wh


psie pbf
 
IndeksIndeks  WydarzeniaWydarzenia  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zielona Łąka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Despair
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 235
Join date : 27/10/2014

Dodatkowe
Przedmioty Specjalne::
Wynagrodzenia stadne:

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Lis 09, 2014 2:09 pm

Gdy tylko kły malamuta zacisnęły się na jego łapie, cofnął ją automatycznie przytulając do siebie.
Ouch, to bolało, wiesz? — burknął z wyrzutem, zerkając na zranioną łapkę. Zlizał z niej jedynie pojawiającą się posokę, aby następnie odstawić ją na podłożę. — Mogłeś po ...
Urwał, bowiem łańcuchy, które owinęły się w okół jego szyi nieco go zaskoczyły. No dobra, bardziej niż nieco. Nie był na tyle głupi, aby nie wiedzieć co to może oznaczać i szczerze nie podobało mu się. Westchnął więc pod nosem, zrobiwszy mały kroczek do tyłu.  
Nie musisz przecież tego robić, kolego. — rzucił w jego stronę ponownie przywołując uśmiech na swoją mordkę.

Skierował bursztyn spojrzenia w stronę suczki, położył odrobinę uszka po sobie.
Przyjaźń jest jak najbardziej prawdziwa! Nie wiem dlaczego, tak nie wierzycie w przyjaźń i próbujecie udawać takich silnych. Przecież uczucia to nie słabość, to siła! — jasne mały, jasne, próbuj im teraz rzucać jakieś filozoficzne pouczenia, a na pewno cię posłuchają.



__________
Tamtego ranka   nie  byłem   jeszcze  wampirem...
i  o s t a t n i     raz    oglądałem    wschód     słońca.
Pamiętam   go  dokładnie...wcześniejsze  wyleciały
mi  z  pamięci.    Po    raz    ostatni    podziwiałem
cały splendor ś w i t u jakbym go widział pierwszy raz.


A     potem     pożegnałem     się     ze    słońcem,
żeby     zostać      tym,      k i m       j e s t e m.


Głos (7:00)
Głos

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asmodeusz
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 863
Join date : 08/11/2014

Dodatkowe
Przedmioty Specjalne:: Obroża Hermesa
Wynagrodzenia stadne: -

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Lis 09, 2014 2:46 pm

Słysząc jego słowa zaśmiał się tylko mu w pysk, oblizał swój z resztek krwi owczarka. Malamut ponownie za nie szarpnął przysuwając minimalnie samca ku sobie.
-Możesz dołączyć do nas. - powiedział ochryple w kierunku dobermanki. W końcu może się czegoś nauczy nie? Obwiązał łańcuchy wokół przedniej łapy a ich koniec trzymał w pysku, zaczął się wycofywać w kierunku tylko sobie wiadomym ciągnąc za sobą samca. Pewnie przy jakim kolwiek oporze łańcuchy go podduszały, ale jakoś nie specjalnie Asmo to przeszkadzało.

Jeśli wyszli to z.t

__________

*,*,*,
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iram
Nowy
Nowy


Liczba postów : 19
Join date : 08/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Lis 09, 2014 2:52 pm

Samica uśmiechnęła się złowieszczo i ruszyła za nieznajomym. Jedyne co teraz miała w głowie to wizję przeróżnych tortur. Zawsze chciała zamurować kogoś spętanego w ścianie z małym stadkiem szczurów. A te głodne zwierzaki są... no właśnie.
- Z chęcią.
Powiedziała zwięźle i wyszła za resztą.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Despair
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 235
Join date : 27/10/2014

Dodatkowe
Przedmioty Specjalne::
Wynagrodzenia stadne:

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Lis 09, 2014 2:53 pm

/Powinien mieć parę postów na obronę, ale dobra xd


Gdyby nie fakt, że powietrze mu jest niepotrzebne to pewnie by mógł narzekać na ograniczony dostęp tlenu, bardziej mu teraz przeszkadzał fakt, że te łańcuchy były strasznie niewygodne.
Hej, a może się jakoś dogadamy? — wyrzucił z siebie w pewnym momencie, pełen nadziei, która jednak zgasła, gdyż malamut nie zwracał na niego uwagi, prowadząc go za sobą jak na rzeź.

zt

__________
Tamtego ranka   nie  byłem   jeszcze  wampirem...
i  o s t a t n i     raz    oglądałem    wschód     słońca.
Pamiętam   go  dokładnie...wcześniejsze  wyleciały
mi  z  pamięci.    Po    raz    ostatni    podziwiałem
cały splendor ś w i t u jakbym go widział pierwszy raz.


A     potem     pożegnałem     się     ze    słońcem,
żeby     zostać      tym,      k i m       j e s t e m.


Głos (7:00)
Głos

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anabelle
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 48
Join date : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Wto Lis 25, 2014 7:50 am

Przyczłapała powoli i rozejrzała się wokół. Była na łące, ale cieszyła się, że nikogo tu nie ma. A może jednak był? Mimo wszystko, siadła w jednym miejscu i uważnie obserwowała okolicę swoim słabym wzrokiem. Zadrżała, kiedy mroźny powiew wiatru zmierzwił jej futro. Siedziała i czekała. Ale na co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anabelle
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 48
Join date : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Czw Lis 27, 2014 10:42 am

Po jakimś czasie rozmyślań podniosła się i rozejrzała pośpiesznie. Pogoda w ciągu tego krótkiego czasu znacznie się ochłodziła. Ziewnęła i powolnym krokiem ruszyła w swoją stronę.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Gru 14, 2014 5:23 pm

Nawet jeżeli z początku biegła, z każdym krokiem rany i zmęczenie dawało jej się we znaki. Zatrzymała się jednak dopiero gdy dotarli tutaj. Nie znała tego miejsca, ale wokoło nie zauważyła żadnych oznak czyjejś obecności. Nie używała do tego oczywiście węchu, ale jak widać dawała sobie radę.
Mięśnie odmawiały posłuszeństwa, w końcu więc belgijka stanęła czekając aż Stock ją dogoni. Wcale nie był dużo dalej. -Powinniśmy go byli zabić. - warknęła unosząc łeb w stronę nieba, a potem znów na dalmatyńczyka.
Powrót do góry Go down
Stockholm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 15/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Pon Gru 15, 2014 6:59 pm

Jego poranione ciało zdecydowanie nie pracowało tak jak powinno. Musiał zmyć z siebie krew oraz odór krwistych, który drażnił jego nozdrza. Mieszając się z metalicznym zapachem posoki był wręcz nie do zniesienia. Niestety - miał o wiele ważniejsze sprawy, jak na przykład rozmowa z Racher, która stała nieopodal. Wyglądała na porządnie zdenerwowaną. Nie dziwił się jej; sam pragnął zemsty na Hundurze jak niczego innego na tym cholernym świecie. Stockholm obiecał sobie, że wryje się w psychikę owczara, tak, aby zapamiętał go na naprawdę długo. Za wszystkie cierpienia.
- Obiecuję ci Racher, że wyryję na jego paskudnej japie swoje i twoje inicjały. Zemsta go nie ominie. - wywarczał wręcz. Ta wizja była dla niego niczym marzenie. Już wiedział, że krzyk Krwistego będzie melodią dla jego uszu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Wto Gru 16, 2014 4:56 pm

Racher fuknęła coś w końcu zatrzymując się i stając w miejscu. Może dobrze że stała tyłem do dalmatyńczyka, bo jej źrenica znacznie się pomniejszyły, a całą czaszkę przeszył ból. Syknęła cicho. -Z moją nienawiścią... zmienię iluzję w rzeczywistość - szepnęła robiąc obrót by stanąć przodem, niemal naprzeciwko Stocka. -Wyglądasz okropnie. - skomentowała. Rzeczywiście. Płomienny był pokryty krwią i licznymi ranami. Niestety ona wcale nie wyglądała gorzej. -Nie żałuję że cię uwolniłam. - dodała marszcząc czoło. Jej pomarańczowe tęczówki zawiesiły się na wzroku dalmatyńczyka. -Ale wydaje mi się że powinieneś powiedzieć mi coś więcej.
Dopiero teraz zauważyła że nie pamięta jego imienia. Hundur mówił do niego per 'kropkowany', a mglista śmiała sądzić że tak go rodzice nie nazwali. Nie dała jednak po sobie poznać niepewności; odetchnęła tylko wypuszczając z pyska obłoczek pary. Strumyczek krwii ześlizgnął się po jej klatce piersiowej, powoli skapując na ziemię.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Pią Gru 19, 2014 9:47 pm

Przestąpiła z łapy na łapę. -Muszę iść. - burknęła podnosząc się z pozycji siedzącej.
-Spalę go. Wypale serce z jego piersi. - szepnęła przez zaciśnięte kły. Zaraz potem jej wzrok skupił się na postaci dalmatyńczyka. Nie na długo bowiem bo zaraz jej szczupła postać opuściła polanę. -Do zobaczenia w piekle.


z.t
Powrót do góry Go down
Sacred
Zwykły Pies
Zwykły Pies
avatar

Liczba postów : 126
Join date : 08/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Pią Gru 19, 2014 10:39 pm

Suka przyprowadziła właśnie tutaj samca, musieli się nieco przedrzeć przez sporą warstwę śniegu ale to było nie szczególnie ważne. Suka dość długo szukała odpowiedniego krzaka aż w końcu go dostrzegła, podeszła do niego by odkopać łodygi znajdujące się pod śniegiem były ciemniejsze niż normalnie ale nadal różowe więc odpowiednie jako lek z nieco przyschniętymi kwiatami ale jednak.
-Wiem mało apetycznie wygląda ale musisz zjeść, powinno pomóc. - powiedziała przekazując łodygę samcowi. No cóż raz kozie śmierć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrik
Alfa Siewców
Alfa Siewców
avatar

Liczba postów : 374
Join date : 17/10/2014

Dodatkowe
Przedmioty Specjalne::
Wynagrodzenia stadne:

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Sob Gru 20, 2014 2:35 pm

Gdy doszli, stanął niedaleko samicy, kontemplując krajobraz.
Jesteś potworem!
Zamachał łbem, chcąc rozproszyć te niepożądane myśli. Może i nim był, jednak nie takim jak Krwiści; przy ich występkach był czysty.
Słysząc aksamitny głos samicy, ten drgnął, odwracając łeb w jej stronę.
-Co t...- wymamrotał zdziwiony, przypatrując się zielsku- jesteś pewna, że nie ma na to innego leku?- podniósł brew, widocznie zniesmaczony. Stał tak przez chwilę, jednak odebrał od niej zioło -jak ja nie lubię zielska- marudził, połykając ów lek.
- Jeśli to wystarczy, może udamy się do mojej groty?- cóż, może i był z lekka sprośny, jednakże nic nie sugerował; zmęczenie nie dawało za wygraną...

__________



Better run, here we  c o m e
It's the day of the dead
x x x x x x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sacred
Zwykły Pies
Zwykły Pies
avatar

Liczba postów : 126
Join date : 08/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Sob Gru 20, 2014 5:44 pm

Suka chciała mu w pewnym momencie dać w łeb, niech nie narzeka zawsze mogło być gorzej.
-To babka płesznik takie zioła, jedz powinny pomóc. - odpowiedziała samcowi, cóż kiedy odebrał od niej lek i zjadł samica tylko pokiwała potakująco głową. Suka słysząc jego kolejne słowa tak nieco powątpiewała, w końcu znała go ledwo kilka godzin a propozycja była nieco dwuznaczna.
-Dobrze. - odpowiedziała jednak potakując czarno-białym łbem, w końcu chyba nie zrobiłby nic wbrew jej woli? A może... ale to zawsze jeszcze potrafi się bronić nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrik
Alfa Siewców
Alfa Siewców
avatar

Liczba postów : 374
Join date : 17/10/2014

Dodatkowe
Przedmioty Specjalne::
Wynagrodzenia stadne:

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Sob Gru 20, 2014 8:55 pm

-No to chodźmy- uśmiechnął się tajemniczo, prowadząc. 


z.t

__________



Better run, here we  c o m e
It's the day of the dead
x x x x x x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sacred
Zwykły Pies
Zwykły Pies
avatar

Liczba postów : 126
Join date : 08/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Sob Gru 20, 2014 8:59 pm

Suka poszła za nim bez słowa z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Malcolm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 19/12/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Gru 21, 2014 2:14 pm

Rozmowa z Mglista - choć wymagająca i przyprawiająca o migrenę - była zajęciem, które w jakimś stopniu absorbowało psyche Malcolma. Teraz pozostawiony sam sobie, niespecjalnie miał pojęcie, co powinien ze sobą zrobić. Rozeznanie w terenie brzmiało dobrze - w jego głowię - i trzymał się ów planu do chwili, w której całkowicie zatracił pojęcie o tym, gdzie jest. Znając szczęście dalmatyńczyka, istniała duża szansa, że wpakował się na wrogie tereny i zaraz rzucał się nań niczym bezmyślna horda. Niezbyt zachęcająca wizja.
Przystanął wyłącznie po to, coby zorientować się w otaczającym krajobrazie. Sugerując się wizualnymi rozmiarami, mogła to być równie dobrze i polana i łąka, choć obecnie pokryta dużą warstwą śniegu. Otwarta przestrzeń była czymś, czego starał się unikać. Bycie na widoku sprawiało iż czuł się znacznie bardziej obserwowany, a to w dużym stopniu odciskało się na jego umyślę. Brakowało mu skażenia psychicznego, które sprawi, że stanie się jeszcze większym wariatem.
Dostrzegłszy nagle, prawdopodobnie czystym przypadkiem, równą jak on, nakrapianą aparycję, uznał, że nie zaszkodzi podejść. Czym prędzej ruszył w odpowiednią stronę, aby zrazu zatrzymać się w momencie, gdy przestrzeń osobista drugiego osobnika nie była wielce zagrożona. Chrząknął cicho, jakby chcąc zwrócić na siebie uwagę.
- Zabrzmi to głupio, nie, już brzmi, jednak... Mógłbyś mi powiedzieć, gdzie obecnie się znajduję?
Miał cichą nadzieję na to, że w istocie rozmawia z samcem. Widok nastroszonej samicy zawsze sprawiał, że czuł się chory. Aż dziw, że tak wielu lata za nimi jak za ósmym cudem świata.
Zdecydowanie bardziej nienormalne jest to, że ty tego nie robisz, Mal.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stockholm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 15/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Gru 21, 2014 2:55 pm

Czy naprawdę wyglądał okropnie? Być może, a raczej na pewno. Tylko w tym momencie to było najmniejsze z jego zmartwień. Jego aparycję dało się naprawić, gorzej już było z psychiką, której równowaga wisiała na włosku, Wiadomo, że prędzej czy później spadnie. Oby później.
Spali go i wyrwie mu serce. Ta wizja zdecydowanie mu się podobała. Niech Hundur kona dławiąc się własną krwią, niech płonie żywcem. Na jego zwęglona ciało spojrzy z triumfalnym uśmieszkiem. Bo zemsta była czymś czego w tym momencie pragnął najbardziej. Jak wędrowiec na pustyni modli się o wodę tak on modlił się o śmierć Krwistego. Naprawdę nie obchodziło go czy na to zasługiwał czy nie.
Nie zdążył odpowiedzieć Racher, ponieważ ta już go opuściła z pewnością w poszukiwaniu ich oprawcy. Cholera, może powinien ją zatrzymać? Jeśli coś się jej stanie to będzie miał wyrzuty sumienia, których nie da rady zignorować. Westchnął. Niech idzie.
Nie słyszał żadnych kroków, chyba jeszcze był zbyt otępiały po tym wszystkim żeby zachować czujność. Gdyby wiedział, że ktoś się do niego zbliżał to postarałby się choć zachować pozory zrównoważonego psychicznie. Jego stan fizyczny to już inna sprawa. Na jego nieszczęście jednak ktoś postanowił się zapuścić na te tereny - usłyszał za sobą głos. Drgnął delikatnie i odwrócił się w stronę przybysza. O cholera. Jęknął i przymknął ślepia czując ból. Wcześniej aż tak tego nie odczuwał. A może to kompletnie co innego? Jakaś zaraza, która opanowała jego organizm?
Przed nim stał jego sobowtór, jeśli zignorować by kolor oczu i ogólny stan. To samo ciapkowane futro. Na pytanie przybysza wypuścił powietrze ze świstem. Jego orientacja w terenie był na poziomie zerowym.
- Nie mam pieprzonego pojęcia gdzie jestem. Chyba zostaliśmy wrzuceni do tego samego worka. - mruknął chłodno. Po chwili jednak jego wyraz pyska złagodniał, a klatka piersiowa zaczęła poruszać się w szybkim tempie w górę i w dół. - Ale bagno, kto by pomyślał...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Malcolm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 19/12/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Gru 21, 2014 3:09 pm

Oczekując odpowiedzi, pozwoliłby jego myśli zaczęły bezwiednie krążyć po płaszczyźnie jego umysłu, a on nie miał sił, aby się temu przeciwstawić. W ostatnim czasie starał się nie poświęcać zbyt wielu chwil zadumie, a tym bardziej pozostawać w sytuacji, w której jego myśli nie skupiałby się na jednym, konkretnym celu. Gdy takiego brak, jego wciąż świeże wspomnienia uderzały ze zdwojoną siłą, pochłaniając Malcolma w błędnym kole. Miło byłoby zapomnieć, odrzucić przeszłość, odetchnąć pełną piersią i wreszcie, cholera, wreszcie zacząć zastanawiać się nad tym, jak warto ułożyć sobie życie. I czy warto brać taką ewentualność pod uwagę. W końcu kto chce się angażować w zniszczony sprzęt?
Na dźwięk głosu i on drgnął zaskoczony, jakby przez tę parę sekund kompletnie zapomniał, że nie jest tak naprawdę sam. Wcześniej nie miał z tym problemu, ponieważ przebywanie w samotności było chlebem powszednim. Jak bardzo chciał, aby ów rutyna nigdy nie została przerwana. Jednakże Los jest prawdziwą suką i w niekorzystny dla ciebie sposób o tym przypomina.
Scentrował kolorowe spojrzenia na nakrapianej facjacie i odczuł, jakby patrzył w lustro. Widać było różnice, niezaprzeczalnie, jednak ktoś obserwujący ich z daleka mógłby stwierdzić, że są niczym bliźnięta. Malcolm miał jednak świadomość tego iż jest jedynakiem.
Gdy wyłożone słowa przekonwertowały się w jego umyśle, samiec westchnął głośno.
- Cudownie. Życie znów postanowiło kopnąć mnie w dupę. Jakbym już całkowicie go sobie nie spieprzył. - Mruknął, a jego wargi ułożyły się w krzywym uśmiechu.
Towarzysz w niedoli to zawsze jakiś plus sytuacji, przecież co dwie głowy to nie jedna. Ponadto mówią, że przyjaciół poznaje się właśnie w takich, a nie innych okolicznościach, więc może ta wyprawa w nieznane nie skończyła się tak bardzo źle?
O czym ty pieprzysz, Mal? Przyjaciele nie są dla ciebie.
Faktycznie, nie są. On nie miał prawa do takiego luksusu. Właściwie nie miał prawa do niczego, nie wykluczając wykonywania rozkazów i siedzenia cicho. Niewielki to pakiet możliwości.
Zwiesił delikatnie łeb, krótką chwilę mamrocząc coś pod nosem.
- Bagno, istotnie... - Zgodził się, choć nie miał pewności czy samiec, aby mówi do niego. Wyglądał tak, jakby niedawno przeszedł przez wiele, wiele ciężkich chwil, a jego struktura fizyczna to tylko marny fragment tego, co sobą reprezentował. Malcolm może i nie wiedział co się stało, jednak nikt tak wyglądający nie pozostałby ze zdrową psyche. Wiedział, bo i on jej już nie posiadał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stockholm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 15/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Gru 21, 2014 3:40 pm

Chciałby znów znaleźć się w swoich rodzinnych stronach, gdzie traktowanie bliźniego z pogardą było niedopuszczalne, a przynajmniej tak hańbiące, że żaden pies pochodzący stamtąd nie spojrzałby na ciebie nawet krzywo. To było tam - setki kilometrów stąd. Ani myślał wracać, bo mimo iż zapewniali mu dobrobyt i bezpieczeństwo to czuł się jak w klatce. Zamknięty. Ciągnęło go do wielkiego świata, którego przestrzeń rozkładała ramiona i w przyjaznym geście zapraszała go do siebie. Jej uśmiech był taki łagodny, ale nieszczery. Tylko taki niedoświadczony chłystek jak on nie potrafił jeszcze tego dojrzeć. Pewnie gdyby chodził dłużej po tym świecie to wiedziałby, że nie warto zapuszczać się w nieprzyjazne tereny samemu, gdy w dodatku naokoło szaleje śnieżyca. Cholera by to wzięła.
Kolejne słowa kropkowanego zaintrygowały go. Czyli również nie miał szczęścia w życiu, które co chwila podkładało mu kłody pod łapy. Patrzcie - ideał faceta. Mieli podobne doświadczenie życiowe, niemal taką samą aparycję i nawet tok myślenia schodził na tę samą drogę. Ciekawe czy wytrzymaliby długo w koleżeńskich relacjach bo te głębsze cóż... Stockholm kompletnie nie miał wyczucia i gdyby zaraz sypnął jakimś prymitywnym żarcikiem o gejach to nie byłoby to nic dziwnego.
- No to prócz bycia w tym samym worku jedziemy na tym samym koniu. Jeszce przywiązali nas niedbale i co chwila odbijamy się o drogę, nie wspominając już o wystających z niej kamieniach...
Tak, jak już mówił; podobne doświadczenie. Pewnie nadal byłby całkiem normalny, gdyby nie ten pieprzony sadysta. Czasu jednak nie cofnie, a ofiary losu też nie miał zamiaru z siebie robić. Chyba woli ukryć prawdę i nie wracać do niej. Po co jeszcze bardziej kopać swoją leżącą psyche, no po co. Po gówno.
Odchrząknął i ponownie zlustrował psa.
- Stockholm. A Pan? - ouh, oczywiście, że ten zwrot grzecznościowy był tylko po to aby nadać tej i tak już dziwnej atmosferze jeszcze dziwniejszego wyrazu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Malcolm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 19/12/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Gru 21, 2014 4:06 pm

Rodzinne strony, huh? Fajnie byłoby takowe posiadać, bo i myśl, że możesz zawsze powrócić jest przyjemniejsza, no i bonus w postaci czekających osobistości również. Tyle tylko, że Malcolm również i tego nie doświadczył. Od zawsze pamiętał wyłącznie klaustrofobiczne pomieszczenia (przeto lęk przed otwartą przestrzenią sam się nie narodził), sanitarną biel oraz ból. Dużo bólu. A potem tuziny kosztowności, drażniące nozdrza perfumy i znów ból. Właściwie jeden przeskok w życiu jakiego doświadczył to z laboratoryjnej sali na salony, które właściwie od poprzedniego niczym się nie różniły. Były milsze dla oka, bo chodziło o fałszywe przeświadczenie iż możnowładca tratuje swego pupila z należytą kurtuazją.
Gówno prawda.
Jeśli nie zaprzepaściłby tej jednej jedynej szansy jaka nadążyła mu się w szlacheckich włościach to Vincent już dawno wąchałby kwiatki od spodu. Ale przecież się zawahał. Nie. Oczywiście, że się zawahał, bo przecież postanowił ulokować swoje uczucia w złej osobie. Równie dobrze od razu mógł połknąć cyjanek i ze sobą skończyć. Byłoby to prostsze, niemniej z Malcolma żaden typ samobójcy. Uważał, że to najbardziej tchórzliwa z form śmierci.
I znów zapomniał, że nie jest sam. Tak bardzo weszło mu to w nawyk iż niektórzy odebraliby to jako skrajną niegrzeczność. Nawet jeśli jego towarzysz coś zauważył to był na tyle miły, aby kwestii nie poruszać. Na razie.
- Dorzuć do tego fakt, że ten koń to tak naprawdę szkapa, która miast pędzić to wlecze się jak ślimak, co znacznie wydłuża cierpienie.
Zdecydowanie cyrkulowali wokół tego samego sposobu myślenia, co czyniło ich sobie bliższym niż ktokolwiek inny mógł przypuszczać. Nie sprawiło to, oczywiście, że są najlepszymi na świecie przyjaciółmi, ale nic porozumienia już się utworzyła. I właściwie Malcolm nie liczył na nic więcej. Otwarcie przyznawał się do tego kim jest, jeśli kogokolwiek to zainteresowało, jednak wiedział, że pod maską kłamliwej tolerancji zwykła kryć się pogarda. Świadomie wiedział, że pozostanie samotny.
- Malcolm. I żaden pan, proszę, większy ze mnie kundel i bękart.
Pokręcił głową. Może i była to ze strony Stockholma forma grzeczności, jednak ów miana w żaden sposób doń nie pasowały. Nie zasługiwał na podobne gesty, w końcu narodził się w brudnym rynsztoku z matki... Właściwie nie miał pojęcia czy jego matka była "kimś" czy po prostu zwykłą prostytutką. Ojciec to całkowita zagadka. Nigdy go nie spotkał, nawet nie miał pojęcia jak mógłby wyglądać. Z pewnością nie tak samo jak on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stockholm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 15/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Gru 21, 2014 4:25 pm

Właściwie gdyby teraz miał zamiar wrócić to okrzyknięty zostałby mianem syna marnotrawnego, który ponownie przybył z podkulonym ogonem do rodziny. O ile takowa jeszcze żyła. Było to prawdopodobne, chociaż jakoś nie uśmiechało mu się to. Zawsze był tym najgorszym z czwórki synów. Tak - posiadał trzech braci. Ojciec lubił ich o wiele bardziej od Stockholma, a ten czuł się jak zwykła kula u nogi, całkowicie niepotrzebna światu. Mimo iż Azazel starał się wychować go po swojej myśli to i tak dalmatan wykazywał niepojętą niechęć do jego toku myślenia. Tak na marginesie, Syndrom pochodził z jakiegoś większego rodu, pieprzonej szlachty, która władzę nad tamtymi terenami przejęła siłą, a co najdziwniejsze tępiła brutalność innych. Tak próbowali zachować swoją pozycję. Prędzej czy później ta piękna rodzinka skoczy sobie do gardeł i wyniszczy strukturę od środka, czego można było się spodziewać. Nigdy nie interesowała go władza, a walka o tron była dla niego niezrozumiała i bezsensowna - był to jeden z powodów opuszczenia tamtego miejsca. Nie wróci tam za żadne skarby świata, nawet gdyby został ogłoszony królem całego wszechświata.
- Nie, to nie koń... raczej strasznie niski kuc... - zebrało im się na dziwny humor. Chyba to akt desperacji i próba przekształcenia tej nędznej historii w jakiś nieprzyjemny żart. Tak jak ten o kotkach, które zostały okaleczone przez właścicieli i sprowadzone do postaci samego kadłubka bo jacyś idioci nie potrafili ich rozróżnić.
- Jak sobie życzysz wasza zawszona mość - ukłonił się niedbale, a na jego pysku pojawił się uśmiech. Całkowicie normalny, jakby powiedział coś zabawnego. Te słowa nie miały na celu obrazić Malcolma. Nie był jeszcze chamem, który sypie obelgami na prawo i lewo, a tak naprawdę to tylko próba dowartościowania się. Jak zostaną odebrane te słowa przez dalmatyńczyka tego nie wie. - To co tu tak właściwie robisz Malcolm, hmm?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Malcolm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 19/12/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Gru 21, 2014 4:57 pm

Szlachta. Arystokracja. Byt wyższy. Niezależnie od nazewnictwa to banda zawszonych i zdegenerowanych sukinsynów, którym się wydaję - tak właśnie - wydaje im się, że mają prawo do czegoś więcej niż zwykły motłoch. Szkoda tylko iż wielu z nich zwyczajnie zapomniało o tym jak kiedyś samo należało do pospólstwa, bo przecież władza i bogactwo nie bierze się znikąd, prawda? Ale majątek pozwala zapomnieć o wszystkim, a ciągłe jego powiększanie wyniszcza ten kawałek myślenia, który jeszcze skupiał się na czymś innym niż zwykłe egoistyczne pobudki. Mówi się, że nie wolno oceniać książki po okładce, że każdy jest inny, oryginalny, niezastąpiony, jednak dla Malcolma jakby tego nie przedstawić - szlachta to ogół najgorszego śmiecia i zepsucia. Wszystkim którym udało się wyrwać z podobnego bagniska należało bić brawo i wręczać kwiaty, w końcu to nie lada wyczyn.
A Vincent był z tego wszystkiego najgorszy. Zawsze najlepszy, zawsze bezbłędny, zawsze czarujący i pełen kokieterii, którą rozsypywał na prawo i lewo niczym tanie perfumy. Musiał być w centrum uwagi, ponieważ światła reflektorów i zainteresowanie tłumu nie mogło się skupiać na nikim innym. Zawsze to o nim mówiono, a pozostałą część rodzeństwa traktowano jakby nigdy nie istniała, bo i po co? Przecież to Vincent był następcą, pierworodnym synem. Właściwie dalej nie wiedział jak trafił do rodu Darren'ów. Ko0jarzył jakąś aukcję, a potem ciemność. Musiał stracić przytomność z racji wycieńczenia.
Jednak bądź co bądź, drugi dalmatyńczyk mógł się pochwalić jakimkolwiek więzami rodzinnymi. Może i były one najgorsze na świecie, może i łatwiej byłoby ich wszystkich pozabijać i wysłać na dno oceanu, acz... Rodzina. W głowie Malcolma ów słowo brzmiało jak z innego języka. Nawet nie chciał wiedzieć jak smakowałoby na jego języku.
- I pewnie nawet nie wiemy jak się na nim zmaleliśmy. - Zdawał się dokończyć, bo i jemu poczęło się udzielać. Niezależnie jak dziwna wydawała się ta rozmowa, Mglisty zdawał się czerpać z niej niejaką przyjemność. W końcu było to pewną nowością w jego życiu, przyjemną odmianą, z której wcześniej pewnie nie miałby możliwości skorzystać.
Widząc uśmiech na licu Stockholma nie był pewnym jak winien zareagować. Odpowiedzieć podobnym gestem? Jeszcze czego! Tamten uciekłby w popłochu widząc ten karykaturalny obraz. Albo umarłby na zawał, a Mal nie chciał kryć trupa już w pierwszych dniach swego pobytu tutaj.
- A żebym to ja wiedział. Wyszedłem, aby się rozejrzeć po terenach i...tak się rozejrzałem, że nie mam bladego pojęcia gdzie jestem. Orientacje w terenie mam na poziomie zero, a może i niżej. Właściwie nie zdziwiłoby mnie, gdybym dziwnym cudem zwalił się z klifu. Nie, to byłoby całkiem jak ja.

/Spotkało się dwóch ze spaczoną przeszłością xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stockholm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 15/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Gru 21, 2014 5:24 pm

Jego rodzina, jak już było mówione wcześniej, zasiadła na tronie jedynie dlatego, że użyła przemocy, szpiegów i publicznych egzekucji do podporządkowania sobie reszty mieszkańców. Poprzedni władca został otruty przez swojego najbardziej zaufanego doradcę, prawą rękę jak i przyjaciela - ojca Srockholma. Nikt oczywiście nie mógł się o tym dowiedzieć, to poważnie zaszkodziłoby reputacji nowego króla. Szkoda tylko, że dalmatyńczyk dowiedział się o całym zajściu. Mimo bardzo młodego wieku, jeszcze szczenięcego, czuł, że jego Azazel jest łgarzem i okrutnikiem, a nie rządzącym, który podejmuje dobre wybory. Szczęście w nieszczęściu nikt nie dowiedział się o morderstwie poprzedniego władcy, jeśli jednak tak by się stało to Stockholm zostałby kozłem ofiarnym, którego wytyka się palcami gdy idzie ulicą. Pewnie gdyby kazał im wszystkim je odciąć to jego prośba zostałaby spełniona, ale wtedy zamieniłby się w swego ojca, którym nie chciał być. Nawet nie zachowywał się jak typowe książątko. W przeciwieństwie do braci.
Myślał, że zmiana imienia z Abillio na Stockholm coś da, ale mylił się. Mimo wszystko zatuszował swoje pochodzenie i historię na tyle dobrze, że nikt nawet nie mówi o jego szlacheckim pochodzeniu. Bardzo dobrze się złożyło. Jeśli chodzi o tą jego pożal się Boże rodzinę... To nic innego jak ciągłe spychanie się z tronu, podkładanie sobie świń i wyścig szczurów. Taka struktura długo nie wytrzyma, bo jeśli więzi zostaną odsunięte na bok, a w grę wejdą bogactwa to nie ma na co liczyć.
Rzeczywiście wioząca ich szkapa była jakąś pomyłką. Zamawiali pięknego białego rumaka, który galopem zawiezie ich do kraju mlekiem i miodem płynącego. Pewnie już nie było na stanie i wsadzono ich na jakąś łysiejącą przybłędę. Chyba obydwaj woleliby iść na piechotę. Przecież konia trzeba jeszcze wykarmić, a to dodatkowe obciążenie. Tak, to ukazywało ich życie.
Nic nie odpowiedział. To chyba dobrze. Może puścił to mimo uszu, albo niedosłyszał. Cholera go wie. Chociaż nie - strasznie ciężko jest rozgryźć Malcolma. Kompletna zagadka. Dalmatyńczyk z chęcią spróbowałby dowiedzieć się o nim więcej, aby rozszyfrować jego przeszłość, zwyczaje i upodobania. Nie chciał być nachalny, zresztą sam nie lubił gdy ktoś go o coś natrętnie wypytywał.
- To znajdujesz się w dołku. Ja właściwie też nie mam pojęcia co tu robię, po prostu biegłem przed siebie byleby jak najdalej od tego sukinsyna... - nie zdążył ugryźć się w język, papla jedna. Ale zawsze mógł uciekać przed niedźwiedziem, nie? Wszystko da się wytłumaczyć. Nie koniecznie racjonalnie, ale da. Tak jak królowie kłamią w żywe oczy swoim poddanym, aby zatuszować prawdę.

/Nooo xD Jeszcze się okaże, że pochodzą z tego samego rodu. To już byłaby kompletna jazda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Malcolm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 19/12/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Nie Gru 21, 2014 5:43 pm

Jego - prócz jednego rozdziału w jego życiu - nic ponadto ze szlachta nie łączyło. Był wychowankiem ulicy, dam do towarzystwa, narkotyków i przemocy. Bywały dni, gdy był wrakiem, cieniem swojego cienia i nikt nie śmiał przypuszczać, że przed oczami widzi Malcolma. Ale bywały dni kiedy słońce zdawało się przebijać przez chmury i raz na jakiś czas miał luksu w postaci niewielkiego szczęścia. Mógł być to lepszy kęs ze śmietnika, lepsza nora do przespania nocy, a nawet człowiek, który ulitował się nad nim i zwyczajnie coś podrzucił ze swego sklepu. I tyle wystarczało, w pełni mógł się nazwać istnieniem szczęśliwym.
Tylko sielanki mają to do siebie, że nie trwają długo, a okoliczności ich zakończenia są zarówno brutalne jak i niespodziewane. No i dostało mu się w pysk z buta Losu, gdy leżał w amoku po wepchnięciu w siebie jakiejś ilości nienazwanego gówna. Dużo się mówiło o tym, że po ulicy chodzą ci, którzy zarabiają na życie szukając i handlując nieszczęśnikami takimi jak Malcolm. Niektórym brańcom nawet się powodziło, a niektórzy... Niektórzy kończyli jak on.
A przecież były setki chętnych. S-e-t-k-i. A wszystko przez jego pieprzone oczu. Taki ładne, takie kolorowe, takie pełne nienawiści, wrogości, nieujarzmienia... Dlaczego nie spróbować go wytresować? Ujarzmić? Złamać? Przecież to taki, kurwa, fun. Klął na każdego zainteresowanego w tamtym czasie. Obnażał zęby, pluł śliną, a oni zważali się tego nie dostrzegać. I w końcu przyszło dwóch i tak oto zbliżamy się do części z laboratorium i szlachtą. Dziwaczne to połączenie, trudno zaprzeczyć, ale w przypadku Malcolma tak prawdziwe iż same wspominki burzą krew.
Pomyłką! Dalmatyńczykowi wydawało się, że całe jego życie było jedną, wielką pomyłką. Cholernym, niestosownym żartem. Nawet nie potrafił zliczyć ile razy mówiono mu, że nigdy nie powinien się narodzić. Konfrontując się z takim obliczem zdarzeń - jedna pomyłkowa szkapa to zwyczajny przypadek.
Pewnie była schorzała, miała pchły i męczył ją reumatyzm. I była tania. Z pewnością była tania. Inaczej nawet i tego by im nie odstąpili.
- Sukinsyna? - Powtórzył głupio. W odniesieniu do siebie bardzo często słyszał ów słowo, jednak Stock zdawał się mieć na myśli kogoś zupełnie innego. Nie chciał drążyć, ale ciekawość... Ciekawość jest drażniąca, gdy pozostaje niezaspokojona.
- Ten, który cię tak urządził? Faktycznie, sukinsyn. Przemoc musiała być dla niego jedyną receptą na życie. Trochę to smutne. I żałosne. Ale przede wszystkim smutne.

/Nah, gdyby Mal miał choć krople krwi szlachcica to może, ale niestety nie. Choć z pewnością nieźle się ze sobą dogadają, takie dwie porażki życiowe, można by rzec xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stockholm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 15/11/2014

PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   Pon Gru 22, 2014 10:04 am

Mówi się, że wychowankowie ulicy nie szanują życia, nie mają zasad, są bandą maltretującą ludzi. Gówno prawda. Po prostu mieli trudny start, upadli na dno od którego ciężko się jest odbić, ponieważ jakaś niewytłumaczalna siła uwiązała im nogi. Ćpun - nie jeden ma szacunek do życia, wbrew pozorom wcale nie jest samobójcą. Jeśli rzeczywiście przesadzi to dowie się co tak naprawdę tracił przez ten cały czas i będzie miał szacunek do swojego organizmu, ba, a nawet postara się pomóc innym w tej samej sytuacji. Bezdomni szanują każdy okruch chleba, każdy dzień w którym mogą spać nie moknąc. Wystarczają im najmniejsze dobra, a są szczęśliwi. I to w tym wszystkim było najlepsze, jedyne i niepowtarzalne. Stan kiedy wiesz, że możesz stracić wszystko uczy cię, aby cieszyć się z każdej chwili kiedy możesz zjechać z górki w dół na rowerze, nie przejmując się niczym. Bo wiesz, że zawsze może być gorzej. Szlachta jest tego całkowitym przeciwieństwem. Idiotyczne zasady, brak poszanowania dla życia - przecież co chwila powodowali, że odbierano je niewinnym. Uważali to za dobrą grę. Marnowali wszystko; od jedzenia po miejsca zamieszkania, tylko dlatego, że nie było im to potrzebne, albo chcieli wymienić na lepsze, nowsze, bardziej ekstrawaganckie. Nie brali pod uwagę, że mogliby ofiarować to innym ludziom. Rzucali wszystko na stracenie nieświadomie zabijając nadzieję setek. Nie... tysięcy. Stockholm brzydził się tego. Jak najszybciej zerwał z siebie herb swojego rodu, który wrzucił do najbliższej rzeki. Mógł zostać, tyle ze nie chciał. I gdyby nadal tam siedział udając, że wszystko gra, naginając kłamstwa na potrzeby własnej prawy to nie spotkałby ani Malcolma, ani Racher, an nawet tego parszywego Hundura. Chciał aby ten ostatnie cierpiał, ale zemsta z własnych rąk upodobniłaby go do ojca. Kolejnego sukinsyna. To był największy problem. Jeśli ktoś przyniesie dalmatyńczykowi jego serce na tacy - pięknie podziękuję. Postanowił przemilczeć to wszystko i zastanowić się nad inną sprawą. Razem z Malcolmem byli takimi pierdołami.
- Jesteśmy tak żałośni, że aż śmieszni... To metaforyczne ukazanie naszego życia w postaci szkapy miało na celu pokazanie jacy my to jesteśmy pokrzywdzeni, czy co,  bo przestałem rozumieć. Płaczemy nad losem tych, których znamy, albo tych, których historia jest znana na całym świecie. Pewnie w takiej sytuacji jak my znajdują się teraz miliony. Ha! Co więcej mogę cię zapewnić, że ktoś właśnie teraz umarł. Tak teraz... - pauza - Może nawet ktoś kogo spotkałeś. Serio, stary, jesteśmy tak cholernie żałośni, ale dobrze jest się czasami nad sobą poużalać. To pomaga. Nie mam pojęcia jak, ale pomaga. - zaśmiał się. Proszę, wzięło go na filozoficzne teksty i przemyślenia. - Widzę, że coś cię trapi Malcolm. Podobno wygadanie się nieznajomemu też jest skuteczne. Co tak właściwie się stało?
Ofiarował mu swoją pomoc. Niech dalmatyńczyk teraz dobrze się zastanowi zanim ją odrzuci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zielona Łąka   

Powrót do góry Go down
 
Zielona Łąka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Zielona Dolina
» Lokacje - czemu tam gdzie trawa jest bardziej zielona panują pustki?

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
wh :: Offtop - Rozmowy NIEKONTROLOWANE :: Archiwum-
Skocz do: