech zdecydowanie mu przyspieszył. Przyjemne mrowienie promieniowało z każdego milimetra ciała białego.
Jasne oczęta zaszkliły się. Głos niesamowicie mu drżał, ale to nic.

- Mayflower, czy zechcesz być moją?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayflower
Zwykły Pies
Zwykły Pies
avatar

Liczba postów : 291
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: zapomniane miasto   Sob Maj 30, 2015 9:07 pm

Złagodniała odkąd opuściła krainę, choć nadal była dzieckiem kochającym kwiaty i wiersze. 
Dużo bardziej romantycznie jest zakończyć historię pogrzebem, zamiast ślubu.
On był zarazem delikatną i śmiercionośną istotą. Jest skryty i dobry, ale przy tym tajemniczo przerażający. A ona marzy jedynie o tym by stać się częścią jego świata, znać jego myśli, wiedzieć co czuje. Tak jakby wydawało jej się że to musi być ogromny ciężar. A teraz jest tu, przed nią, w odległości na wyciągnięcie ręki. Cóż za piękna klęska. Zbyt piękna, by była prawdziwa. 
Nagle zauważyła że drży, że nie może się ruszyć, że mruga, mruga, mruga i rozpoznaje tylko zarys stojącej przed nią postaci. Opuściła powieki jeszcze raz, by pierwszy, drugi, trzeci raz je otworzyć i unieść swoje bursztynowe spojrzenie na Jupitera. 
Miłość była łatwa do opisania w poezjach, wierszach, słowach, jednak ona nie była pewna czy umie sobie z nią poradzić, kiedy ta już nadeszła. Miłość to trucizna. Jej smak jest słodki, ale zabije cię niezawodnie.
Boję się.
I w tym samym momencie, w którym przez umysł suczki przebiegły te słowa, z ziemi pod jej łapami wyrosły kolczaste łodygi, które w mgnieniu oka zaczęły się piąć ku postaci białego. Oplotły postać białego, paraliżując, lecz nie raniąc je kolcami. 
Róże potrafią być niebezpieczne.
W końcu mają kolce.
- Przepraszam - szepnęła momentalnie ruszając biegiem przez most, kierując się w stronę, w stronę, w stronę. Gdziekolwiek, byleby nikt nie widział przezroczystych łez zakrywających bursztynowe tęczówki. Nie myśląc za wiele, nie zwracając uwagi na to że coś przecięło spód jej łapy i że ból ból ból utrudniał bieg. W ciągu chwili postać suczki zniknęła wewnątrz kamiennego zamku. Gdy tylko okrył ją mrok panujący wewnątrz, siewczyni stanęła, siadając i zamierając w bezruchu z opuszczonym łbem. 
On ci nie wybaczy.
Shalott powolnym krokiem podeszła do ściany i skuliła się w kącie, kołysząc się delikatnie w przód i w tył i w przód i w tył i w przód i w tył, marząc, marząc, marząc o rzeczach niemożliwych. 
A potem zaczęła się zastanawiać, dlaczego tak się stało, skoro go kocha. Dlaczego boi się tego, co mogłoby się stać, dlaczego uciekła, dlaczego wszyscy dorastają, dlaczego nie może cofnąć czasu i wrócić do chwil, które teraz są już tylko wspomnieniami. 

Tak mi przykro. Tak mi przykro. Tak mi przykro. Tak mi przykro.Tak mi przykro. Tak mi przykro. Tak mi przykro. Tak mi przykro. Tak mi przykro. Tak mi przykro.Tak mi przykro. Tak mi przykro. Tak mi przykro. Tak mi przykro. Tak mi przykro. Tak mi przykro. Tak mi przykro. Tak mi przykro. Tak mi przykro.
Nie chciałam. 
Wybacz mi.
Proszę wybacz mi.


/róże paraliżują na dwa posty  /
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: zapomniane miasto   

Powrót do góry Go down
 
zapomniane miasto
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» zapomniane miasto
» Miasto było z papieru, ale nie wspomnienia.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
wh :: Tereny Wolne :: .-
Skocz do: