wh


psie pbf
 
IndeksIndeks  WydarzeniaWydarzenia  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zielona Łąka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Traffy
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 467
Join date : 19/01/2015

Dodatkowe
Przedmioty Specjalne::
Wynagrodzenia stadne:

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Wto Lut 10, 2015 9:04 pm

Biegł dalej, nie śmiąc nawet głębiej odetchnąć. Wtem jednak zauważył, że uszaty się cofa, sunąc wprost na niego. Może i lekko się zdezorientował, ale jednak szybko wrócił do siebie, by podjąć się racjonalnych działań. Prędko przygniótł szaraka do ziemi. I tak był chory, skróci jego cierpienia.
- Nie martw się, twa śmierć będzie szybka i bezbolesna - obiecał. W końcu zwierz nie pójdzie też na marne, posili innych. Uśmiechnął się gorzko, by zadać kulminacyjny cios.
Miejmy nadzieję, że nie spudłował, czy co tam się jeszcze mogło stać.

__________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Restless
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 467
Join date : 02/01/2015

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Wto Lut 10, 2015 9:20 pm

Traffy tym razem udało się. Zając nawet jak się rzucał, nie dał rady wyrwać się z mocnego uścisku bordera. Najwyraźniej osłabił go jego wiek oraz choroba. Zamknął ślipia, kiedy szczęki zbliżyły się do niego, dusząc. Nim się obejrzał, ból ustał i umarł. Po prostu umarł. Za to Traffy miał udane polowanie, gdyż młody jako tak był do zjedzenia. Do tego na całe szczęście nie było żadnego drapieżnika, więc dwulatek mógł wziąć swą zdobycz.

GRATULACJE!
Traffy zdobył młodego, chorego szaraka

KLIK KOSTKI
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Traffy
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 467
Join date : 19/01/2015

Dodatkowe
Przedmioty Specjalne::
Wynagrodzenia stadne:

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Wto Lut 10, 2015 9:57 pm

Zadowolony z siebie zakończył żywot małego, szarego urwipołcia. Poczuł smak jego posoki w pysku, by zaraz to ją wylizać i rozejrzeć się w poszukiwaniu potencjalnego zagrożenia. Nic nie nadchodziło. Ztrudzony otrzepał się i wybył, zostawiając pechową łąkę w spokoju. Prędko tu nie wróci. Teraz wybył na kolejne łowy.
z/t ovo

__________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Malcolm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 19/12/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Sob Lut 14, 2015 9:55 pm

Łapa za łapą. Stop. Oddech. Inspekcja bijącego w piersi serca.
Łapa za łapą. Krótkie spojrzenie dookoła siebie. Oddech. Serce.
Łapa za łapą. Przystaną gwałtownie tym samym wybijając się z mechanicznego ruchu zapisanych zachowań. Gdzie był? Co przed chwilą robił? Dlaczego to robił? Potrząsnął głową i zmarszczył łuki brwiowe starając się cokolwiek sobie przypomnieć. Nic. Wielka, rozległa pustka. Nawet małego, turlającego się krzaka. Westchnął.
- Cudownie. - Skomentował.
Skoro nie miał pojęcia gdzie był i właściwie znalazł się tu, a nie...gdzieś indziej to miał wszelkie powody, aby choć trochę się rozejrzeć. Dwu koloryt spojrzenia począł uważnie przenikać wzór krajobrazu, a na pysku nakrapianego uwydatniało się zdezorientowanie. No pięknie. Kiedy wszyscy stali w kolejce po wewnętrzne GPS to on był...indziej. Malcolm zawsze był indziej, gdy działo się coś ważnego. Taka tam zdolność rasowa. Przeklął.
I co miał teraz zrobić?
Siadł na zadzie, starając się wyglądać jak najmniej opłakanie. Wystarczyło iż zacznie się obłąkańczo śmiać, a wszyscy wezmą go za świra. Chyba nic już nie pogorszy jego stanu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stockholm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 15/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Sob Lut 14, 2015 10:29 pm

Przyszła druga pierdoła życiowa, która w ogóle nie myślała gdzie idzie, nie miała zamiaru nawet nigdzie dotrzeć, po prostu przecinała kolejne granice przestrzeni. Nie popatrzył nawet wokół, jakby doskonale wiedział gdzie jest - bujdy. Może jednak był w lepszej sytuacji od Malcolma; mimo iż często po prostu się gubił, to zawsze odnajdywał drogę powrotną. Zawsze. Oby tak było tym razem.
Przez czerep przepływały mu różne myśli - głównie związane były z Restlessem, Jedynym i Racher. Nadal o niej nie zapomniał, myślała o niej cały czas. I gdzieś tam podświadomie wiedział, że już jej nie spotka, że samica nie żyje, jednak odrzucał od siebie ten fakt. Nawet z własnym umysłem się nie zgadzał. Oszukiwał samego siebie... myślał, że to coś da? mylił się.
Przemierzał następne metry tego padołu, aż w końcu zatrzymał się.
- Oh... - wymsknęło mu się. Przygryzł język, chyba trochę zbyt mocno, bo po chwili poczuł smak krwi. Dlaczego musiał wydać z siebie taki dźwięk? niekontrolowany, żałosny dźwięk. Jeśli już zaczął wzdychać na widok dalmatana, którego spotyka drugi raz, to coś musi być nie tak. Nie tak z tą zrytą banią. - Malcolm? Jasne, że tak! Malcolm. Pechowy kundel Malcolm. Malcolm bez nawigacji. Malcolm, który jedzie w worku na strasznie niskim kucu. Ten dziwak Malcolm...
Za dużo jego imienia, za dużo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Malcolm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 19/12/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Sob Lut 14, 2015 10:35 pm

Najwyraźniej ciągnie swój do swojego, a w przypadku tych dwóch to musiało być ekstra szybkie łącze bezprzewodowe. No któż by pomyślał, że znów na siebie trafią? Malcolm był przekonany, że po tej ilości biadolenia jaką zafundował drugiemu dalmatyńczykowi, tamten zacznie go omijać szerokim łukiem. Widać, że potrzeba mu kumpla do takich spraw. W końcu mają tego samego kuca, mm?
- A to nie kto inny jak Stockholm! Mój przewodnik, który zaprowadzi mnie autostradą do piekła, bo mu się z niebem pomyliła. Obie wyglądają tak samo. Obie są paskudne.
Każdy na jego miejscu najpewniej by się zaśmiał, acz Mal nie wykazywał ku tym emocjom specjalnego pociągu. Mimika jego pyska była stała, obojętna, jakby przez całe życie nauczył się prezentować tylko tą jedną formę emocji. I może była to prawda.
Odwrócił się w stronę przybysza, uważnie taksując go wzrokiem. Jeśli wcześniej uważał, że wygląda jak siedem nieszczęść to Stock zaliczał się do; o-ja-pierdole-przejechał-mnie-wóz-z-poczuciem-winy-całego-świata. Albo nie było go dłużej niż się spodziewał albo Stockholm obraca się w jakimś szemranym towarzystwie. Mafia? Handlarze narkotyków? Łowcy niewolników? Nie, chyba nie chciał wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stockholm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 15/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Sob Lut 14, 2015 11:01 pm

Właściwie Stockholm zaczął narzekać na swój żywot jako pierwszy, a Malcolm nie miał możliwości podzielenia się swą urzekającą historią. Dołączył się jedynie do budowania ckliwej metafory, która ukazała ich odniesienie do wszystkiego co im się dotąd przytrafiło. Jednakże rozmowy nie dokończyli, toteż musieli się ponownie spotkać. Syndrom miał cichą nadzieję, że tak się stanie - nie wiadomo dlaczego, ale chciał ponownie zobaczyć tę paskudną mordę, całkiem podobną do jego.
- Nie przesadzaj. Jakiś pesymistyczny jesteś. Jedna jest czerwona, druga jest błękitna. Zależy, który kolor wolisz. Na moje oko bardziej do twarzy ci w czerwonym. Oh... no i przewodnik? błagam cię. Jeszcze nikt nie dał mi takiej licencji. Jednak jeśli chcesz... - mruknął cicho. Nie powstrzymał uśmieszku, który wpełzł na jego lico. Dziwne mają poczucie humoru, dziwnie się dobrali. Wysłać ich do cyrku! Do cyrku! Zamknąć w klatkach, dać na wystawę, niech dzieci mają ubaw. Takie wybryki natury z psychą na włosku. Jedynie do cyrku, nigdzie indziej.
Stockholm wyglądał normalnie, jak mało kiedy zresztą. Podleczył się ostatnio. Nadal pozostały blizny, gdzieniegdzie zaschniętą jucha po walce z wielkim kotem, ale ie było źle. Towarzystwo w jakim się obracał było odpowiednie. Zero handlarzy, zero łowców niewolników, zero nożowników, psychopatów i mafii. Choć co do ostatnich dwóch nie byłby tego taki pewien.
- Napatrzyłeś się już? - burknął. Ten wzrok dalmatana na jego ciele... aż taki przystojny poobijany jest?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Malcolm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 19/12/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Lut 15, 2015 9:02 am

Jedna historia od drugiej niezbyt się różniła. Prawdopodobnie jedynym wyjątkiem był fakt, że Stockholm urodził się w kręgach o znacznie bardziej prestiżowym statusie niż Malcolm. Pamiętał iż z początku zaskoczyło go to, że dalmatyńczyk z taką łatwością odciął się od wszelkich więzów rodzinnych, bo on sam nigdy nie posiadał tej możliwości. I doszliśmy do drugiej różnicy. Zabawne. Byli prawie jak męska wersja "Księżniczki i Żebraczki", nawet wyglądali podobnie. Ciekawe czy ktoś z rodziny Stocka zorientowałby się, gdyby zawitał w ich progi?
Sam Mglisty rzadko kiedy wierzył, że zobaczy raz poznaną osobę. Większość po prostu miała go dość po pierwszym spotkaniu, więc Syndrom wydawał się tak miłą i nieprawdopodobną odmianą. Może samiec potrzebował więcej dowodów, coby się zniechęcić? Może i mógłby mu ich dostarczyć, ale nie chciał. Chyba pierwszy raz w życiu czyjeś towarzystwo nie wzbudzało w nim irytacji. Co ten facet z nim robi? Czyżby podobieństwo miało aż tak wielkie znaczenie?
- Za optymizm płaci się wysoką cenę, a mnie zwyczajnie nie stać. Jeszcze nie oszalałem na tyle, aby się zadłużać. - Parsknął. Już dawno przestał postrzegać świat w jasnych, ciepłych barwach, bo to zwyczajnie nie było dla niego. Był zepsuty, a takim pozostawała tylko szarość. Niestety.
- A skąd wiesz, że nie jestem daltonistą? Wtedy czerwień dla mnie nie istnieje i z głupim uśmiechem sam się zaprowadzę do piekła, bo mi się spodoba zielony kolor. - Trudno sobie wyobrazić Malcolma z głupim uśmiechem, bo on nawet normalnie nie raczył wyszczerzyć zębów. Gdy taka sytuacja kiedykolwiek nastąpi - wiedz, że coś się dzieje.
- Zawsze jest ten pierwszy raz. Jak już jadę na tym kucu to nie mogę być sam. - Lekko wzruszył barkami. Jeśli już miał trafić gdziekolwiek to tylko w dobrym towarzystwie. Przydzielą mu jakiegoś psychopatę ze skłonnościami do masochizmu i będzie się z nim użerał przez wieczność. Wolał nie sprawdzać ile czasu mu zajmie nim sam popadnie w paranoję. Lubił swój czysty, filozoficzny umysł i chciał go w takim stanie zachować.
Normalność jest pojęciem względnym z czym Malcolm całkowicie się zgadzał. Stockholm mógł sobie utrzymywać, że prezentuje się poprawnie, jednak jego nie do końca to przekonywało. Wygląda jakby zmierzył się z batalionem jakiegoś ścierwa, bo trudno wyobrazić sobie jednostkową bestię zdolną do podobnego okrucieństwa. Chyba, że to był kot i Stock nadepnął mu przypadkiem na ogon. Wtedy to zupełnie zrozumiałe, koty tego nie znoszą. A co się tyczyło patrzenia...
Nie potrafił się okłamać, że podobało mu się to, co widział. Choć drugi samiec niespecjalnie różnił się od niego w powierzchownym wyglądzie to również nie był tak strasznie brzydki. Prawdę mówiąc był przeciwnie niż brzydki, ale przecież tego nie powie. Jeszcze go biedak uzna za jakiegoś zboczeńca czy inne seksualne wynaturzenie.
- Nie. - Odparł krótko, acz odwrócił wzrok, bo jednak zbyt długie gapienie się było uznawane za niegrzeczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stockholm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 15/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Lut 15, 2015 11:53 am

Odciął się bo naprawdę tego pragnął. Właściwie nikomu nie zależało na tym, żeby go zatrzymać. Ba! Wypuścili go z uśmiechem na tych paskudnych twarzach. Gdyby mogli to wykopaliby go i życzyli samych nieszczęść, ale nie mogli. Bo fakt - był księciem. Tyle, że raczej słabo uprzywilejowanym. Raczej nic nie zmieniło się od czasu jego 'wyprowadzki'. Mógłby wrócić, jednak zostałby jakimś sługą, bo po co im ten syn marnotrawny? a bycie sługą w tamtym miejscu to jak bycie niewolnikiem w starożytnym Rzymie. Tak więc nie zamierzał podkulić ogona i zaszczycić ich swoją obecnością. Pewnie niektórzy, to znaczy pospólstwo... próbowali podszyć się pod księcia, ale z pewnością się im to nie opłaciło. Nikomu by się nie opłacało. Ale złudne nadzieje pozostały.
- Mogę pomóc ci się odciążyć finansowo jak chcesz. Niby sam jestem w tym pesymistycznym dołku, ale wiesz... zawsze można spróbować - zastrzygł trójkątnym radarem. Jakoś nie wierzył w to, że nagle mógłby stać się nosicielem światła. Nigdy nie próbował nawet kimś takim zostać. Zwyczajnie nie dbał o to. Zresztą... jak mógł widzieć świat w kolorowych barwach? jak mógł po tym co przeżył? wyglądał jak siedem nieszczęść, całkowite przeciwieństwo siedmiu cudów. Od razu na starcie ma przylepioną naklejkę z napisem; pesymista, gbur, wyschnięty od środka.
- Na to samo wychodzi. Nie wiem czy wpuściliby cię do nieba. Nie mam dostępu do twojego sumienia, ale sądzę, że na pewno czysty nie jesteś - mówiąc to uśmiechnął się półgębkiem. Oh, co ci chodzi po tym łbie, Stockholm? jakieś specjalne scenariusze z Malcolmem w roli głównej?
- Możesz. Ja będę na innym, bo w końcu odkopię się z tego bagna. A może nawet będę prowadził tę szkapę... - nie, tak z pewnością nie będzie, nie wierzył w to. Mógł jednak spróbować się oszukać, dać sobie nadzieję. Matka głupich, tak... ale co mu pozostało? monotonia życia? nie tego oczekiwał, miał jakieś ambicje. Chce przeżyć najlepiej jak potrafi to wszystko. Zacznie od zreperowania swojej słabej psychiki, o ile jest to możliwe. Bo fakt - zapewnia, że wszystko jest z nim okej, ale taak naprawdę to tylko złudzenie. Wściekły rój szerszeni baluje sobie w tym czerepie i rozszarpuje go od środka, tak codziennie od nowa, od nowa, od nowa. Do wyglądu nie przykłada takiej uwagi, nie pragnie aby ktoś go za to pokochał. Ha! Nikt go i tak nie pokocha, zbyt dziwny jest, zbyt dużo narzeka. Prawda w oczy kole.
Zmrużył oczy słyszą jego słowa i przekręcił łepetynę. Pytający wzrok w stylu; że co? nie takiej odpowiedzi się spodziewałem... ale ta mi schlebia. Mów do mnie jeszcze. Czy tego jednak chciał? Malcolm był fascynujący, dziwnie głęboki, jego zagadkowy umysł... zdecydowanie było w nim coś wyjątkowego. Dalmatan więc chciał do niego podejść i przekręcić tę jego główkę, coby popatrzył się na Stockholma jeszcze chwilkę Bo podobało mu się to. Powstrzymał się, bo to słuszne. Bo tak nakazywał mu rozsądek. Pohamował ciekawość, chęć... ale języka już nie.
- Patrz się dalej...
Rozkaz? na to wyglądało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Malcolm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 19/12/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Lut 15, 2015 12:24 pm

Czasami Malcolm chciał, aby ktoś go zatrzymał. Aby ktoś go walnął w tą odurzoną, zaćpaną mordę i powiedział, że powinien się wziąć w garść, bo długo tak nie pociągnie. I prawdopodobnie nie pociągnąłby, gdyby... Nie. Rozdrapywanie starych ran nie było rozsądne, bez względu na okoliczności. Martwi pozostaną martwymi i nie liczyło się, że ktoś chciał, aby było inaczej. Skoro chciał to powinien zapobiec temu, co się stało w przeszłości. Nie zrobił tego, bo był słaby. Był słaby, bo nie potrafił się kontrolować. Nie potrafił się kontrolować, bo... Bo był Malcolmem, przeszłym Malcolmem, który nijak miał się do obecnego Malcolma. Los był w jego przypadku strasznie okrutny skoro pozwolił, coby dalej egzystował.
Wykorzystał to dobrze? Skąd. Nie byłby sobą, gdyby czegoś nie spierdolił. Na początku była tylko długa, prosta w dół i ciemność. Dużo ciemności, która potem stała się dla niego czymś naturalnym. Czymś, co odganiało jasne, piekące w oczy światło dnia. Po prostu czuł, że nie pasuje do czegoś tak...dobrego? Można to tak nazwać, choć nadal nie oddaje to w pełni Malcolmowego punktu widzenia. Tylko czy cokolwiek go właściwie oddaje? Jest tak indywidualny iż każda próba zrozumienia kończy się naturalną klęską. Z jednej strony daję to korzyści, w końcu wiele osób boi się tego, czego nie rozumie, a skoro nie rozumieli Malcolma to jasne było, że musi być niebezpieczny. I pewnie był, ale tylko gdy się zdenerwował. Dochodziło do tego tak rzadko, że aż trudno uwierzyć. Jednak każdy ma swą mroczną stronę, mm? Mal ma jej po prostu więcej.
I to nie tak, że nie próbował odbić się od dna. Próbował wielokrotnie. Najpierw z V., a potem z innymi jednostkami, w które dziecinie wierzył, że są tym, czego cały czas poszukuję. Zawsze jednak działało to odwrotnie i trafiał w jeszcze większe, gówniane bagno.
Perspektywa rozmów ze Stockholmem jest równocześnie fascynująca jak i przerażająca. Zdawał sobie sprawę, że nie powinien oceniać kogoś kogo zna krótko, acz było to silniejsze od niego. Miał za dużo doświadczeń i patrzył przez ich pryzmat. Głupie.
- Podobno minus z minusem daje plus, więc jeśli ty jesteś pesymistą i ja jestem pesymistą to może wyjdzie z tego coś miłego. - Zabrzmiało to jak propozycja randki. Albo związku. Nie, bardziej randki. Był nawet ciekaw jakby to wyglądało. Zabijaliby się do nieprzytomności w przydrożnym barze, narzekając na wszystkich i wszystko? Niezbyt to romantyczne.
Uniósł lekko głowę, a jego różnorodne oczęta skoncentrowały się na krótką chwilę na otaczającym ich krajobrazie. Było to całkiem miłe miejsce, choć nie do końca w typie Mala. On był przyzwyczajony do małych, krętych, ciemnych i brudnych uliczek miasta, gdzie smog wbija ci się w płuca niczym tysiące igieł. Tylko, że to też nie jest zbyt romantyczne. Cholera! Nie nadaje się do tego.
- Oh, ja jestem grzesznikiem i nikim innym nie chciałbym być.
Komuś innemu mogło się to nie podobać, acz on to akurat lubił. Lubił rolę jaką wyznaczyło mu życie i nie dążył do tego, aby ją zmienić. Status społeczny nigdy nie był dla niego ważny. Tak długo jak inni nie zawracają mu zbyt często głowy - było dobrze.
- Razem się z niego odkopiemy. - Powiedział z mocą. A teraz co? Propozycja małżeństwa? Zwolnij, bo przyprawisz go o przedwczesny zawał serca! Jednak, kto by się spodziewał, że może się w tym wraku obudzić jakakolwiek wiara. Zawsze jest ten pierwszy raz, jak to mówią.
Po ostatnich słowach Stocka, przekręcił głowę na bok, aby móc na nowo wpatrywać się w swojego towarzysza. Osobiście nie chciał, aby tamten czuł się niekomfortowo, ale skoro prosił, nie, rozkazywał, to Malcolm nie miał nic przeciwko.
- Jak rozkażesz, książę. - Wzmocnił nacisk na ostatnie słowo, a kąciki jego warg drgnęły lekko, jakby w uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stockholm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 15/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Pon Lut 16, 2015 4:44 pm

Gdyby znali się wcześniej, kiedy Malcolm był jeszcze przeszłym Malcolmem... Stockholm zatrzymałby go, kopnął porządnie w dupę, albo trzepnął nim porządnie i wykrzyczał mu w twarz, że powinien się ogarnąć, chwycić życie za nogi i pokierować nim w bardziej odpowiedni sposób, ale nie mieli okazji nawet minąć się na ulicy. Nawet jakby... Dalmatan był tak zajęty sobą, że nie zwracał uwagi na żebraków, którzy błagali go o pomoc, nie zwracał uwagi na nikogo pod marginesem, bo nie chciał zawracać sobie głowy dodatkowymi problemami. Typowo egoistyczny tok myślenia. Taki właśnie był - arogancki, obojętny i zimny; tego wymagano od niego od początku. Jako dzieciak nie miał wpływu na to jak ukształtuje się jego osobowość, myślał, że robi dobrze. Przecież chciał być silnym i mądrym władcą! Jak jego ojciec, jak się okazało zwykły łgarz. Taki ślepy...
On, a tak przynajmniej myślał - rozumiał Malcolma, choć po części. Wydawał się być kimś równym, o podobnym doświadczeniu, a nawet toku myślenia. Zdecydowanie chciałby iść przez życie przy jego boku, ramię w ramię. To wcale nie była propozycja jakiejś relacji... prawdopodobnie. Uważał po prostu, że mógłby tworzyć naprawdę niezły zespół z tym samcem, obydwoje dziwni, obydwoje zagadkowi, obydwoje mają nasrane w papierach, jakby nie patrzeć. I nie obchodziło go jak czaro ma w tych aktach, jak często bierze, traci nad sobą kontrolę. Każdy ma problemy, z którymi musi sobie radzić. Sam, lub z czyjąś pomocą, a Stockholm mógł mu tę pomoc ofiarować, wystarczy jedynie, że kropkowany zechce się przed nim otworzyć. Później będzie już z górki. O ile Abillio nie przestraszy się jego życia. Było to jednak wątpliwe, bo mało co może go zaskoczyć.
- Coś miłego? Jak my - dwa szare gbury, możemy stworzyć coś miłego? Minus z minusem daje raczej dwa minusy, jednak... warto spróbować. Dlaczego nie? Nie mam nic do stracenia, ty pewnie też nie - powiedział chrapliwie i podszedł bliżej dalmatyńczyka, jednak zachował przestrzeń... bo co jak tamten zareaguje w sposób nieoczekiwany? Mimo iż rozumiał tego psa lepiej od innych to i tak pozostawał on nieprzewidywalny. I to nie tak, że mu nie ufał, albo bał się go. - Powiesz mi w co się wpakowałem? Bo nie bardzo wiem na co się teraz zgodziłem - zaśmiał się niemrawo.
Stockholm chyba nie był zdolny do robienia romantycznych rzeczy. A nachlanie się w pobliskim barze był o wiele bardziej kuszące od wizji spędzenia razem czasu na oglądaniu komedii romantycznych. Biorąc też pod uwagę fakt, że stuprocentowy z niego mężczyzna - przesiadywanie w pubach to jego żywioł, w innych, raczej bardziej nieczystych miejscach zresztą też. Tylko czy Mal miał podobnie? Jakby nie patrzeć był innej orientacji o czym Syndrom jeszcze nie wiedział. Jeszcze. Oczekiwał jakiś bardziej wzruszających doznań? Chciał być kobietą w tym związku?
O Boże, jakim związku?
- Nie mam zamiaru przeszkadzać ci w tym co robisz. Mogę jedynie zaoferować swoja pomoc - oczywiście mowa o grzeszeniu, jakżeby inaczej. Ale z umiarem, umiarem bo i na autostradzie do piekła nie przejadą i zostaną zatrzymani na bramkach.
- Oczywiście.
Wizja spędzania większej ilości czasu z dalmatyńczykiem nie była przerażająca, a niezwykle kusząca. Mógłby lepiej poznać jego psychikę. Nawet gdyby pies nie chciał się zbytnio integrować, to sama jego obecność byłaby czymś nowym, jakimś wyzwaniem. Sam odkryłby jego naturę.
Książę? pięknie brzmiało to słowo z jego ust. I gdyby nie fakt, że wprost nienawidził, gdy określano go właśnie takim mianem to zechciałby aby Malcolm tak do niego mówił. Czułby się jak władca, dzierżyłby niewidzialne berło, niewidzialna korona zdobiłaby jego skronie. Ale czy dostojne szaty ukryłyby to kim naprawdę jest? blizny były, są i pozostaną.
- Wizja dominacji nad tobą, twoja uległość... podoba mi się to - chytry uśmiech wpełzł na jego mordę. - Ale większy ze mnie kundel i bękart.
Te słowa. Tak - Mal wypowiedział je przy ich pierwszym spotkaniu.
Oh, jakże zrobiło się sentymentalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Malcolm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 19/12/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Pon Lut 16, 2015 5:23 pm

Gdyby Malcolm byłby jeszcze przeszłym Malcolmem to Stockholm skończyłby z nożem między łopatkami. Ewentualnie w oku. Albo w innej części ciała, zupełnie nieprzystosowanej do konfrontacji z małymi, ostrymi przedmiotami. Mal był wtedy...niestabilny, jeśli wypadało to tak właśnie określić. Jednego dnia potrafił być twoim najlepszym kumplem, aby następnego napluć ci w pysk i powiedzieć żebyś się zwyczajnie odpierdolił. Między trzeźwym, a naćpanym czy upitym Malem była tak cienka granica iż mało kto zdawał się ją dostrzegać. To dość nieadekwatne by mówić, że był niebezpieczny. Był niczym cholerny, pieprzony socjopata. Czasami mu się zdaję, że wciąż mu coś z tego zostało.
Pewnie by nawet nie docenił starań dalmatiana, ba, nawet by ich nie dostrzegł. Kompletnie w dupie miał czyjekolwiek współczucie, bo według niego nikt nie potrafił mu pomóc. A prawda była taka, że zwyczajnie tej pomocy nie chciał. Zamknął się w sobie niczym więzień z izolatki i udawał, że dopóty nie dostrzega otaczającego świata - świat kwalifikuje go jako zmarłego. Przez jakiś czas to działał, a potem... Każdy sen się kiedyś kończy. Nawet tak nieprzyjemny.
Jeśli faktycznie Syndrom go rozumiał - z chęcią poklepie go po plecach i zaoferuje uścisk dłoni prezesa. Doceniał fakt, że ktoś się stara, może nie tyle postawić na jego miejscu, ale faktycznie "zrozumieć", co takiego musiało się dziać w jego przeszłości, że stał się tak odcięty i nieufny. Takie rzeczy nie biorą się znikąd, a cechy charakteru nie ewoluują z dnia na dzień. Dlatego do wyboru jest albo trauma albo... Albo coś gorszego niż śmierć. Jednak dla Malcolma była za wcześnie, aby się przed kimkolwiek otwierać. Kundel sam sobie musiał poukładać w głowie jak zamierza to przekazać, aby nie wyszedł z tego durny bełkot w stylu "eeee" czy "aaaa". Miał tylko nadzieję, że Stockholm do tego czasu nie zwątpi i nie pójdzie poszukać kogoś normalnego.
Tylko jak właściwie ocenić "normalność"? To takie pojęcie względne, klasyfikowane wedle indywidualnych standardów. Trudno znaleźć personę, która byłaby "normalną" dla wszystkich przepytanych ankieterów, ale to... To z pewnością nie są problemy na tę chwilę, cholera! Cicho coś mruknął, jakby się strofując.
- Punkt patrzenia zależy od punktu siedzenia. Ty widzisz dwa minusy, a ja plus. I kto tu jest większym pesymistą? - Drażnił go, choć nie w ten nieprzyjemny, złośliwy sposób. Choć nie wyglądał na typa, który się do takich rzeczy nadaję to jednak potrafił i chętnie pozwalał sobie na takie małe zaczepki, gdy tylko nadarzyła się okazja. Pełnoprawnym flirtem tego nie nazwiesz, ale może się chłopak rozkręci.
Nie poczuł się niekomfortowo, gdy towarzysz zmniejszył dzielącą ich przestrzeń. Może był to mały krok, jednak potrzeba było trochę zaufania, aby się nań zdecydować. Stockholm przecież nie miał pewności, że Malowi coś zaraz nie odbije i nie wgryzie się w jego szyję niczym jakiś wąpierz. Z drugiej strony Mal też nie wiedział, czego ma się po Stocku spodziewać, bo nie znał go jeszcze na tyle, aby móc w pełni odczytać jego intencję. Mały krok, a jednak tak ważny. Kto by przypuszczał.
- Na związek partnerski. - Wypalił, a powaga lśniąca na jego pysku zmusiłaby niejednego do zastanowienia się nad tym czy jest to prawda. Był ciekaw reakcji nakrapianego, dlatego nic nie dodał, jedynie poprawiając umiejscowienie zadu na twardej ziemi.
Romantyzm był...trudny, szczególnie, gdy różne osoby oczekiwały od ciebie różnych rzeczy. Jednych zadowalało to, że zaproponowałeś wspólne oglądanie gwiazd, drugich, że zrobiłeś miłą kolację przy świecach, a jeszcze innych, że przyniosłeś im śniadanie do łóżka. Wszystko to, wedle definicji, było przejawem romantyzmu, choć nie każda jednostka w taki sposób to odbierała. Malcolm z całą pewnością nie byłby do podobnych zagrywek zdolnym, bo nikt nie miał szansy go czegoś takiego nauczyć. Jego związki były...trudne. A przynajmniej ten jeden, w którym wytrwał na dłużej i który tak go zniszczył. Zastanawiał się niekiedy, czy gdyby sprawy potoczyły się inaczej to byłby innym psem? Ufniejszym? Przyjemniejszym? Bardziej uśmiechniętym? Mógłby tak gdybać, bo ów tajemnica pozostanie wieczną, niezbadaną tajemnicą. Czasu przecież nie cofnie, nie potrafi.
- W tym co robię? Aktualnie siedzę na tyłku i zastanawiam się gdzie właściwie jestem. W tym akurat nikt nie jest w stanie mi przeszkodzić. - I znów ta pokrętna, dziwaczna forma humoru, która reprezentował sobą Mal. Nie ważne, że z jego perspektywy, sytuacja w której się obecnie znajdował jest z gruntu zła, bo przecież zawsze można sprawić, aby brzmiała jeszcze gorzej. A przecież wyznaje zasadę, aby nie kopać leżącego. Sam się właśnie dobija potężnym Morgensternem.
W takim razie oboje byli książętami. Stock z tytułu pochodzenia, do którego się nie przyznawał i które były niczym. A Mal z racji ironicznego, nieco złośliwego ukazania jego niskiej pozycji społecznej. Był Księciem, choć tak się nie zachowywał, nie był nawet czarujący czy diabelnie przystojny. Był Szarym Księciem. Tytułowanie go w ten sposób uznawano za akronim prawdziwej definicji określającej ów pozycję.
- Dominacji? Uważasz, że byłbyś w stanie jakkolwiek nade mną zdominować? - Wzroki skierował prosto w oczy Syndroma, rzucając mu w ten sposób nieme wyzwanie. Dalmatyńczykowi wydawało się, że to będzie tak proste? Z miłą chęcią uświadomi mu jak bardzo się myli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stockholm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 15/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Wto Lut 17, 2015 7:30 pm

Ależ Stockholm nigdy na nikogo nie naciskał. On pozwalał zachować wolną wolę, szanował wybory innych. Tym właśnie różnił się od tej bandy popaprańców, zwanej szlachtą. Taki miłościwy, nic nie wymuszał. Wiedział jak może zadziałać presja, szczególnie grupy. Co nie oznacza, że nie korzystał z przywilejów jakie w tamtym czasie posiadał. Całkowicie był normalny, a więc chęć podporządkowania sobie innych też była normalna. Może nie odczuwał tej potrzeby tak bardzo, jak choćby Aesir, czy jego ojciec, ale nadal gdzieś zalegała w jego sercu. Najpiękniejsze w tym wszystkim było to, że nikt nie pytał o powód, a po prostu wykonywał powierzone mu zadanie, jakby od tego miało zależeć jego życie. Choć właściwie po części tak było - nikt nie chciał być wrogiem publicznym rządzących. Od razu zostawał kozłem ofiarnym. Ponosił koszty, nie tylko materialne. Bo Król był właścicielem wszystkiego. Wszystkiego, a więc rodziny nieszczęśnika również. Oh, mógł porwać sobie dowolną kobietę, zabawić się jej kosztem, a później wyrzucić - popieprzone prawo. Ustalane zresztą tak, aby było przychylne władcy, a niezrozumiałe dla całej reszty. Ustalał, zarządzał, wykonywał. Jak najwyższy sędzia sprawujący wyrok w sądzie, tak od jego zdania nie można było się odwołać.
Ale dość o nich. Teraz były te dwa minusy. Podobni jak dwie krople wody, a nadal tak różni. Choć z pewnością mieli coś ze sobą wspólnego, przecież jechali w jednym worku, przyczepionym do jednej szkapy, na jednej kamienistej drodze. Obijali zady o ten sam kamień, przynajmniej teraz. Poznali więc podobny smak życia. To co się tyczy wydarzeń wcześniejszych; Stockholm nie mógł się porównywać z Malcolmem. Żył przecież w pałacyku, spał na pieniądzach, kierował, dowodził. Choć nadal najmniej lubiany, najgorszy z synów to jednak posiadał dużo więcej niż przeciętny pies. Dach nad głową, dostatek wszystkiego. A Mal? włóczył się po betonowej dżungli, wdychał smród spalin, grzebał w śmietnikach, a za towarzystwo robili mu psychopaci, pijacy i sami nieszczęśliwi, lub zepsuci. Gdzie piękny pałac, piękne kobiety, wykwintne jedzenie? nie było, po prostu. Pochodzili z różnych środowisk. To drugie było jak lód - niestabilne.
- Realistą, przepraszam bardzo. Nie próbuję się okłamywać. Dwie kreski dają dwie kreski. Zjesz jabłko masz go mniej, wcale go nie przybywa. Ale... jak chcesz, panie optymisto - ostatnie słowo wypowiedział... wycharczał właściwie z wyraźnym sarkazmem. Dalmatan nie mógł widzieć świata przez różowe okulary, niemożliwe wręcz. Pesymista z niego, szaro i ponuro wszędzie.
Słysząc jego słowa wyraz pyska mu złagodniał. Zacisnął zęby, coby się nie roześmiać. Aż krew poczuł. Bo to było tak absurdalne stwierdzenie. Związek? jakby nie patrzeć obydwoje byli samcami. Naturalnie samce łączą się z samicami... Chyba, że mówiąc związek, Mal myśli o czymś zupełnie innym, choć było to wątpliwe. Jego powaga mówiła sama za siebie - nie żartował ani przez chwilę. Abillio zaniemówił, nigdy by się nie spodziewał takiego obrotu spraw. Ale czy mu to przeszkadzało? nigdy przecież nie zwracał uwagi na szczegóły. A seksualność... tego się nie wybiera, nie odrzuca od tak. Być może nie oglądał się z mężczyznami, ale kobiety też były mu obojętne. Ci pierwsi mogli jednak lepiej go zrozumieć, zwłaszcza jeśli są Malcolmem. Same plusy, gdzie haczyk? Był, był, a jakże! Nie miał do czynienia z taką relacją, przenigdy. Nawet nie próbował zastanawiać się nad takim czymś. Bo to wydawało się trudne do ogarnięcia, przynajmniej dla niego; nie ważne czy dla innych było złożone tak, jak budowa cepa. On nie wiedział jak ma się zachować, a nie przyzna się do tego. Nie chciał, aby wątpliwości były widoczne. Uśmiechnął się więc i spojrzał na samca.
- Ja tak. W siedzeniu na tyłku mogę ci przeszkodzić. Zawsze... - zmrużył oczy i zadarł łeb nieco do góry. To co powiedział... tak przesiąkniętego podtekstem zdania jeszcze nie było.
Podniósł się ziemi i ruszył w stronę dalmatana, zmniejszając odległość między nimi minimalnie. Powoli, bez gwałtownych ruchów położył łapy na piersi psa i przeniósł na nie ciężar swojego ciała zmuszając, aby tamten położył się na ziemię; o ile nie przewrócił. Śmiały krok, tak. Bo nie wiedział jak zareaguje jego towarzysz. Ale t ciekawość napędzała go jeszcze bardziej. Działaj, działaj. Nie mógłby odmówić. Przejechał nosem po szyi samca. Kolejna zachcianka została spełniona. Wlepił swe ślepia w dwukolorowe tęczówki leżącego pod nim chłopaczka.
- Tak. Dokładnie tak uważam. Malcolm.
Pysk wykrzywił się w uśmiechu, jakże zadziornym, który odpowiedział na pytania psa swoją postacią. Tylko czekał aż tamten spróbuje mu uświadomić jak bardzo się myli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Malcolm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 19/12/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Sro Lut 18, 2015 9:15 am

Szlachta czy może po prostu "uprzywilejowana" cześć populacji miasta zawsze pozostawała cierniem w oku Malcolma i jemu podobnym osobistościom. Wszyscy byli zazdrośni oto, że nie posiadali możliwości, pieniędzy lub władzy, aby wykopać się z tego życiowego dołka, w który notabene - sami wpadli, wcześniej go wykopując. Łatwo było pożądać czegoś, czego nie miałeś, bo zwyczajnie nie zależało ci na tym, aby z rana ruszyć dupę i się po prostu POSTARAĆ. To było za bardzo wymagające, nie tylko pod względem fizycznym czy psychicznym. Konfrontacja z rzeczywistością, która przytłaczała niczym ściana z cegieł nie należało do rzeczy, z której ktokolwiek, kiedykolwiek chce skorzystać. Tak też trwali w takim kole, codziennie uświadamiając sobie o własnej beznadziejności, zapijając problemy alkoholem, na który nie było ich stać, wykrzykując obelgi w stronę tych, którzy ciężko pracowali na swą pozycję. Nie męczyli swoich biednych, podchmielonych głów pytaniami o prawdziwą uczciwość otrzymywanych zarobków, bo to nie miało sensu. Liczył się fakt, że pieniądze były i tamci mogli nimi szastać na prawo i lewo, bo gdy tylko mrugnęli okiem - mieli ich więcej. Jaka to hipokryzja, aby narzekać na niesprawiedliwość, z którą nic nikomu nie chce się robić. Przyjmować za pewnik sytuację, która nam się nie uśmiecha to zwyczajne wycofanie się z pola walki. Pieprzona uległość, a nawet przyznanie się do własnej porażki.
Porównywania nie dokonuje się wyłącznie na stopie materialnej, bo w tym przypadku wielu podobieństw próżno się doszukać. Stockholm niby żył w pałacu, jednak Malcolm podejrzewał, że była to bardziej pozłacana klatka, z której tamten zwycięsko się uwolnił. Z drugiej strony on nie był w żadnym razie ograniczony, jednak ów wolność napotykała na swej drodze bardzo wiele przeszkód, których uniknięcie było wręcz niemożliwe, a pokonanie zazwyczaj wiązało się z tym, że rezygnowała z rzeczy najbardziej mu potrzebnej w danym momencie. Medykamenty, żywność, miejsce do spania - niektórzy potrafili oddać wszystko, aby tylko zatrzymać skórę na własnym grzbiecie, a nie sprezentować ją pod czyiś tyłek. A jeśli się stawiałeś - obrywałeś w pysk - a to i tak przy sytuacjach względnie miłosiernych. Los potrafił być kapryśny. Bardzo kapryśny.
- Realista. - Prychnął, jakby Stockholm posłużył się naprawdę wulgarnym słowem. - Realiści wszyscy widzą jako czarne i białe, a świat przecież nie jest taki prosty. Jest szary. Jasnoszary. Ciemnoszary. Brudnoszary. Szarość jest wszędzie. Nie ma w nim żadnych, ukierunkowanych skrajności. Jeśli popełnisz morderstwo, inni uważają, że jesteś "zły". Delikwent, socjopata, szaleniec. Kto się właściwie zastanawia nad genezą twojego problemu? Kto zaprząta sobie głowę badaniem psychologicznym? Nikt nie chce dowiedzieć się, co miało na ciebie tak miażdżący wpływ, że postanowiłeś zabić. Liczy się sam akt, którego dokonałeś. Aby cię osądzić wiele więcej nie potrzeba. A domniemanie niewinności? Ha! - Po raz pierwszy tak szeroko wyraził swą opinie na temat czegoś, co nie miało większego związku z użalaniem się nad własnym nieszczęściem i problemami bez wyjścia. Mógł tym małym monologiem Stocka zaskoczyć lub też sprawić, że spojrzy nań zdegustowany, bo przecież jak można tak obalać ogólne przyjęte normy. Jednak Maolcolm nie raz i nie dwa widział, jak działa ta rzekoma, prawna sprawiedliwość mająca przeciwstawiać się agresywnemu, indywidualnemu braniu spraw w swoje ręce. Z oskarżonych robili kozły ofiarne, które ktoś rzucił na rzeź tłumowi wygłodniałych bestii. Sensacja. Sensacja wszędzie.
A gdy okazywało się, że gość był niewinny? Cóż, raczej nie należało spodziewać się żadnych przeprosin, bo choć znajdą się pierwsi do rzucenia kamieniem, to do przyznania się do własnej winy już niekoniecznie. Całe to chojrakowanie gdzieś nagle znika. Ciekawe czemu?
Gdy tamten milczał odnośnie ich rzekomego "związku", Mal nie bardzo wiedział, co ma ze sobą zrobić. No przecież nie mówił poważnie, acz możliwe, że Syndrom nie wyczuł w jego głosie dowcipu. Nie byłoby to zaskakujące, zważywszy na fakt, że Mal do rozrywkowych osób - przynajmniej w tym kontekście - nie należało. Wyczuć kiedy żartuje, a kiedy mówi prawdę było bardzo ciężko.
Kundel bardzo wcześnie zdał sobie sprawę z własnej orientacji, choć rzadko kiedy tak się z nią afiszował. Jego nie interesowało kto i z kim sypia, więc oczekiwał podobnego zachowania od wszystkich innych. Oczywiście, że zawiódł się parę razy, nawet całkiem dotkliwie, jednak nigdy nie sprawiło to, że czuł się zastraszany lub dyskryminowany. Z półgłówkami argumentować się nie będzie, a tylko tacy osobnicy byli odważni, aby wykrzykiwać w jego kierunku obraźliwe terminy. Bardzo szybko przekonywali się, że nawet będąc gejem potrafi bardzo mocno i precyzyjnie gryźć.
Czy chciał tym zdaniem do czegokolwiek przymuszać Stockholma? Nie. Wciąż miał nadzieje,że dalmatian grzecznie przyzna się, że nijak go to interesuję, co pokazałoby Malcolmowi na czym właściwie stoi. Nie ukrywał iż osoba Syndroma była na tyle interesującą, że związek wydawał się...naturalną koleją rzeczy, acz nie chciał, aby tamten czuł się w jakiś sposób zobligowany. Mógł się zarzekać, że obydwoje znali się za krótko, jednak czy argument czasu był naprawdę tak ważnym? Do poznanych osób czuje się pociąg albo i nie, a czas ma w tym przypadku marginalne znaczenie.
- Czyżbym otrzymał niemoralną propozycję? - Jego łuki brwiowe delikatnie powędrowały w górę. Wydawało się, że to Mal będzie pierwszym, który rzuci tego typu tekstami, jednak nakrapiany szczerze go zaskoczył. Nie wydawało się tak anielski, jak myślał na początku.
Mechanicznie się spiął, gdy samiec jeszcze bardziej zmniejszył dzielący ich dystans, jednak czując łapę na swej piersi, napięcie jakby uciekło. Uważnie śledził każdy z wykonywanych przez samca ruchów, a gdy wylądował na ziemi, lekko przekręcił głowę na prawą stronę.
- Oh. - Mruknął tylko, bo tak energicznego zwrotu wydarzeń nijak się spodziewał. Nos na jego szyi był przyjemnie zimny.
Kolejne słowa sprawiły, że Mal miał zamiar udowodnić Syndromowi jak bardzo się mylił. Przednie łapy wylądowały tuż za kończynami Abillio w dość niezgrabnej próbie objęcia. Wymagało to od niego trochę siły, jednak ostatecznie udało mu się zgrabnie zamienić ich pozycję. Teraz to on dominował, a niewielki uśmieszek tańczył po jego ciemnych wargach.
- Chciałbyś. - Wyrzekł tylko i schyliwszy pysk, zaczepnie dziabnął kropka w odsłoniętą szyję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stockholm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 15/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Sob Lut 21, 2015 12:18 pm

Niektórzy rzeczywiście tacy byli. Zazdrościli wszystkiego, jednak sami nie próbowali nic zdobyć. Przeklinali życie, obwiniali o swoją niedolę władzę, rodzinę, mieszali w to siły nadprzyrodzone, bądź boską rękę. Przykrywali tym swoją winę, nie chcieli przyznać się do błędu, jaki gdzieś na swojej drodze popełnili. Głównie sami doprowadzali się do stanu niedoli - to długi, to towarzystwo, to lenistwo. Jednak zamiast spiąć dupę i w końcu zrobić coś ze swoim życiem, spróbować wyprostować jego linię - narzekali. Oczywiście nie wszyscy. Były przypadki, gdzie próbowali, tyle, że nie wychodziło, lub łamali się i znów wracali do punktu wyjścia. Nie wielu zrehabilitowało się po upadku na dno... psychika leżała i wcale nie chciała się podnieść, umysł został spaczony, a ciało; wcale nie przypominało rzeźby, a jakiś wrak, wynędzniałe, cień dawnej młodzieńczej energii. Stockholm nie rozumiał jednego faktu - oni praktycznie nigdy nie chcieli przyjąć pomocnej dłoni, wyciąganej w ich stronę. Odsuwali się, bo uważali, że potrafią sami sobie poradzić. Prawda była zupełnie inna. Już dawno zgubili się i potrzebowali kogoś kto naprowadzi ich na dobrą drogę. Krążyli jak dziecko we mgle, potykali się o niewidoczne przeszkody. Jakby nie patrzeć... dalmatan próbował pomagać. Mimo iż po odejściu od tych popaprańców, od Azazela i jego przydupasów, myślał głównie o sobie, to nie był ślepy na to co działo się na świecie. Można by rzec, że dostrzegał więcej od przeciętnych. Bo od lat widział tylko krainę mlekiem i miodem płynącą. W momencie kiedy wyszedł na spotkanie z rzeczywistością, szarość, brud i bieda uderzyły w niego z podwójną siłą. Starał się omijać wszystkich, żeby nie wpaść w jakieś bagno, ale nie potrafił.
A jak było w przypadku Malcolma? tego nie wiedział kompletnie. Nie miał możliwości usłyszenia jego historii, nawet urywka z życia. Musiał zadowolić się informacją, że nie było kolorowo. Że było bardzo źle. Aczkolwiek ta ciekawość, chęć zbliżenia się do samca była tak silna, że za każdym razem gdy otwierał pysk, chciał całkowicie zmienić temat i zapytać o to co przeszedł. Ale Mal nie wyglądał na kogoś kto chce o tym mówić, w ogóle mało mówił. Nie odważył się więc pytać, nie naciskał, bo nie widział w tym sensu. Jeśli tamten będzie gotowy... powie o wszystkim sam, lub z drobną pomocą. Zdziwił się więc, gdy usłyszał dość długi monolog psa. Jak wcześniej milczał, teraz otwarcie mówił o swojej opinii na temat realistów. Rzeczywiście - może i byli niesprawiedliwi. Może i osądzali nie patrząc wcześniej na powód. Aczkolwiek nie zgadzał się co do jednego - że widzą świat jedynie w czarni i bieli. Wcale nie.Tak się przyjęło, jednak...
- Czarny może mieć różne odcienie i rodzaje. Czarny nigdy nie jest tylko czarny, bez niego nie byłoby tych szarości, tych zieleni i czerwieni. Podobnie jest z bielą. Biel może być wyblakła, śnieżna. Nic nie jest takie jak mówią stereotypy - wymruczał cicho, a na ego pysku pojawił się niewidoczny wręcz uśmiech. Może i nie był realistą, nie był optymistą, ale do pesymistów też nie należał. Był sobą. Trochę ciemniejszy od innych, pokręcony, niedosłowny... ot, wyróżniał się z tłumu drobiazgami. I poczuł, że Malcolm jakoś dostrzegł te drobiazgi. To decydowało o wielu rzeczach. O tym całym związku między nimi. Bo Abillio z pewnością nie związałby się z kimś, kto jest normalny i jednolity. Już od pierwszych chwil wiedział, że z tym panem może się dogadać, są bardziej podobni niż mogło się wydawać. I podświadomie sam pragnął spędzić z nim więcej czasu, coby coś z tego wynikło. Przyjaźń? przyjaźń to za dużo powiedziane... znaleźli wspólne tematy, bratnie dusze można by powiedzieć, nawet stworzyli związek partnerski. Oparty był jednak na ciekawości, jakimś niewytłumaczalnym pociągu, a nie czystej przyjaźni. Bo o to chyba w tym chodziło, nie? żeby jednocześnie być przyjaciółmi i partnerami. A do tego droga była daleka.
- Jak najbardziej... - wymruczał, bardziej zmysłowo niż by chciał. - Ale później będziemy pluć sobie w brodę.... - teraz przyszedł czas na rozkosz, na zabawę. Należało się im wytchnienie, rozładowanie emocji. Może to spowoduje, że poczują się lepiej? przecież narzekanie nic nie da. Czyny lepsze niż słowa. Gdy znalazł się więc pod ciałem Malcolma uśmiechnął się i przejechał pazurami po obu bokach samca. Czując dziabnięcie wypuścił ciepłe powietrze z nozdrzy. Podniósł łeb nieco bardziej w górę by dosięgnąć do ust dalmatana i wpić się w nie zachłannie, jak gdyby pragnął ich od dawna. Nie oczekiwał, że pocałunek zostanie oddany... nie wiedział czego ma się spodziewać po takim odważnym kroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Malcolm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 19/12/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Lut 22, 2015 11:00 am

Największym problemem Malcolma było to, że nie potrafił w żaden składny, zrozumiały sposób zrelacjonować swego życia i przewijających się przez niego problemów. Może to kwestia emocji, które zwykły brać nad samcem górę i wręcz wizualizować się na jego pysku, w jego oczach, w postawie - we wszystkim. Każde wydarzenie odczuwa tak jakby rozegrało się kilka, może kilkadziesiąt minut temu, a nie na przestrzeni lat.
Przeszłość nie mogła i nie chciała go opuścić, trzymając w szponiastych łapach niczym bezbronne zwierzę. Powtarzała mu, wręcz krzycząc prosto w mordę - to twoja wina, twoja wina, twoja wina! W takich chwilach nie liczyło się to czy było to prawdą, bo Malcolm to jako prawdę odbierał. Niepowstrzymanie czyjejś śmierci, własne uzależnienie, oskarżenia, zdrady, problemy, kłótnie, rozbite rodziny; to był on, on, on. Dlatego za wszelką cenę starał się milczeć odnośnie swej historii. Nie robił tego z racji braku kultury, a tylko po to, aby uspokoić własny, słaby umysł. Podtrzymywał ów technikę już tak długo, że sam nie potrafił się od tego uwolnić. Tak samo jak od kłamstw, których tysiące codziennie sobie prezentuje.
Przyglądał się z uwagą lezącemu podeń dalmatyńczykowi, a oklapłe uszy jedynie lekko drgały, gdy atakowała je seria wyrzucanych w eter słów. Nie wydawało się dziwnym, że mają różny punkt widzenia, jednak w wypowiedzi Stockholma coś mu nie pasowało, choć nie potrafił zdefiniować co. Z jednej strony miał rację, lecz jak ze wszystkim, co obraca się w tym świecie - ów racja zawierała kilka dziur. Gdyby było to tak proste jak opisywał to na świecie nie byłoby tak wielu pesymistów, a przecież bardzo łatwo ich znaleźć. Oczywiście można twierdzić, że upartego za nic nie nauczysz, aby w swoim mroku dostrzegła jakiekolwiek jaśniejsze barwy, acz jeśli namówisz go, aby choć spróbował to już będzie to sukces. Mały, prawdopodobnie nic nie znaczący, ale wciąż sukces. Tylko czy naprawdę ktoś jest skory poświęcić dużo więcej czasu i energii niż mu się potem zwróci? Nie. Kalkulując bilans zysków i strat, osobniki najczęściej wybierają te sytuację, które im się opłacą lub wyrównają. Dlatego prawdziwy miłosierny samarytanin to skarb.
- Stereotypy mówią wiele rzeczy, a i tak większość w to wierzy. - Bo większości zwyczajnie nie chce weryfikować się informacji, które ktoś podstawia im pod nos. Uznają je za pewnik, bo tak prościej, bo wygodniej, bo nie odczuwa się wyobcowania. Wyrzutkami zawsze gardzono i potępiano ich, bo starali się żyć niezależnie od przyjętych norm czy przepisów. Niektórych owa ścieżka wzmocniła, a innych pchnęła do samobójstwa. A potem tylko mówiono jaki to był narkoman, alkoholik czy bezrobotny typ. Kolejny stereotyp.
Niestety Malcolm nie przyjął sytuacji tak łatwo jak Syndrom. Gdy na jego wargi padł pocałunek, cały się śpią i niemal momentalnie odskoczył, a oczy rozszerzyły mu się nienaturalnie. Czuł,że przyśpiesza mu oddech, choć nie potrafił wytłumaczyć dlaczego. Przecież nie ma przed sobą tej samej osoby, prawda? Nic mu się nie stanie. Do niczego niepożądanego nie dojdzie. To był tylko pocałunek. Pocałunek...
- Przepraszam. - Wymamrotał cicho, prawie niesłyszalnie. Spuścił łeb niemal do samej ziemi i nie rzuciwszy Stockowi nawet jednego spojrzenia, zwiał tak szybko jakby go sama śmierć goniła. To chyba nie tak miało wyglądać?

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Pią Mar 06, 2015 10:43 am

Kroczył powoli, zresztą jak zawsze. Oczywiście z lekko uniesionym łbem. Srebrzyste oczy Thralla świdrowały otoczenie. Można się domyślić, że się rozgląda... szuka czegoś. Husky prychnął głośno. Taaa, szuka szczęścia.
- To się nie doszukam - westchnął cicho.
Jednak skrycie wierzył, że znajdzie to coś zwane szczęściem. Czemu on w ogóle opuścił krainę? Ciekawość... to pierwszy stopień do piekła. W jego przypadku to się sprawdziło. Th. woli nie wspominać tych czasów, które spędził w ludzkich osadach. Te dwónożne istoty potrafią być na prawdę wredne i okrutne. Pies niestety nie miał pojęcia, że ludzie rownież zawitali do WH. Wrócił tu, bo miał nadzieję, że odetchnie, będzie od nich bezpieczny, że... wróci do domu, do stada. Dopiero zrozumiał, że tylko na tym mu zależało, na demonicznych.
Rall postanowił zrobić sobie czarny znak. Tak, tak, jest tego pewien, zna zwyczaje stada i nigdy go nie zdradzi.
Slyszał coś, że Alphą został jakiś Asmodeusz, czy jakoś tak. Będzie musiał się z nim wkrótce spotkać, ale to potem. Przecieć chyba alfą nie ucieknie. - Ale może zginąć - rzekła jego podświadomość. No tak...
Husky zrozumiał, że doszedł do łąki. Tak! Byl pewien, ze to już Wilde Hunde. No nareszczie!
Przysiadł na trawie, by móc wkrotce się położyć. Od kilku dni czuł zmęczenie. Teraz mógl już spokojnie odpocząć. Zanurzył się w zielonej trawie i kolorowych kwiatach i zamknął oczy. Mimo to wciąż był czujny. W każdej chwili może się podnieść i kogoś zabić.
Powrót do góry Go down
Cedrik
Alfa Siewców
Alfa Siewców
avatar

Liczba postów : 374
Join date : 17/10/2014

Dodatkowe
Przedmioty Specjalne::
Wynagrodzenia stadne:

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Wto Kwi 07, 2015 12:05 am

Wlazł, rozkładając się pod jednym z drzew...

__________



Better run, here we  c o m e
It's the day of the dead
x x x x x x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
White Fox
Beta Siewców
Beta Siewców
avatar

Liczba postów : 721
Join date : 13/11/2014
Skąd : Pierwsza odsłona WH(Florida,Puma)

Dodatkowe
Przedmioty Specjalne:: Mosiężny krzyż na którym wygrawerowane są przeróżne runy, zawieszony jest on na potężnym łańcuchu który znajduje się na szyi Fox, jest to naszyjnik zjawy Elope.
Wynagrodzenia stadne: Gniew potrafi wywołać w swojej ofierze olbrzymią nienawiść i gniew do samej siebie i swoich bliskich, miota się po podłodze, krzyczy, rani samą siebie lub atakuje bliskie jej osoby które znajdują się w pobliżu. Sam stan gniewu trwa 5 postów.

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Wto Kwi 07, 2015 2:25 pm

Pustka, piękne słowo określające to co w tej chwili działo się w łbie wężowej suczki która gdzieś tam w głębi była ciepła i przyjazna, jednak wszystko zostało zniszczone, teraz była jak wąż. Zabij by żyć, zatruj dla pokarmu, zniszcz dla przyjemności...smutne a jednak prawdziwe. Wszystko było puste i idiotyczne, nie było dla niej miejsca, czasu nie było niczego, wszystko rozpłynęło się w bólu i szepcie upiornego stworzenia. Ona była potworem, często traciła kontrolę, zabijała i niszczyła tych których kochała a jednak powoli wysysała z nich chęć do życia. Niemożliwe do zobaczenia kawałki szkła nasączone łzami wbijały się w kamień dawniej zwany sercem który Elope zabarwiła na kolor krwi. Teraz White powolnym krokiem z iście wężową gracją przemierzała puszczę która była idealnym miejscem dla zimnokrwistego gada. Puste oblicze i chłodne spojrzenie wężowych oczu sprawiały, że wyglądała niczym wąż szukający kolejnej ofiary. Długi giętki język Fox powoli przejechał po jej wargach w iście gadzim stylu, przerażające i intrygujące jednocześnie. Była niczym wąż zamknięty w ciele psa, a wszystko za sprawą klątwy nałożonej na naszyjnik który nigdy nie zostanie zerwany, i nigdy nie zniknie, jedynie śmierć uwolni ją od łańcucha który spadnie na szyję osoby która będzie przy niej podczas końca żywota, jeśli umrze sama klątwa przejdzie na jej najstarszą córkę. Dlatego właśnie Anioł Śmierci odpychał od siebie wszystkich, nie mogła zginąć przy kimś ani mieć dzieci, nie chciała krzywdzić kolejnej osoby, wolała zemrzeć samotnie i oddać zjawę do piekła niż patrzeć z klatki Lucyfera jak kolejne osoby giną.Pomoc nigdy nie nadchodzi. Nagle jej oczom ukazała się znajoma postać, Cedrik, to z nim i kilkoma innymi psami porwała dwójkę krwistych, on najbardziej zapadł w jej pamięć.
-Caligo stary przyjacielu.-syknęła oblizując się w iście wężowym stylu jak to na Fox przystało. Spięła mięśnie po czym klapnęła naprzeciwko psa.
//Krótki ale się śpieszyłam.

__________


The secret side of me
I'll never let you see
I keep it caged but I can´t control that
So stay away from me, the beast is ugly
I feel the rage and I just can´t hold that

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrik
Alfa Siewców
Alfa Siewców
avatar

Liczba postów : 374
Join date : 17/10/2014

Dodatkowe
Przedmioty Specjalne::
Wynagrodzenia stadne:

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Wto Kwi 07, 2015 11:17 pm

Szum liści i spokój uśpiły basiora, przez co położywszy łeb na łapy, pogrążył się w lekkim śnie. Takowy stan przerwał jednak czyiś głos, który samiec dobrze znał... Otworzywszy kocie ślepia otaksował sylwetkę przybyłej, samej panienki rządzącej skrytobójcami, White Fox. Podniósłszy czerep dźwignął się na łapy, po czym obchodząc samicę, zaczepnie otarł łbem o jej smukłą szyję
- White we własnej osobie, jak miło- wyszeptał jej do ucha, po czym wrócił na swoje wcześniejsze miejsce. Jako, że nie był już szarą masą, oraz, że jego istnienie nie zależało od obecnej tu suczki, mógł zwracać się do niej normalnie... byli na podobnym statusie, więc dlaczego nie?  W istocie to oni byli zaraz po Alfie, bo najbardziej się starali, by wyjść z szeregu, wyróżnić się. Choć Fox wyróżniała się nawet bez rangi, z uwagi na jej pionowe oczy, jak i... dość dziwny język? Uśmiechnął się lekko, nie do końca przekonany, co takowy wygląd miałby oznaczać... jakiegoś węża, czy coś?
- hmm, to nie tylko z zachowania jesteś żmiją, bo z wyglądu też?- mruknął perfidnie, machając z lekka ogonem. - Akurat Krwiści nie atakują, a sprawy ucichły, więc samy chwilowo spokój- fuknął, kierując wzrok na drzewa- tak mi się wydaje, albo coś szykują- dodał nieco ciszej, przymrużając dwukolorowe oczy. Wiosna, wreszcie... lubił, gdy wszystko odżywało. Zima zawsze sprawiała dla niego problemy, utrudniała życie, zwierzynę także było trudniej złapać, choćby dlatego, że od zawsze samiec  wpadał w zaspy. 

- Jakże niespodzianka, że mnie spotkałaś! A ile masz odwagi, by nie bać się przebywać z takim perfidnym basiorem, którego kusi twoje ciałko- mlasnął głośno, kładąc się na ziemi. Dziabnął samicę po łapach, by i ona spoczęła.
- Jak tam twój więzień?- zapytawszy schował pysk pomiędzy łapy, błądząc wzrokiem- niezła była z niej lalunia, szkoda, że taka pusta- westchnął, marszcząc brwi- choć każdy Krwisty jest durniem, więc czego by się spodziewać...- nie widział tego w innym świetle. Lubią ranić, tak ot, dla przyjemności; bo chcą zemsty, czy jakoś tak. Wylewanie krwi na nic.- Choć, też w lochach trochę cię poniosło... prawdę mówiąc, to przesadziłaś
Odezwał się ten, co gorsze rzeczy dawniej robił
Przeszłość
Dla ciebie
Potrząsnął łbem, opuszczając brwi na ślepia. Nie wiadomo jednak, czy przez takowe myśli, czy przez słońce, które wschodziło; jakby nie patrzeć, był świt. Krótka drzemka wystarczyła, by nie czuł zmęczenia, ciało jednak było trochę obolałe, chociażby przez to unieruchomienie jego ciała, które jakieś efekty miało. Ciekaw był też, co jego małe bachory robiły... pewnie większość już nie żyła, rozszarpana przez dzika, albo niedźwiedzia. Tak się śpieszyło do dorosłości, jak o na szczyle przystało. Prawdę mówiąc, Cedrik nie lubił dzieci, wszystkie były takie denerwujące, wesołe, odważne- do pewnego czasu. Takie niemyślące szkodniki, które powinny przebywać z rodziną, a nie wałęsać się po krainie.
- Masz partnera, dzieci?- zapytał, przechylając łeb. No cóż, ciekaw był, bo dlaczego nie? - Jak trafiłaś do tej krainy?- zmarszczył brwi, próbując przypomnieć sobie, jak on sam trafił... pustka. Jakaś chwilowa amnezja? Nie przypominał sobie, by się jakoś uderzył w łeb, czy co podobnego. Pozostawało to niewyjaśnione, podejrzane, no bo jakim cudem zapomniał swojej przeszłości? Jakaś magia? Może przez zostanie Wiedźminem?

// krótkie, ale nie chce mi się tego znowu rozpisywać,  bo mi się usunęło ._. // 

__________



Better run, here we  c o m e
It's the day of the dead
x x x x x x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
White Fox
Beta Siewców
Beta Siewców
avatar

Liczba postów : 721
Join date : 13/11/2014
Skąd : Pierwsza odsłona WH(Florida,Puma)

Dodatkowe
Przedmioty Specjalne:: Mosiężny krzyż na którym wygrawerowane są przeróżne runy, zawieszony jest on na potężnym łańcuchu który znajduje się na szyi Fox, jest to naszyjnik zjawy Elope.
Wynagrodzenia stadne: Gniew potrafi wywołać w swojej ofierze olbrzymią nienawiść i gniew do samej siebie i swoich bliskich, miota się po podłodze, krzyczy, rani samą siebie lub atakuje bliskie jej osoby które znajdują się w pobliżu. Sam stan gniewu trwa 5 postów.

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Sro Kwi 08, 2015 6:07 pm

Co ona nadal tu robiła ? Chciała być sama a tu proszę wyskoczył jej przed nosem basior. Może to z powodu jej sympatii do czarnego, albo po prostu nie ma ochoty szukać nowego miejsca ? Nie wie tego nawet ona sama więc po co dalej robić o tym wywody ?  Tyle pytań, brak odpowiedzi więc wróćmy do głównego tematu jakim jest Fox i jej działania. Niemal przebiła go na wylot wzrokiem bezwstydnie przesuwając go po całym ciele basiora mając głęboko w d jego zdanie i reakcję, nie zaliczała się do psów które przejmowały się czyimś zdaniem, parła do przodu wytyczając sobie drogę krwią tych którzy odważyli się stanąć przed nią zatrzymując ją podczas wędrówki, śmierć dla jednego piękna dla drugiego straszna, dla niej była codziennością i pragnieniem. Gdy ten postanowił otrzeć się o jej szyję ta warknęła, a raczej syknęła oblizując się długim ozorem, nie miała w zwyczaju okazywać uczuć jednak tym razem jasno ukazała swoje niezadowolenie, choć jej mimika i postura nadal pozostała niewzruszona, może nawet lekko się uśmiechnęła, och Cedriku ciężko ci będzie do niej dotrzeć, chociaż w sumie i tak masz szczęście, gdyby to inny samiec przekroczył jej granicę na pewno zyskałby po tym spotkaniu ślad bo zębiskach Fox, lubi cię i widać to na pierwszy rzut oka. Farciarz i tyle...
-Wręcz uroczo Bane.-mruknęła obdarowując go przelotnym spojrzeniem niebieskich oczu, został awansowany i nagle stwierdził, że jego szara masa nie jest od niej zależna, no cóż pani Salt miała w sobie tyle siły, że w sumie nadal z łatwością by go powaliła, jednak nawet gdy był jej podwładnym szanowała go i w sumie nie uważała za gorszego, zawsze wiedziała, że ma przed sobą długą karierę w MM i odda wiele dobrego stadu, lubiła go i to nawet dosyć mocno co jest jak na nią dziwne jeśli mówimy o płci przeciwnej która zrobiła jej wiele złego, czuła, że był inny chociaż wątpię aby udało mu się odkryć jej prawdziwe uczucia, może domyślić się tylko tego, że jest dla niej dobrym przyjacielem, nigdy nie odgadnie rzeczywistych odczuć suczki która może nawet troszeczkę była w nim zauroczona. Ale spokojnie fani krwi i śmierci! Elope i charakter Fox nie pozwolą szybko na nadanie tej relacji innego znaczenia.
-Żmijki chowają się i gryzą wtedy kiedy trzeba. Prawdziwe węże zabijają dla przyjemności.-mruknęła pozwalając by kąciki jej warg delikatnie się uniosły na dokładnie kilka sekund by po chwili oblizać się w iście wężowym stylu nie pozwalając rozmówcy na cieszenie się widokiem pięknego uśmiechu zdobiącego piękną suczkę, a raczej kobrę uwięzioną w ciele suczki.
-Pewnie produkują mięso armatnie. Nie oszukujmy się sens istnienia KP to pieprzenie się gdzie tylko się da i z każdym chętnym.-rzuciła nieznacznie przybliżając się do psa, spróbowała utrzymać kontakt wzrokowy z rozmówcą, w końcu nie tylko na wymianie słów polegała rozmowa, trzeba było ubrać ją w kilka ładniejszych elementów które nadadzą jej barwy odpowiedniej do utrzymania dosyć dobrego nastroju obu stron. Rozejrzała się korzystając z ciszy, w przeciwieństwie do wilka zima jej nie wadziła, słońce jej nie dokuczało a śnieg był dobrym miejscem na kryjówkę czy też odpoczynek, chociaż musiała przyznać, że zwierzyna stawała się trudna do znalezienia nie pozwalając suczce na obżarstwo, pomijając fakt, że jadła mało i niezbyt często, tylko tyle ile potrzeba by nie zejść z tego świata.
-Cedrik, Bane, Head Hunter...ja tam nazwałabym cię zboczeńcem.-powiedziała a raczej po raz pierwszy zażartowała i w sumie dało się słyszeć jej śmiech. Przyjemny dla ucha kobiecy śmiech który słuchać można było tylko w jej szczenięcych latach, zaśmiała się po raz pierwszy odkąd uciekła z domu więc szybko zaprzestała i skierowała swój wzrok na drzewo znajdujące się zaraz obok wilka. Po kilku sekundach ciszy wróciła spojrzeniem do Cedrika by utrzymać kontakt wzrokowy który jak już wcześniej wspominałam jej zdaniem był podstawą, no chyba, że rozmawia z osobą której nie szanuje lub odczuwa do niej dosyć średnie relacje. Gdy ten dziabnął ją po łapach położyła się, jednak spięła mięśnie i zwiększyła czujność, dla niej każda chwila była niebezpieczna, chociaż strachliwa nie była.
-Teraz najpewniej leży w lochach wykrwawiając się na śmierć...jestem ciekawa jak głęboko wlazły robaki ?-mruknęła przymykając na chwilę oczy, jak bardzo żałowała tego, że nie została tam by napawać się jej bólem i w sumie urozmaicenia tortur kolejnymi rozrywkami, byłoby tak pięknie jednak wybrała krótki spacer z odpoczynkiem na którym spotkała dobrego przyjaciela, cudownie nieprawdaż ?
-Po raz kolejny wracam do tematu zboczeńca.-powiedziała dosyć żartobliwie, nawet się lekko uśmiechnęła jednak nie zaszczyciła go tym razem pięknym śmiechem, no cóż może innym razem Cedriku.I wtedy usłyszała coś czego się nie spodziewała, kolejna osoby wytykała jej to, że jest potworem który bez widoku krwi traci chęć do życia, no cóż nic na to nie poradzisz Fox, taka jesteś.
-Dostała to na co zasłużyła, mgliste psy cierpią przez robactwo które trzeba wytępić jeśli nie sprzeda odpowiednich informacji o tym co może zniszczyć całą kolonię.-syknęła oblizując się w iście wężowym stylu jak to zwykła robić, trudno jej będzie wyzbyć się tego nawyku który w sumie nie jest szkodliwy, no chyba, że ktoś boi się węży...wtedy to inna bajka która kiepsko się kończy. I wtedy nastała cisza, Fox milczała rozglądając się co jakiś czas, zwykle jednak utrzymywała kontakt wzrokowy z basiorem nie mając zamiaru tego przerywać.
Marnujesz czas White, nie możemy iść kogoś rozszarpać?Nuuudzi mi sięęęę.
Och Elope po raz kolejny się odezwała co spowodowało chwilowe zamknięcie oczu przez White, kilka sekund pozwoliło jej opanować zjawę która miała wielką ochotę na przejęcie jej ciała, strasznie irytująca istota nad którą naprawdę trudno zapanować, no cóż musiała z nią wytrzymać by nie przekazać na nikogo klątwy tej paskudy która naprawdę jest istotą której nie da się znieść. Przez to nie chciała mieć szczeniąt, chociaż tak właściwie przez swoje smutne dzieciństwo nie mogła wytrzymać widoku szczęśliwych maluchów więc od początku uważała się za złą matkę a potem zwyczajnie znienawidziła te małe istoty.
-Nie i....nie wiem jak tu dotarłam.-mruknęła lekko zdziwiona spoglądając na wilka, urywki wspomnień o tym co robiła przed pojawieniem się w krainie plątały się po jej głowie jednak nic nie pamiętała, jakby ktoś po prostu wcisnął "STOP" zabrał jej pamięć po czym odstopował jej życie jak gdyby nic się nie stało.
-A ty?Pamiętasz coś...-powiedziała spoglądając na czarnego, co tu się do jasnej dzieje?!
//Nie ce mi się pisać dalej xD

__________


The secret side of me
I'll never let you see
I keep it caged but I can´t control that
So stay away from me, the beast is ugly
I feel the rage and I just can´t hold that

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrik
Alfa Siewców
Alfa Siewców
avatar

Liczba postów : 374
Join date : 17/10/2014

Dodatkowe
Przedmioty Specjalne::
Wynagrodzenia stadne:

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Kwi 12, 2015 9:34 pm

Gdzie wyskoczył, leżał sobie spokojnie, ot.
Jego ton nie miał brzmieć zbytnio obraźliwie, bo, prawdę powiedziawszy, pragnął w ostatnim czasie spotkać się z ową suczką. No niby się spotkali na porywaniu, acz… to nie było to samo; chciał bowiem spotkać się z nią sam na sam. No cóż, zazwyczaj spotykał słabe pizdy, co tylko potrafią zad wypinać, niż jakieś z celem, nieprzystępne, zimne, bezwzględne… a tu proszę, stała przed nim samica idealna, przynajmniej dla niego. Takie to spokojnie mają szansę wyjść poza szereg, odznaczyć się, pokonać przeciwnika, nie tylko inteligencją, aczkolwiek i siłą; jednak jakieś super umięśnione suki, typowe facetki z lekka go odrażały. Gdy ta wyraziła niezadowolenie na przywitanie samca, ten tylko uniósł kapryśnie łeb, przewracając ślepiami. Da się rozumieć, gdyby był kimś kompletnie obcym, ale Cedrik? Przecież powinna zrzucić skórę, niż wciąż przybierać formę niby takiej chłodnej, niechcącej pieszczot z jego strony… dobrze wiedział, że tego oczekuje. A może  nie tylko pieszczot, bo i czegoś więcej?
- Bane, Bane…- mruknął pod nosem, znudzony- a ty wciąż taka skrępowana? – fuknął, obserwując samicę. No właśnie został, dzięki czemu mógł do niej dotrzeć nie jako ktoś niższy, acz taki sam… mógł teraz zrobić z nią, co tylko chciał. Istotnie była silna, jak na samicę, ale wciąż nią była; spory basior będzie górujący samą budową ciała. Zważając choć na to, że mierzył około metra wysokości, jak i jego masa mogłaby spokojnie przygnieść Fox. –Zawsze jesteś taka, a mogłabyś odpuścić- trzepnął ją ogonem, uśmiechając się doń. Niemiałby nic przeciwko jakiejś zabawie… w zasadzie, nigdy by nie miał, jak na samca przystało. Baby miały humorki, strzelały focha za nic, domagały się czułości, delikatności i takiego rodzaju bzdur. Sama White była twardą sztuką, na której można sobie zęby połamać… a on mimo wszystko pragnął ją uczynić kochanką; jednak nie taką na raz, czy dwa. Przecież to nic złego nie było, co najmniej dla niego.
 -Ehm… chyba gryzą, gdzie trzeba- obserwował, jak zaczynała się otwierać; niczym urodziwy kwiat, który najprawdopodobniej ujrzy tylko Cedrik.  Nie tylko zobaczy, bo i zamoczy.
- Nazwałbym to po prostu burdelem połączonym z psychiatrykiem, gdzie ot sobie zabijają, czy tam torturują- stwierdził, zastygając w bezruchu. Fox zachowywała się trochę jak jakiś kocur na polowaniu… prawdę mówiąc, nie był pewny, czy samica próbuje coś przekazać, czy jednak nie; trudno było zrozumieć suki. Przynajmniej on miał trudności z dojściem do uczuć płci przeciwnej, nie był zbytnio pewny jakimi słowami czy czynami może je zranić, acz próbował być wystarczająco ostrożny. Słysząc następne słowa samicy delikatnie się skrzywił, nie kryjąc rozbawienia. Zaczynała go hipnotyzować, owijać… on jednak za każdym razem budził się z transu, ostatecznie odwracając wzrok. – Chcesz się przekonać, jak dużym?- trącił ją nosem, widząc jej ostrożność- dlaczego jesteś taka spięta? Przecież moją rolą jest obronienie twojego ciała, jeśli spotkamy się z niebezpieczeństwem- tak, według niego samiec zawsze powinien bronić suczki. Nie tylko aby się popisać, po prostu takowy instynkt posiadali.
- Ja w zasadzie mało swojego poturbowałem, choć możliwe, że go jeszcze znajdę… kiedyś. Były Alfa poszedł za nami do lochów, czy nie? Chyba był jeszcze jeden, Adirael, czy jakoś tak- mruknął, niepewny swoich wniosków. W zasadzie mało pamiętał o wydarzeniach w lochach…
- Jaki facet nie jest zboczeńcem, hm? – wymamrotał- w zasadzie fajnie by było, jakbyście i wy były zboczone, nie zaszkodziłoby- machnął z lekka ogonem, przymrużając oczy- choć prawdę mówiąc, prawdę powiedziałem. Byłem przynajmniej szczery- dodał, wzdychając. No i wtedy dopiero wyczuł miły zapaszek, towarzyszący suczce. Uśmiechnął się perfidnie, a po jego głowie zaczęły chodzić brudne myśli. Ano cóż, tak to już było, a on nie miał zamiaru marnować takowej okazji – przydałoby się zmienić miejsce- mruknął niewinnie, podnosząc brew. Nie był jednak pewny, czy w ogóle przez myśl jej przeszło, czego samiec oczekuje; będzie to dla niego jednoznaczna odpowiedź, czego sama mogłaby się domyślić…
- Jak tam wolisz, twoja sprawa… Krwiści ci coś zrobili, czy coś w tym stylu? –zaciekawiwszy się wyciągnął doń łeb, przyklejając uszy do głowy- czuję drobną niesprawiedliwość, że ja dostałem jakiegoś starego pryka, a ty taką dupę- stwierdził, opuszczając brwi na oczy – dobra, jej wygląd się pogorszył, więc w zasadzie mi to wisi. Ciekaw jestem, ile blizn jej zostanie- rzekł niewzruszony, gapiąc się na łapy samicy.
-Jakaś amnezja...? Ugh, już nie wiem- mruknął niedbale, zupełnie nieprzejęty takowym dziwactwem. Może i lepiej, że nie pamiętał? Aktualnie istniała tylko teraźniejszość i przyszłość, a usłyszeć można, że nie powinno się patrzeć za siebie...

__________



Better run, here we  c o m e
It's the day of the dead
x x x x x x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
White Fox
Beta Siewców
Beta Siewców
avatar

Liczba postów : 721
Join date : 13/11/2014
Skąd : Pierwsza odsłona WH(Florida,Puma)

Dodatkowe
Przedmioty Specjalne:: Mosiężny krzyż na którym wygrawerowane są przeróżne runy, zawieszony jest on na potężnym łańcuchu który znajduje się na szyi Fox, jest to naszyjnik zjawy Elope.
Wynagrodzenia stadne: Gniew potrafi wywołać w swojej ofierze olbrzymią nienawiść i gniew do samej siebie i swoich bliskich, miota się po podłodze, krzyczy, rani samą siebie lub atakuje bliskie jej osoby które znajdują się w pobliżu. Sam stan gniewu trwa 5 postów.

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Pią Kwi 24, 2015 9:41 pm

-Racja, trochę prywatności nam nie zaszkodzi.-mruknęła na wzmiankę o odnalezieniu spokojniejszego miejsca na rozmowę. Wykonała gest który jasno dał do zrozumienia Cedowi by ruszył swe dupsko w ślad za nią. Po chwili zniknęła w krzakach kierując się do swojej samotni.

zt.//

//Na prośbę Ceda post z komy...tortura dla palców i oczek Foksiaka.

__________


The secret side of me
I'll never let you see
I keep it caged but I can´t control that
So stay away from me, the beast is ugly
I feel the rage and I just can´t hold that

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrik
Alfa Siewców
Alfa Siewców
avatar

Liczba postów : 374
Join date : 17/10/2014

Dodatkowe
Przedmioty Specjalne::
Wynagrodzenia stadne:

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Pią Kwi 24, 2015 9:43 pm

zt.

__________



Better run, here we  c o m e
It's the day of the dead
x x x x x x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Steele
Beta Upadłuch
Beta Upadłuch
avatar

Liczba postów : 814
Join date : 14/12/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Wto Kwi 28, 2015 5:41 pm

Przybył składając swe cielsko na skraju łąki w cieniu jakiegoś większego drzewa. Kto by pomyślał, że o tej porze roku może być tak gorąco, przecież wiadomo, że Kapitan nie znosi gorąca, zimna zresztą też! Dobra, powiedzmy, że jemu naprawdę trudno dogodzić. Oblizawszy krótko swój zbliźniaczony pysk krzyżował łapska obserwując otwartą połać.

__________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   

Powrót do góry Go down
 
Zielona Łąka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Zielona Dolina
» Lokacje - czemu tam gdzie trawa jest bardziej zielona panują pustki?

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
wh :: Offtop - Rozmowy NIEKONTROLOWANE :: Archiwum-
Skocz do: