wh


psie pbf
 
IndeksIndeks  WydarzeniaWydarzenia  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Badziewny fanfic SnK ~ nie warto czytać ._.

Go down 
AutorWiadomość
Taiga
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 108
Join date : 11/10/2014
Age : 19

PisanieTemat: Badziewny fanfic SnK ~ nie warto czytać ._.   Czw Kwi 23, 2015 7:12 pm

Yep... Ja i fanfic to katastrofa w czystej postaci... Ja i cokolwiek z opowiadań to katastrofa i to nawet globalna. Pewnie są jakieś błędy, ale wina szybkiego pisania i ujowego programu, gdzie to piszę. ._.

Rok 850
Wewnątrz muru Sina wszystko wracało do normy po akcji uwięzienia Kobiety Tytana, która zakończyła się zarówno sukcesem, jak i porażką. Dowódca Korpusu Zwiadowców został oskarżony o wyrządzenie zniszczeń poprzez zorganizowanie działań w mieście. Erwin zdołał jednak wybrnąć z zarzutów i mimo zyskania gorszej opinii wśród ludności, zachował swoją pozycję. Wszystko wracało do normy w swoim tempie. Miasto wewnątrz muru Sina odbudowywało się, a Korpus Zwiadowców starał się dowiedzieć czegokolwiek o tytanach, próbując wyciągnąć Annie Leonhardt z twardej bryły. Niestety żadne podjęte działania nie przyczyniły się do postępów. Wyznaczono oddział badawczy, który skupił się na odnalezieniu sposobu na rozkruszenie kryształowego więzienia byłej członkini Żandarmerii. Ludzkość mogła wreszcie odetchnąć z ulgą i poczuć smak spokoju... aż do czasu.
Gdy nad ranem miasta zaczęły budzić się do życia, cała ludzkość wzniosła głowy wysoko, żeby móc przyjrzeć się tajemniczym śladom, które pojawiły się na błękitnym niebie. Wśród zwykłych mieszkańców zaczął wzmagać się niepokój. Za murem Rose zostały wystrzelone niezidentyfikowane pociski najprawdopodobniej w pobliżu dystryktu Shiganshiny. Wśród ludności panowałby spokój, gdyby zwiadowca byliby w trakcie wyprawy. Niestety dowódca Erwin nie zorganizował ani jednego wyjścia za mury od momentu incydentu w Sine. Po kilku minutach kolejne ślady przecięły nieboskłon. Ciche pomruki na ten temat momentalnie zamieniły się w jęki pełne niepokoju, gdy wszyscy dosłyszeli wybuch. Ludność wpadła w panikę. Skoro to nie były działania Korpusu Zwiadowców to czyje? Zwykli mieszkańcy próbowali dowiedzieć się czegokolwiek na te temat. Niestety nawet najwyższe władze nie miały bladego pojęcia o dziwnych wydarzeniach za murami.
- Erwin! Czyżbyś wysłał tajemnie naszych ludzi w okolice Shinganshiny? - kapral wkroczył do pokoju dowódcy zwiadowców z poważną miną. Podszedł bliżej biurka i utkwił spojrzenie na Erwinie, który stał przy oknie.
- Nie. Żaden z naszych ludzi nie znajduje się poza murem Rose... Aktualnie. - odparł wpatrzony w nieznany punkt na horyzoncie.
- Aktualnie?
- Tak, aktualnie. Zarządzam pięćdziesiątą ósmą wyprawę za mur, której celem jest zbadanie dwukrotnych wystrzałów oraz wybuchu w okolicach dystryktu Shinganshiny. Levi, poinformuj wszystkich zwiadowców o spotkaniu na dziedzińcu. - rosły mężczyzna spojrzał na kaprala, który z niezmiennym wyrazem twarzy skinął głową i wyszedł z pomieszczenia. Erwin ponownie wyjrzał przez okno. Przez kilka chwil wpatrywał się w kłęby dymu, które spowodował wybuch, po czym ruszył na dziedziniec, żeby wcielić plan wyprawy w życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taiga
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 108
Join date : 11/10/2014
Age : 19

PisanieTemat: Re: Badziewny fanfic SnK ~ nie warto czytać ._.   Czw Kwi 23, 2015 7:12 pm

Rozdział 1

Członkowie Korpusu Zwiadowców z najmniejszym stażem tego dnia odbywali trening w terenie. Głównym celem szkolenie było poprawienie skuteczności trzymania się w szyku podczas wypraw za mur Rose. Szybkość reakcji, zdolność posługiwania się trójwymiarowym manewrem na otwartej przestrzeni czy orientacja w terenie – owe umiejętności wymagały ciągłego szlifowania. Bez nich było się o krok bliżej do śmierci z rąk tytanów. Trening nie należał do najłatwiejszych, a planowany czas trwania nie obejmował godziny czy dwóch, ale sześć. Działania przebiegały bez większych problemów do momentu, kiedy to doszło do zaskakujących wydarzeń na terenach chronionych niegdyś przez mur Maria.
Armin jako jeden z pierwszych dostrzegł ślady na niebie. Zaintrygowany zatrzymał konia i wpatrzył się w tajemnicze flary. Wtem poczuł uderzenie na plecach i z jękiem wylądował na twardej ziemi.
- Skup się młody. Nie czas na myślenie o niebieskich migdałach. - Moblit skarcił Arlerta, który podniósł się z ziemi. Speszony spuścił wzrok.
- Przepraszam. Nieco się zdezorientowałem na widok tych flar. Wprowadzono nową barwę informacyjną? - blondyn zapytał niepewnie i zerknął na wyraźnie zdziwionego zastępcę dowódcy czwartego oddziału. Mężczyzna podniósł głowę i w ciszy przyjrzał się niebu.
- Dziwne... Nie poinformowano nas o nowych flarach. Na dodatek ich ilość jest nietypowa.
- Wydaje mi się, że wystrzelono je za murem, a przecież nikogo nie powinno tam być... Prawda?
- Racja, Arlert. Coś jest nie tak. Wsiadaj na konia. Wracamy do rozgałęzienia głównej drogi. Wystrzel zieloną flarę. Ja już ich nie mam. Pospiesz się. - Moblit pociągnął za wodzę i skierował konia w kierunku wyznaczonego miejsca. Armin bez słowa kiwnął głową, po czym wyciągnął pistolet, przyszykował flarę o wskazanym kolorze i wystrzelił ją w powietrze. Nie marnując czasu zasiadł w siodle i ruszył za wyższym rangą zwiadowcą, wcześniej zerkając na zanikający ślady za murem.
Podczas podróży coraz więcej członków korpusu pojawiało się na horyzoncie. Wszyscy kierowali do celu. Kilku opiekunów prowadziło ze sobą najmłodszych członków. Arminowi udało się dostrzec Sashę oraz Eren'a. Cała trójka zrównała tempo i kierowała się do miejsca zbiórki w swoim towarzystwie.
- Widzieliście te dziwne flary? - blondyn zagadnął jako pierwszy. Jaeger skinął lekko głową, zaś ziemniaczana panna z przerażeniem zerknęła w stronę, gdzie od kilku minut widniały kolejne świeże ślady.
- To niemożliwe, żeby ktoś teraz był na terenie zajętym przez tytanów! Przecież nikt nie wybierałby się tam samotnie. Czy jest szansa na to, żeby ktoś tam żył? Tytani umieją obsługiwać pistolety na flary?! Armin! - spanikowana dziewczyna spojrzała momentalnie na chłopaka, który zamyślił się na kilka chwil.
- Chyba jest nikła szansa na to, że to jacyś ocaleli z wypraw. Jednak dziwne jest to, że dopiero teraz wystrzelono flary. Ostatnie wyjście za mur Rose odbyło się dwa miesiące temu. To długi czas. - blondyn wyjawił przyjaciołom swoje przemyślenia na ten temat. Nagle nastąpił potężny wybuch. Arlert ścisnął mocniej wodze i musiał wyłapać równowagę, Jaeger zwrócił wzrok w stronę skąd doszedł huk, zaś Braus krzyknęła przerażona i złapała się dłońmi za głowę. Cała grupa wracająca z treningu zyskała pewność, iż to nie jest żadna nowość w organizacji wypraw.
Kilkanaście minut po wybuchu wszyscy członkowie znaleźli się na rozgałęzieniu głównej drogi. Opiekunowie młodszych zgromadzili się w jednym miejscu, a pozostali wymieniali się plotkami.
- Nic nie wiemy. Co się tam dzieje? Władze zorganizowały coś w tajemnicy? - Eren mruknął do siebie z wściekłością, lecz nieco opanował gniew, gdy poczuł na ramieniu dłoń Mikasy.
- Nerwy nie są nam teraz potrzebne. Jak wrócimy do miasta to pewnie dostaniemy informacje. - zwróciła się do grona przyjaciół ze spokojem. Christa, Jean i Connie w ciszy spojrzeli po sobie. Armin starał się uspokoić poddenerwowaną Sashę, którą poniosła wyobraźnia.
- Czy tylko ja mam wrażenie, że po powrocie nie dostaniemy szczegółowych wyjaśnień? Nie ma żadnej wyprawy, więc nikt z naszego korpusu nie znajduje się na terenach tytanów. Skoro to nie zwiadowcy to kto inny ruszyłby za mur? Nie mam żadnych pomysłów.
- A miałeś jakiś kiedykolwiek? - Eren burknął zgryźliwie do Jean'a, który z wściekłością ruszył do chłopaka i chwycił go za kołnierz.
Chłopaki, spokojnie. - Armin już chciał rozdzielić dwójkę, gdy o strony miasta przybył posłaniec.
- Dowódca Erwin chce natychmiast widzieć wszystkich zwiadowców na dziedzińcu! Ważne spotkanie związane z wydarzeniami za murem Rose! - mężczyzna przekazał komunikat donośnym głosem i spojrzał się na opiekunów grupy treningowej.
- Słyszeliście! Wsiadać na konie i wracamy do miasta! Nie ociągać się! - jeden z głównodowodzących wydał rozkaz, po którym wszyscy zasiedli w siodłach i ruszyli w drogę powrotną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taiga
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 108
Join date : 11/10/2014
Age : 19

PisanieTemat: Re: Badziewny fanfic SnK ~ nie warto czytać ._.   Czw Kwi 23, 2015 7:13 pm

Rozdział 2

Pamiętny dziedziniec dla każdego ze zwiadowców. To tutaj każdy z nich podjął najważniejszą decyzję rekruta – wybór korpusu. Na placu zgromadzili się wszyscy członkowie. Z przodu stali starci i bardziej doświadczeni, a świeżaki ustawiono na tyłach. Wszyscy szeptali coś między sobą, więc o ciszy można było sobie tylko pomarzyć. Najważniejsze osoby jeszcze nie było. Roznosiły się najprzeróżniejsze plotki.
Armin dość nerwowo rozglądał się na boki, wodząc spojrzeniem po współtowarzyszach. Im dłużej nie pojawiał się dowódca, tym nerwowość wzrastała. Zauważył to Eren, który od razu położył dłoń na ramieniu przyjaciela.
- Wszystko gra? - spytał wpatrując się uważnie w jasne oczy blondyna.
- T-tak. Po prostu trochę się martwię. Za mało wiemy i nasuwa mi się dużo możliwych scenariuszy. - wyjaśnił od razu, nie chcąc, żeby ktokolwiek zaczął się o niego martwić. Mikasa jak zwykle była w pobliżu chłopaków, więc usłyszała ich rozpoczętą dyskusję.Dowódca na pewno pojawi się już niedługo. Spóźnienie na zebranie zwołane we własnym imieniu nie będzie pozytywnie odebrane. - wtrąciła się ze spojrzeniem utkwionym na podwyższeniu, gdzie zebrało się kilku najbliższych podwładnych Smith'a. Eren i Armin przez kilka chwil patrzyli na Mikasę, po czym skinęli głowami. Kontynuowaliby rozmowę, acz szepty zaczęły cichnąć. Chłopcy szybko zorientowali się, że to dowódca wreszcie przybył. Jego sylwetka pojawiła się na podwyższeniu. Po cichu wymienił kilka zdań z kapralem Levim oraz Hanji Zoe. Ostatecznie stanął na baczność przodem do zebranych.
- Dziękuję wszystkim za przybycie. Zapewne każdy z was słyszał, bądź nawet widział na własne oczy to co się działo na terenach za murem Rose. Jedynimi, którzy się tam wybierają jesteśmy my. Obecnie żaden ze zwiadowców nie przebywa w tamtych okolicach. W związku z tym planuję rozpocząć pięćdziesiątą ósmą wyprawę za mur w celu ustalenia sprawcy lub sprawców owego wydarzenia. Sytuacja wymaga pośpiechu, jednak bez uzyskania zgody nie możemy rozpocząć misji. Władze będą miały trudności z opanowaniem paniki wśród mieszkańców i jedynym sposobem będzie głębsze zbadanie wydarzeń. Pomimo pogorszonej reputacji po ostatnich akcjach wewnątrz muru Sina istnieje duża szansa na uzyskanie zgody. To tyle. Rozejść się do pokoi i czekać na dalsze rozkazy!
Zwiadowcy zasalutowali i gdy tylko dowódca zniknął, większość zgromadzonych zaczęła się rozchodzić. Armin i Eren chcieli wrócić do pokoju, tak jak nakazano, acz zostali zaciągnięci przez Mikasę do innego domku. W pokoju Ackerman zrobił się mały tłok. Jean, Sasha, Connie, Christa oraz Ymir towarzyszyli trójce przyjaciół.
- Wyprawa w okolice dystryktu Shiganshina... - Eren szepnął cicho sam do siebie, a w dłoni ścisnął klucz, który dostał od swojego ojca. Czuł, że nadciąga odpowiednia okazja na odwiedzenie piwnicy w dawnym domu. Cel był na wyciągnięcie ręki. Zamyślony nie wsłuchał się w dyskusję znajomych.
- Uzyskanie zgody na wyprawę po takiej rozróbie w mieście? To niemożliwe. - Jean podszedł do tego wszystkiego dość pesymistycznie. Skrzyżował ręce na piersi i z poirytowaną miną wpatrzył się w podłogę.
- Zniszczenia pochłoną dużą ilość pieniędzy, a wyprawa sama się nie opłaci. Władze na pewno będą sceptyczne co do pomysłu dowódcy, ale jeśli zależy im na bezpieczeństwie i spokoju to powinni zgodzić się na zbadanie sytuacji. - Armin trochę niepewnie zabrał głos i gdy tylko poczuł na sobie spojrzenie przyjaciół, odwrócił speszony wzrok i zamilkł. Sasha z lekkim przerażeniem skuliła się w rogu łózka.
- To na pewno byli tytani. Nauczyli się wszystkiego od ludzi i teraz wykorzystają to przeciwko nam. Wysadzą bramy i zanim zdołamy wyruszyć to już będzie za późno i zginiemy. - w panice mamrotała do samej siebie, acz po chwili dostała pstryczka prosto w czoło.
- Opanuj się. Wygadujesz jakieś bzdury. To na pewno jacyś zagubieni, którym udało się przeżyć i czekają na pomoc. - Connie przymknął oczy i z opanowaniem wyjawił swoje poglądy na poruszony temat.
- Mam nadzieję, że nic im nie jest. - Christa splotła dłonie z wyraźnym zmartwieniem na bladym licu.
- Myślę, że może być już za późno. - sceptycznej odpowiedzi udzieliła Ymir, której nie odpowiadało siedzenie w takim gronie. Oparła się plecami o ścianę i utkwiła spojrzenie na drzwiach.
- Żyją czy nie to już nieistotne. Najważniejsze jest wyjaśnienie tego wszystkiego w jak najszybciej. Nie potrzebujemy kolejnych przyczyn paniki wśród ludzi. - po wypowiedzi Mikasy zapanowała cisza. Nikt nie patrzył na siebie wzajemnie.
- Jeśli nie uzyskamy zgody to wyruszę sam. - postanowienie Erena zdziwiło wszystkich. Czarnowłosa momentalnie poderwała się na równe nogi i podeszła do chłopaka.
- Co ty wygadujesz, Eren?
- To co słyszałaś. Nie stracę okazji do odwiedzenia piwnicy w naszym starym domu. Musimy się tam wybrać – z korpusem lub bez. - odparł stanowczo z czystą determinacją w oczach.
- Idioto, tak ci spieszno do śmierci? - Jean niemal warknął w stronę Jaegera. Eren zacisnął mocniej zęby i poderwał się, żeby ruszyć do Kirstein'a. Zapowiadało się na kolejną sprzeczkę między nimi.
- Eren! Jean! Uspokójcie się. Nerwy nic nam nie pomogą. - Armin ruszył do kłótliwych zwiadowców. Mimo starań nie zdołał opanować zamieszania. W pokoju zrobiło się dość głośno. Każdy przekrzykiwał siebie wzajemnie.
- Uspokójcie się, proszę! - nieco płaczliwy głos Christy magicznie rozwiał napięcie. Jako ostatni uspokoili się Eren i Jean. Z cichymi mamrotaniem rozeszli się i zasiedli ponownie na swoich miejscach. Znowu zapanowała cisza i już nikt nie odważył się odezwać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taiga
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 108
Join date : 11/10/2014
Age : 19

PisanieTemat: Re: Badziewny fanfic SnK ~ nie warto czytać ._.   Czw Kwi 23, 2015 7:14 pm

Rozdział 3

Po urzędowym budynku wieści rozeszły się w błyskawicznym tempie. Z ust do ust i już praktycznie każda osoba sprawująca prawnicze obowiązki wiedziała o planach, które szykował ten, który niedawno nie wykazał się w dobrym świetle i zyskał kiepską opinię. Plotki przepełnione jadem krążyły po siedzibie wysoko postawionych urzędników. To nie wróżyło dobrze już zszarganej opinii korpusu zwiadowców.
Minęła już prawie godzina od momentu, gdy Erwin Smith wniósł prośbę o natychmiastowe spotkanie z wysoką radą na której czele stał Dallis Zacklay. Kapitan z niewzruszonym wyrazem twarzy kroczył zaraz za młodziutkim przedstawicielem korpusu żandarmerii. Na korytarzu z początku dało się słyszeć jakieś szepty, ale prędko ucichły i zapanował spokój. Ludzie stojący po bokach obdarowywali dowódcę podejrzliwym spojrzeniem. Większość z nich musiała sobie właśnie zadawać pytanie dotyczące tego, czemu Erwin Smith zjawił się właśnie tutaj i zdołał doprowadzić do spotkania z ważnymi przedstawicielami rządu.
Przez pewien czas po wnętrzu roznosił się odgłos kroków. Po tym zapanowała cisza. Młody chłopak zakończył eskortę zwiadowcy i na zakończenie zadania otworzył podwójne drzwi. Blondwłosy mężczyzna zerknął krótko na żandarmera, po czym wkroczył pewnie do nieco opustoszałej sali. Już na wejściu mógł poczuć na sobie nieprzyjemne spojrzenie kilkunastu par oczu, które niechętnie przywitały przybysza zza ław. W samym centrum siedział Zacklay. Zmrużył lekko oczy, a następnie poprawił okulary na nosie. Poczekał do momentu, gdy dowódca korpusu zwiadowców stanął na środku sali. Cicho odkaszlnął i zerknął na świeżo uzupełniony papierek leżący tuż przed nim na ciemnym blacie.
- Erwinie Smithie. Poniesione straty z wyprawy oraz zniszczenia spowodowane nieplanowaną z władzami interwencją wewnątrz muru Sina pochłonęły sporo pieniędzy z państwowego skarbca. Po zaledwie dwóch miesiącach od poważnych strat wychodzisz nam naprzeciw z propozycją kolejnego wyjścia na tereny objęte murem Maria. Czy masz jakieś sensowne powody, które skłoniłyby do wydania zgody? - poważny głos Dallisa rozbrzmiał echem w sali. Erwin stał w miejscu niewzruszony i najwyraźniej szykował się do odpowiedzi, gdy nagle jeden z towarzyszy cenionego żołnierza poderwał się z miejsca z oburzeniem.
- Sensowne powody? Nie ma sensownych powodów! Kolejny raz próbuje wyciągnąć od nas pieniądze na nic niewnoszące wyprawy! Znowu mamy tracić fundusze za cenę napraw miasta?! - wykrzyknął wściekle, ukazując jakie ma zdanie na poruszony temat.
- Panie Mickley. Proszę o zajęcie swojego miejsca i opanowanie. Wnoszący o prośbę powinien pierwszy podać swoje argumenty. - stary człowiek natychmiastowo zapanował nad sytuacją. Rozdrażniony urzędnik mruknął coś pod nosem i usadowił się na krześle obitym ciemnozieloną skórą.
- Dziękuję. Zapewne widzieli państwo lub też słyszeli o tym co się wydarzyło w dniu dzisiejszym za murem Sina. Jest to niepokojąca sytuacja, która bez wyjaśnienia wprowadza zbędną panikę nie tylko między cywilów, ale także nas – żołnierzy. Wyprawa zwiadowców ma na celu wyjaśnienie owego wydarzenia. - dowódca wypowiedział się krótko i na temat. To nie był koniec. Wciąż krył kilka asów w rękawie, jednak wolał zachować je na później, bo zbyt pochopne wyciągnięcie kart może być niekorzystne w dyskusji. Urzędnicy pokręcili nosami, wyraźnie nieprzekonani.
- Są jakieś szanse na to, że jest to tylko fałszywy alarm i flary wystrzelili ocaleli z pańskiego korpusu, którzy mogą już nie żyć? - Dallis kontynuował i tym razem żaden z obecnych nie ważył się przerwać dwustronnej dyskusji.
- Jest taka możliwość, jednak minęły dwa miesiące od ostatniej wyprawy, a procentowa szansa przeżycia tyle dni na terenie tytanów jest bardzo niska, a może i wręcz zerowa. Mniejszy niepokój wzbudzałby fakt, gdyby flary pochodziły od oficjalnych producentów współpracujących z korpusem zwiadowców. - wyraz twarzy Erwina pozostawał niezmienny, acz wszyscy urzędnicy, prócz Zacklay'a zaczęli cicho mamrotać między sobą. Argument najwyraźniej miał trochę siły, bo nawet starszy mężczyzna zmarszczył nos i zerknął na kartkę z wnioskiem o pozwolenie na wyprawę. Cichy pomruk uleciał z jego ust.
- Więc nie ma opcji, że to jeden z pańskiego korpusy?
- Tak.
- Czyli nieznana osoba lub osoby są sprawcami, mhm... - Dallis ponownie mruknął z zamyśleniem. Przejechał palcami po siwej brodzie i zamilkł na parę chwil. Współtowarzysze przyglądali mu się z niepewnością w oczach.
- Czy wyprawa może wnieść jakieś cenne informacje, które pomogą nam w walce z tytanami? - znowu zapytał rozchylając powieki. Skupił wzrok tylko na Erwinie.
- Tak. Jeśli odpalenia flar dokonali ludzie, którzy spędzili dużo czasu na niebezpiecznym terenie to ich doświadczenie będzie przydatne nie tylko dla korpusu zwiadowców, ale dla każdego człowieka. Są duże szanse, iż mogą wiedzieć o tytanach coś więcej niż my. Nie dowiemy się tego, jeśli nie wyjaśnimy sytuacji. - dowódca wciąż nie okazywał ani trochę niepewności. Z kamiennym wyrazem twarzy wyglądał tak, jakby wciąż miał mnóstwo dobrych argumentów na dalszą dyskusję. Urzędnicy zaczynali być trochę niepewni. Jeśli Dallis Zackley wyda zgodę to ponownie budżet uszczupli się, a teraz każdy pieniądz się liczył.
- Jeśli sprawy tak się mają... - starszy przerwał zamyślając się. Wszystkie spojrzenia zostały utkwione na jego poważnie wyglądającym licu. - Zgadzam się na wyprawę. Liczę na to, że tym razem nie będzie żadnych problemów z pańskiej strony i ludzkość nie odniesie poważnych szkód.
- Proszę pana! - Mickley znowu uniósł się głosem pełnym oburzenia, lecz przytrzymał język za zębami, gdy natknął się na srogie spojrzenie cenionego żołnierza. Dallis zaczął wypełniać jakiś papierek, po czym wyciągnął rękę przed siebie, trzymając w dłoni świeżo wypełnioną kartkę.
- Powinien pan dostać odpowiednią kwotę pieniężną bez żadnego problemu. Życzę powodzenia. - wyrzekł z powagą. Erwin podszedł bliżej łapy i przejął dokument od starca.
- Dziękuję za pozwolenie. - dowódca zasalutował na odchodne i odwróciwszy się ruszył do drzwi.
- Erwinie Smith! - głos Zackley zatrzymał blondwlosego mężczyznę w progu. Przez kilka chwil panowała nieprzerwana cisza.
- Wróć z jak najmniejszą liczbą ofiar. - po tych słowach zapadło milczenie. Zwiadowca zerknął przez ramię na siwego mężczyznę.
- Niczego nie obiecuję. - odpowiedział, po czym wyszedł na korytarz, zamykając drzwi za sobą. Szybkim marszem ruszył w drogę powrotną, a przy swym boku trzymał cenny dokument. Urzędnicy stojący po bokach znowu zaczęli dyskusję, gdy dostrzegli niesiony papierek. Większość musiała się domyślić, że zwiadowcom powiodło się. Na ich twarze wstępowało niezadowolenie. Nie mieli jednak na nic wpływu. Pięćdziesiąta ósma wyprawa zbliżała się wielkimi krokami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Badziewny fanfic SnK ~ nie warto czytać ._.   

Powrót do góry Go down
 
Badziewny fanfic SnK ~ nie warto czytać ._.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
wh :: Offtop - Rozmowy NIEKONTROLOWANE :: . :: Tensaiowe wypociny-
Skocz do: