wh


psie pbf
 
IndeksIndeks  WydarzeniaWydarzenia  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Akademia Ravenbeak

Go down 
AutorWiadomość
Nemeyeth A'albiell
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 75
Join date : 23/11/2014

PisanieTemat: Akademia Ravenbeak   Wto Gru 30, 2014 1:03 pm

Akcja dzieje się w akademii, do której uczęszczają młodzi czarodzieje i czarodziejki. tak bardzo zawiało Harrym Potterem Bohaterów poznacie za chwilkę. Ktoś na 100% zauważy, że to moje postacie z tego forum, ale cii. XD Mam nadzieję, że będzie się wam mile czytało moje bazgrołki. o ile w ogóle tu ktoś wejdzie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nemeyeth A'albiell
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 75
Join date : 23/11/2014

PisanieTemat: Re: Akademia Ravenbeak   Wto Gru 30, 2014 3:07 pm

Pierwszy dzień w akademii zapowiadał się katastrofalnie. Nemeyeth stała przed grubymi murami dworu już mocno spóźniona. W prawej ręce kurczowo trzymała rączkę niebieskiej walizki, a lewą schowała do obszernej kieszeni kurtki.
-Uch, tylko spokojnie – szepnęła dziewczyna wspinając się po schodach.
Wziąwszy głębszy oddech pchnęła dębowe drzwi. Znalazła się w przestronnym holu. Naprzeciwko niej korytarz rozgałęział się na dwa mniejsze. Któryś z nich musiał prowadzić do Wielkiej Auli.
-Panienka A’albiell, jak mniemam? – ostry, kobiecy głos sprawił, że dziewczyna aż podskoczyła.
Momentalnie odwróciła się stając twarzą w twarz z nieznaną kobietą. Miała ona pociągłą twarz o ostrych rysach. Jej jadowicie zielone oczy świdrowały postać Nemeyeth zza okularów o grubych szkłach. Brązowe, gęsto przyprószone siwizną włosy spięte były w staranny kok. Była zapewne wzrostu dziewczyny, jednak szpilki pozwalały jej patrzeć na nią z góry.
Otrząsnąwszy się w pierwszego szoku wywołanego niespodziewanym pojawieniem się kobiety Nemeyeth kiwnęła głową.
-Spóźniłaś się młoda damo. – Wzrok kobiety zdawał się przewiercać dziewczynę na wylot.
-Były korki, ja naprawdę nie mogłam… - wyjaśnienia zostały brutalnie przerwane przez niespodziewany łomot i huk tłuczonego szkła.
Nemeyeth momentalnie skierowała wzrok w kierunku, z którego doszedł huk. Zobaczyła wysokiego, szczupłego chłopaka o długich, splecionych w luźny warkocz włosach, usilnie próbującego zgarnąć wszystkie odłamki szkła w jedno miejsce. Kiedy zobaczył Bibliotekarę (bo tak w pierwszym odruchu ochrzciła ją Nemeyeth) na jego twarzy pojawiło się zmieszanie.
-Eee, dzień dobry panno Fox. – wykrztusił.
-Co to ma znaczyć Owens? – wysyczała kobieta.
Gdyby wzrok mógł zabijać, to chłopak padłby już trupem.
-To? To przez przypadek. – odpowiedział z miną niewiniątka.
-Ten cały bałagan ma mi zaraz zniknąć. I nie myśl, że ujdzie ci to na sucho. Pięknie zaczynasz nowy rok. – gderała pani Fox –Kiedy skończysz, zaprowadzisz młodszą koleżankę do Wielkiej Auli. – tu niedbałym ruchem wskazała na Nemeyeth po czym odeszła.
Chłopak upewniając się, że zniknęła na dobre podszedł do dziewczyny.
-Chodź, zaprowadzę cię do Auli. – westchnął z rezygnacją –Tak w ogóle to jestem Yamis. – dodał.
-Nemeyeth. – przedstawiła się dziewczyna –Nie posprzątasz? – zapytała spoglądając mu przez ramię na kupkę szkła.
Musiała stanąć na palcach, żeby cokolwiek widzieć.
-Zrobię to, ale później. – machnął ręką.
Wciąż z wyrazem kompletnego zaskoczenia wymalowanym na twarzy pozwoliła chłopakowi prowadzić się w niewiadomym dla niej kierunku.
-A ta baba to? – zapytała ni stąd ni zowąd.
-Profesor Henrietta Fox, uczniom znana raczej jako Stara Jędza. Postrach uczniów pierwszego roku oraz kilku ze starszych klas. – wydeklamował Yamis.
-Nauczyłeś się tej regułki na pamięć? – zauważyła zgryźliwie Nemeyeth.
-Na twoim miejscu już bym się jej uczył. I przygotuj się na bardzo ciepłe powitanie na twoim pierwszym wykładzie. – pogroził jej palcem i roześmiał się widząc jej minę.
Zupełnie zbita z tropu dziewczyna zapomniała strząsnąć rękę chłopaka ze swojego ramienia. Nie, żeby jej to w jakiś sposób przeszkadzało, po prostu ot tak, dla zasady. Ani się obejrzała, a już stanęli przed wejściem do Wielkiej Auli. Sala wypełniona była istotami wszelkiego rodzaju, które tylko tymczasowo przybierały ludzkie postaci.
-Już widzę, jak będę się wyróżniała. - mruknęła pod nosem dziewczyna krążąc w tłumie i szukając kawałka wolnej przestrzeni dla siebie.
Jej „przewodnik” zagubił się gdzieś w tłumie. Może to i dobrze? Kiedy wchodzili, widziała zazdrosne spojrzenia damskiej części tłumu, a ostatnim czego chciała to zwrócenie na siebie uwagi połowy akademii. W końcu dziewczynie udało się znaleźć trochę wolnego miejsca gdzieś pod ścianą. Na chwilę jej wzrok powędrował w kierunku postaci dyrektora stojącego na podeście i wygłaszającego przemówienie. Niski, łysawy facet z lekką nadwagą. Nic szczególnego. Nemeyeth nawet nie do końca słuchała jego paplaniny. Docierały do niej pojedyncze zdania takie jak „Chłopcy mają kategoryczny zakaz przebywania w damskim akademiku i odwrotnie”. Westchnęła cicho. Z tym akurat zgadzała się w stu procentach. W końcu nadeszła upragniona chwila rozejścia się do wyznaczonych pokoi. Dziewczyna ciągnąc walizkę poszła za resztą dziewczyn w kierunku damskiego akademika. Po drodze mignęła jej lista przydziału. Z największym trudem cofnęła się i stanęła przed nią szukając swojego nazwiska. Z lekkim zawodem stwierdziła, że została przydzielona do pokoju jakiejś uczennicy drugiego roku. Nemeyeth miała nadzieję, że okaże się ona w miarę znośna. Odruchowo spojrzała na dwie świergoczące z zapałem dziewczyny stojące naprzeciwko niej. Skrzywiła się widząc niezliczone warstwy makijażu pokrywające ich twarze. Wtem usłyszała znajomy głos.
-Zgubiłaś się? – Yamis z uśmiechem na twarzy wpatrywał się w nią wyczekująco.
-Mogłabym zapytać ciebie o to samo. – mruknęła dziewczyna.
-Tak się składa, że dokładnie wiem dokąd idę. – odciął się.
Spojrzał na listę i jego uśmiech momentalnie stał się większy.
-Tak się składa, że idziemy w to samo miejsce. – dodał, a Nemeyeth jęknęła w duchu.
-Nie mam klucza. – powiedziała, mając nadzieję, że pozbędzie się natręta.
-To nie problem. – chłopak zamachał jej przed nosem kluczem, który przed chwilą wyjął z kieszeni.
-Ale… - zaskoczona dziewczyna zupełnie nie wiedziała co powiedzieć.
-Dorobiłem rok temu. – wyjaśnił –A teraz chodź. – dodał ciągnąc Nemeyeth za sobą.
Dziewczyna przez chwilę szła cicho, po czym nagle odzyskała głos.
-Po co ci do ciężkiej cholery klucz do tego pokoju!? – warknęła.
-Mam swoje powody. – brzmiała odpowiedź.
Nemeyeth mruknęła coś zirytowana. Zdążyła się uspokoić przed dotarciem do wyznaczonego pokoju. Spojrzała na jasne drzwi i wiszący na nich numerek 20. Yamis w tym czasie nacisnął klamkę. Kiedy drzwi nie ustąpiły, włożył klucz do zamka i przekręcił. Wspaniałomyślnie puścił Nemeyeth przodem. Dziewczyna ogarnęła wzrokiem cały pokój. Błękitne ściany kontrastowały się z jasnymi meblami. Na łóżkach leżały narzuty w tym samym kolorze co ściany. Na podłodze leżał wściekle niebieski dywanik. Po lewej stronie, zaraz przy wejściu znajdowały się drzwi, najpewniej prowadzące do łazienki.
-Łóżko po prawej zajęte, musisz wciąć to po lewej. – poinstruował Yamis zamykając drzwi.
-Za dużego wyboru nie mam. – mruknęła dziewczyna kładąc walizkę na wyżej wymienionym łóżku.
-Lepiej przygotuj się na to, że Sometha nie będzie zachwycona twoim widokiem. Od początku zeszłego roku upierała się przy tym, chce mieć pokój tylko dla siebie. Najlepiej po prostu zignoruj jej docinki. – powiedział chłopak siadając na krześle, które odsunął od jednego z biurek.
Nemeyeth już miała zapytać kto to ta Sometha, ale na szczęście w porę ją olśniło. Wtem na korytarzu rozległ się hałas. Ktoś się przewrócił? Dwójka uczniów od razu doskoczyła do drzwi, otworzyła je na oścież i wypadła na zewnątrz.

bo Nem jest jak Polsat i urywa w momentach, kiedy dzieje się akcja :P
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chikyu
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 112
Join date : 12/10/2014

PisanieTemat: Re: Akademia Ravenbeak   Pon Sty 05, 2015 7:28 pm

Zaraz przed nimi, na podłodze siedział blondwłosy chłopak rozcierający obolałe kolano. Pierwsza głos odzyskała Nemeyeth.
-Czy tutaj zawsze ktoś coś tłucze i przewraca się o własne nogi? – jęknęła opierając się o framugę.
Blondyn spojrzał na nią bystro.
-To się nazywa pech pierwszego dnia. Jutro będzie już lepiej. – odpowiedział szczerząc się głupkowato –Co stłukłeś? – dodał wpatrując się w Yamisa.
-A skąd wiesz, że to o mnie chodzi? – czarnowłosy skrzyżował ręce na piersi.
-Bo to do ciebie podobne. – wypalił chłopak -A poza tym jest problem. - dodał już mniej pewnie zbierając się z podłogi.
-Niech zgadnę, ptak zwiał? – Yamis oparł się z rezygnacją o ścianę.
-Mhm. Zmyślna bestia otworzyła sobie klatkę i puf, nigdzie go nie ma.
-No to teraz trzeba się tylko modlić, żeby nie wpadł na Jędzę.
Nemeyeth chyłkiem wycofała się do pokoju. Czemu zawsze trafiała na nie do końca normalne towarzystwo? Na pierwszy rzut oka było widać, że blondyn jest likantropem, a przynależności Yamisa mogła się tylko domyślać. Dziewczyna ściągnęła z siebie czerwoną kurtkę i otworzyła walizkę. Wyciągnęła z niej mundurek i pomaszerowała do łazienki. Zamknęła drzwi na zasuwkę, w końcu nigdy nie wiadomo co może strzelić do głowy chłopakom, którzy zażarcie kłócili się na korytarzu. Podczas gdy powoli zrzucała z siebie ubranie, wyłapywała strzępki zdań wykrzykiwanych przez chłopaków. Wśród nich wyłapała imię likantropa. Zan. Dobre i to. Kłótnia zaczęła cichnąć dopiero, kiedy Nemeyeth spokojnie wygładzała fałdy czarnej spódniczki. Podeszła do lustra i spojrzała na swoje odbicie krytycznym wzrokiem. Zrobić coś z włosami? Spiąć je w koka? Spleść w warkocz? Białe pasma w nieładzie spadały na ramiona dziewczyny zasłaniając jej delikatną, bladą twarz. Tylko duże, szare oczy niepewnie spoglądały na odbicie. Bała się. Cholernie bała się co pomyślą o niej inni uczniowie. Człowiek pośród magicznych istot. W dodatku albinoska. Dziewczyna w końcu wyszła z łazienki. Podeszła do szafy stojącej po jej stronie pokoju i otworzyła ją. Powoli zaczynała przekładać do niej ubrania z walizki. Po skończonym wypakowywaniu się opadła na łóżko. Najchętniej przespałaby resztę dnia i noc. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Nie wiedziała jeszcze, że to nie koniec. Uniosła się do pozycji siedzącej dopiero, kiedy chłopacy weszli do pokoju, najwyraźniej całkiem pogodzeni. Nie słuchała nawet co mówili. Zwróciła uwagę dopiero na zamieszanie na korytarzu. Czekaj, czekaj, kto tak się drze!? Drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadła niska, blondwłosa dziewczyna, z jakiegoś powodu bardzo zdenerwowana. Ten powód zataczał nad jej głową kręgi drąc się wniebogłosy. Ściślej mówiąc, to był kruk rzucający wulgaryzmami na prawo i lewo.
-Czy to ptak!? Czy to samolot!? Nie! To kurrrr…. – niestety nie dane mu było dokończyć.
-To chyba twoje. – warknęła dziewczyna celując palcem w Yamisa.
-Też się cieszę, że cię widzę. – mruknął chłopak wbijając wściekłe spojrzenie w kruka –A ty lepiej przyleć do mnie po dobroci cholero jedna. – wy warczał w stronę ptaka.
Ten zupełnie nic sobie nie robiąc z gniewnych krzyków właściciela, wesoło machając skrzydłami wylądował na szafie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Akademia Ravenbeak   

Powrót do góry Go down
 
Akademia Ravenbeak
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Nie musimy umierać na raka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
wh :: Offtop - Rozmowy NIEKONTROLOWANE :: . :: Nemowe bazgroły-
Skocz do: