wh


psie pbf
 
IndeksIndeks  WydarzeniaWydarzenia  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Nawiedzony Zamek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Raziel
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 439
Join date : 23/01/2015
Age : 24

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Zamek   Wto Lut 03, 2015 7:28 pm

Widziałam! Zaśmiała się!
Przymrużył jeszcze bardziej swoje spojrzenie, jak ona śmie się śmiać z niego! Pana i Władcy tego miejsca! Ugiął nieco kark, aby w pewnym momencie skoczyć ku niej, gdy mówiła chcąc powalić ją tym samym na podłożę i przynieść swoimi łapkami. Zadziorny i pełen satysfakcji uśmieszek tak irytująco zajął miejsce na dłużej.
- Ale ja już tak! - dziabnął ją swoimi ząbkami w jedną z łap, a że nie znał słowa 'delikatność', uścisk szczęk do lekkich nie należał. Dobra mały, może najwyższa pora już skończyć tą szopkę? Pokazałeś już jaki jesteś władczy i groźny, nic tylko bić brawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yuki
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 147
Join date : 15/12/2014

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Zamek   Wto Lut 03, 2015 7:43 pm

Młody nic wielkiego sobie nie zrobił, więc jej reakcja w postaci śmiechu nie była niczym złym, a przynajmniej dla niej. Na pewno nie tylko ona zachichotałaby na widok szczeniaka potykającego się o własną pelerynę. To po prostu wygląda zabawnie. Tak samo jak z jej nieokrzesanymi uszami, które mają własne życie.
Nie stała sztywna jak słup, a łapy były już trochę obolałe po dłuższej wędrówce, więc ugięły się od razu, gdy obciążenie zwiększyło się przez atak Raziel'a. Poczuła uścisk na jeden z łap. Czy dla niej było to coś okropnego, złego i w ogóle obrazi się teraz? Nie! Uznała to za dobrą zabawę. Nie miała rodzeństwa i podczas rozwijania nigdy z nikim nie miała jak powalczyć. Nowy dał jej taką możliwość. Z uśmiechem skupiła wszystkie siły i przewaliła się w najlepszą stronę jaką mogła wybrać. To raczej zachwiało równowagę Raziel'a. Przewrót na bok dał jej więcej swobody w przypadku łap, więc bez chwili wahania zaczęła napierać na gardziel samca trzema wolnymi kończynami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raziel
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 439
Join date : 23/01/2015
Age : 24

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Zamek   Wto Lut 03, 2015 7:58 pm

/rany, twój gif za bardzo mnie dekoncentruje xdd


Obrazić? Nie, stanowczo to nie chęć obrażenia się na suczkę teraz w nim wzrosła, a oburzenie i złość, że ona zamiast kwilić się pod jego wielką mocą odważyła się jeszcze mu przeciwstawić. Podcięty jej niespodziewanym ruchem, runął na bok jak długi. Pozwolił sobie na kolejny warkot, który wyrwał się z jego gardziołka, acz był on mocno stłumiony przez łapę towarzyszki, którą wciąż trzymał w pyszczku.
- Pfestań! - wyseplenił niewyraźnie, charknąwszy cicho. Ugiął swoje tylne łapy, aby z całych sił kopnąć suczkę tym samym odpychając ją od siebie. Oczywiście wypuścił wcześniej jej łapę z pyska. Zerwał się na równe łapy, ukazując swoje kiełki w zdenerwowanym grymasie.
- Powinienem Cię za to torturować! - niemal wykrzyknął, zacinając zaciekle ogonem w powietrzu, a raczej pod peleryną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yuki
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 147
Join date : 15/12/2014

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Zamek   Wto Lut 03, 2015 8:11 pm

//Ups? xD

Przestać? Czego on do jasnej ciasnej chce? Nie umie się bawić. Nim zdołało mu jakoś odpowiedzieć, poczuła kopnięcie i przesunęła się po posadzce w tył. Miejsce w które oberwało było trochę obolałe, ale nie przejmowała się tym jakoś szczególnie. Zerknęła na chwilę na krwawiącą łapę. Jak odnajdzie mamę to pewnie będzie miała sporo do wyjaśniania.
- Przecież to tylko zabawny trening.
Odparła z ciągle widocznym uśmiechem na pyszczku. Czy ją coś umie na poważnie wkurzyć? Przewróciła się na brzuch i wstała. Lekko się gibnęła w bok ze względu na bolącą kończynę, jednak utrzymała równowagę. Skierowała wzrok na zdenerwowanego Raziel'a. Trzepnęła jednym uszkiem, a na jej mordę pojawiło się lekkie zdziwienie. Czym się on tak denerwuje? Wstał dzisiaj lewą łapą czy co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raziel
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 439
Join date : 23/01/2015
Age : 24

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Zamek   Wto Lut 03, 2015 10:42 pm

Do tej pory przyzwyczajony, że wszystko idzie po jego myśli, - a przynajmniej tak mu się wydawało - więc nie był zadowolony z tego, że suczka postanowiła zadziałać inaczej niż on sobie tego życzył. Obniżył łuk brwiowy, by zaraz przywołać ponownie chytry uśmieszek na swoją mordkę, zapominając na moment o gniewie.
Trening, tak?
- Więc chcesz potrenować, tak? - wymruczał z każdym słowem obniżając swoją łepetykę. Skoro tak bardzo chce treningowego spraingu, to on może go jej zapewnić, niemniej pretensje później będzie mogła mieć do samej siebie wyłącznie. Poruszył jeszcze uszkami, aby następnie odbić się od ziemi i susem skoczyć ku niej. Ponownie jego zamiarem było dopadnięcie i przygwożdżenie do ziemi, ale czy tym razem się mu to uda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yuki
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 147
Join date : 15/12/2014

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Zamek   Wto Lut 03, 2015 11:36 pm

Lekko cofnęła uszy i tym razem uśmiech stał się nieco zadziorny. Jednak gdzieś tam jest ziółkiem, skoro godzi się na walkę ze szczeniakiem, którego imienia nawet nie zdołała poznać. Tamten bierze to wszystko na poważnie, więc Yuki pewnie wyjdzie z obrażeniami, ale co to za walka, gdy nic się nie stanie? Raz oberwiesz to będziesz bardziej się starać, żeby nie dostać raz jeszcze. Tak to się nie przyłożysz, bo tak czy siak to nic nie zrobi. Więc jak trenować to trenować na poważnie, nie?
Gdy ten najwyraźniej się zgodził na walkę, samiczka napięła mięśnie i uważnie obserwowała Raziel'a. Ten się wybił, a ona spróbowała uniknąć zderzenia. Zdołała rzucić się w stronę młodego, acz wylądowała bokiem na posadce. Nieco potłukła sobie bark, ale przejdzie. To tylko siniak. Z drugiej strony poczuła ciało samca. Trochę oberwała z tylnych kończyn, ale to tylko kolejne siniaki. Zerwała się jak najszybciej, a przynajmniej chciała. Znowu nieco się gibnęła z powodu ugięcia zranionej łapy. Straciła czas na atak, acz i tak nie odpuściła. Wystrzeliła w stronę Raziel'a z zamiarem ataku od dołu. Celowała barkiem w jego uda, żeby wytrącić go z równowagi poprzez uderzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raziel
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 439
Join date : 23/01/2015
Age : 24

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Zamek   Sro Lut 04, 2015 7:28 pm

- Muszę iść, poćwiczymy innym razem! - zawołał nagle, aby ruszyć biegiem ku wyjściu, opuszczając wnętrze zamku i zapewne zaskoczoną suczkę takowym obrotem sprawy.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yuki
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 147
Join date : 15/12/2014

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Zamek   Sro Lut 04, 2015 7:33 pm

Stanęła jak wryta i ze zdezorientowaniem malującym się na pyszczku patrzyła za Razielem.
- He... Hę?
Cofnęła lekko łeb, po czym cofnęła uszy i machnęła ogonem. Czemu tak nagle wybiegł? Głośno wypuściła powietrze z nozdrzy. Ranna łapa i trochę stłuczeń. Zmęczenie przy takim stanie na pewno zatrzyma ją w zamku na dłużej. Przestała myśleć o samczyku i ruszyła dalej. Znalazła miejsce dla siebie w jednym z pokoi. Położyła się na dywanie z lekką ulgą w duszy. Zamknęła oczka i po czasie zapadła w sen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Restless
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 467
Join date : 02/01/2015

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Zamek   Sob Lut 14, 2015 6:02 pm


Chyba każdy wie jak wyglądają amorki. Jeden z nich, grubiutki, pulchniutki w różowym stroju z antenką-serduszkiem na czubku głowy właśnie leciał w stronę Yuki.
Złapał w swe rączki strzałę. Wycelował je w sunię, która uderzyła w jej ciało. Zaraz po tym pod łapkami psiaka pojawił się prezent. Yuki dostała czerwoną, skórzaną obróżkę z małym serduszkiem przebitym strzałą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yuki
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 147
Join date : 15/12/2014

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Zamek   Sob Lut 14, 2015 8:22 pm

Młoda spokojnie sobie spała, gdy nagle poczuła coś co wytrąciło ją z błogiego stanu. Prędko rozwarła powieki i uniosła łeb w górę, a jej nieokrzesane uszy zabawnie podskoczyły, po czym opadły. Rozejrzała się po bokach, ale nic nie zauważyła. Ktoś chyba tutaj jest. Wstała i nagle dotknęła czegoś łapą. Zerknęła na podłożę, a jej oczom ukazał się skórzany pasek. Ze zdziwieniem przechyliła kiepeł w bok i zniżyła go na poziom zgięcia przednich łap. Obroża nie pachniała jej w żaden sposób znajomo. Ktoś to jej podrzucił. Na pewno nie było tego tutaj, kiedy spała. Zakołysała ogonem na boki, a jej ślepka wpatrywały się w przedmiot. Wreszcie wsunęła pyszczek pod pasek i jednym zgrabnym zamachnięciem zdołała narzucić na łeb materiał. Niestety uszy jak zwykle przeszkodziły i musiała sobie pomóc. Obroża była za duża, więc miała na szyi bardzo dużo luzu, ale nie wyglądała źle. Przysiadła przytulając pysk jak najbardziej do szyi, żeby móc choć trochę zobaczyć nową rzecz. Żeby ją dostrzec musiała wypiąć klatę w przód. Z uśmiechem zaszurała ogonem po dywanie. Ładnie wyglądała. Postawiła uszka na sztorc, po czym wstała. Będzie musiała się pokazać mamie. Potruchtała do głównego przedsionka. Żadnego świeżego zapachu. Trochę to dziwne, bo ktoś musiał to podrzucić. Duchy? A nie ważne. Yu wyślizgnęła się przez szparę w drzwiach, po czym zasadziła daleki sus, dzięki któremu przeskoczyła wszystkie stopnie schodów. Łapki zanurzyły się w śniegu i wtedy to pognała przed siebie, a nowa obróżka uderzała o jej klatkę piersiową.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Malcolm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 19/12/2014

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Zamek   Nie Kwi 12, 2015 8:01 pm

Uciekł.
Zwyczajnie spieprzył z podkulonym ogonem niczym szczeniak pozbawiony kontroli nad sytuacją. Szczeniak, którym się czuł z chwilą, gdy Stockholm odważył się na tak śmiałe gesty.
Gdyby go nie zachęcał, nie kusił, nie poddawał mylnym sygnałom to może, acz tylko może, wszystko potoczyłoby się zwyczajnym, nudnym torem i teraz nie musiałby kryć się w murach zamku.
Ironicznie? Bynajmniej.
W końcu to nie tak, że pomknął do miejsca, które posiadało najwyższy próg skojarzenia z nakrapianym towarzyszem. Przecież Płomienny, wcale a wcale, nie był cholernym księciem na wygnaniu. Prawda? Sam się poddajesz ruchomemu bagnu, które nie omieszka cię wciągnąć w pierwszej chwili usytuowania chudych łap na niestabilnej powierzchni. Gdyby ktoś stwierdził, że ma zadatki na samobójce, Malcolm bez wątpienia by się zgodził. Przecież to nie było normalne.
Choć nie było, Mglisty nijak zdawał się poddawać w wątpliwość swój wybór. Skoro trafił tam...gdzie trafił to najwyraźniej miał ku temu powód. Szalony, podyktowany emocjami, ale jednak powód.
- Chyba zaczynam wariować. Prawdziwie. - Jego ciemne wargi wygięły się w kiepskiej imitacji uśmiechu, gdy nieśpiesznym krokiem przechodził z komnaty do komnaty. Nie zatrzymał się nawet na chwilę, jakoby mijane kosztowności i arcydzieła tutejszego wnętrza nie robiły nań najmniejszego wrażenia. Spięta sylwetka dalmatiana żywo temu przeczyła, wyciągając na grunt rzeczywistości dużo poważniejszy problem. Kundel nie czuł się w owych miejscach specjalnie komfortowo i - tak dla zapewnienia czytających - nie miało to żadnego powiązania z jego miejscem urodzenia. On zwyczajnie potępiał, całą duszą i sercem, wszelkie przejawy nadmiernego bogactwa i arystokratyzmu. Złe wspomnienia, złe doświadczenia, tyle w gwoli wyjaśnienia.
Przystanął w momencie, gdy przed nosem wyrosła mu nośna ściana, a żaden inny bok pokoju nie posiadał wejścia. Mógłby się cofnąć, fakt, jednak nie wydawało się, aby zabierał się do tego specjalnie gorliwie.
Pokój nie emanował przepychem, czym nieco zyskał w oczach Malcolma. Wydawał się na tyle prosty i skromnie urządzony iż Mglisty pomyślał, że mógł należeć tylko do kogoś ze służby. Niestety nie miał na to dowodów i mógł się posiłkować wyłącznie lichymi domysłami sklejonymi na szybko. Postanowił tu jednak zostać, przynajmniej na trochę, prawdopodobnie w celu ułożenia konkretów swego "planu działania". Przecież nie mógł, nie tak dawnej sytuacji, pozostawić w kategorii kompletnej ignorancji. Byłoby to pójście na łatwiznę. Co niezwykle nakrapianego kusiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stockholm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 15/11/2014

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Zamek   Pią Kwi 24, 2015 10:00 pm

Rzeczywiście - uciekł.
Stockholm jeszcze przez chwilę tam stał, jak ten kołek i nie mógł się pozbierać. łapy przypominały patyki, ktoś wmurował je w grunt. Krew zmieniła się w ołów. Tak ciężko było mu się ruszyć z miejsca. Jego mózg przestał pracować, nie przyjmował do wiadomości faktu, że dalmatian uciekł pozostawiając Sztokcholma w otępieniu. Czuł się jak gdyby wrzucono go do jakiejś czarnej dziury, próżni, eteru. Wyprany, beznamietny, patrzył na zachodzące słonce zamglonym wzrokiem. Dlaczego kompan go opuścił? Dlaczego odszedł bez słowa? Dlaczego do cholery? Tyle pytań, rój myśli.
Po pierwsze.
Kim tak właściwie był? Co kryło się w tym nakrapianym czerepie? Czyżby rzeczywiście urodził się chory? Bo ilu uważa pociąg do tej samej płci za chorobę; zbyt dużo. Udawał chłopca z dobrego domu, takiego prawego, sam się okłamywał, a może nigdy nie próbował rzeczy innych. Wielki znak zapytania w kwestii orientacji, w kwestii dosłownie wszystkiego. Ale nie to go najbardziej martwiło. Czy nie różnili się zbyt mocno? Bękart i niedoszły książę. Chodziło o mieszankę wybuchową pochodzenia, charakterów, reakcji. Nie chciał, aby którykolwiek z nich czuł się zamknięty i ograniczany. Już raz żył w złotej klatce. Ale jeśli ma się do wyboru diamentową klatkę... potrafiłby zrezygnować z samca?
Po drugie.
Nienawidził Malcolma za to, że wzbudził w nim tyle uczuć. Poruszył mięsień zwany sercem, który u księcia już od dłuższego bił tylko z przymusu, a nie z chęci. Zmienił to. Abillio zyskał jakiś cel - chciał poznać nędznika, który był fatalnym nawigatorem, rozmówcą też nie najlepszym. Potrafił, jednak świetnie odciągnąć wygnańca od monotonni, rutyny codziennego dnia. Nadawali na tych samych falach, czuł nim niewytłumaczalną więź. Jego persona owiana była tajemnicą. Zagadkowa postać, a przez to jeszcze bardziej kusząca. Odgadnąłby ją, było tak blisko. Dlamatan wyciągnął w stronę Malcolma pomocną dłoń, mógł nauczyć go brać z życia jak najwięcej. Chciałby stać się narkotykiem ów bękarta. Prywatnym, niedostępnym dla nikogo innego. Chciałby być jego uzależnieniem. Czy to już zaliczało się do głębszego uczucia, a nie tylko fascynacji?
Po trzecie.
Nienawidził też siebie. Za to, że podjął tak odważne kroki w bardzo krótkim czasie... to było ich drugie spotkanie. Drugie. Sądził, że dalmatian rzuci mu się na szyję, obsypie pocałunkami? Jakże musiał być naiwny, zakładając takie rzeczy w obliczu osoby nieprzewidywalnej, niezrównoważonej, innej od całej reszty. Bardziej wyjątkowej, nieodgadnionej, a więc bardziej drogocennej i wrażliwej. Pokierował tą rozmową w taki sposób, że dostał to czego chciał. Przeszedł do czynów, które okazały się być gwoździem do trumny. Zabiły drobne zaufanie rodzące się między samcami. Stockholm nie znał przeszłości psa z ulicy, nie znał przyczyn, konsekwencji i motywacji. Wzbudził strach? Obrzydzenie? Obudził demony przeszłości? Pluł sobie w brodę za wszystko. Za to, że  w ogóle śmiał myśleć o niestworzonych rzeczach. 
Podążał za zapachem, za cieniem, niewidzialnym cieniem uciekiniera. Za wszelką cenę musiał go znaleźć, wytłumaczyć wszystko, przeprosić i poprosić o kolejną szansę. Nie ważne czy on zawinił - chciał z powrotem odzyskać skarb, który nie może wpaść w niepowołane ręce. Oh, jakże musiał być zakochany zmobilizowany, że jego myśli układały się w taką całość. 
Zamek. Oczywiście. Wszystko co związane z nimi, związane z tym całym gównem o którym przyszło im rozmawiać. Bez zastanowienia wkroczył do wnętrza ciemnego budynku, dając się prowadzić zmysłom i przeczuciu. To właśnie w tym miejscu go znajdzie. w tym miejscu, w tym miejscu. 
Przeszukiwał komnaty - jedna po drugiej, coraz bliżej celu. Ileż bogactwa, ileż przepychu. Kojarzył to wszystko bardzo dobrze, nawet za dobrze. Ale wiedział, że Malcom nie wybrałby czegoś takiego. On gardził tym wszystkim. Nie dziwił się mu. Sam czuł odrazę, niesmak.
Stał tam. Taki piękny realny. Zagubiony? Przestraszony?
Serce zbiło Stockholmowi mocniej. Przełknął ślinę i cicho wszedł do pokoju, oddychając ciężko. Stres, zmęczenie i silne emocje powodowały, że zaczynał wariować. Poważnie.
- Co to, kurwa było. 
Ale nie taki był plan działania. Miał podejść na kolanach. Spokojnie i łagodnie. Przeprosić. Aby więcej nie spłoszyć tak ważnej istoty. Tymczasem... jego głos brzmiał... jakby robił mu wyrzuty. I odrobina bólu i przejęcia też były w nim obecne.
- Malcolm. Dlaczego uciekłeś?
Nie pytaj, działaj.
- Przepraszam. Zachowałem się... nie wiem co sobie myślałem. Wariat. Idiota. Jeśli cię uraziłem, lub co gorsza zraniłem, to wiedz, że nie chciałem - zbliżył się jeszcze bardziej. Mówił cicho i powoli, aby każde słowo było dokładnie usłyszane i zrozumiane. W końcu usiadł za samcem i wlepił wzrok w jakiś bliżej nieokreślony punkt. Trzymał dystans. Nie chciał kolejnej pogoni i ucieczki.
- Powiedz. Powiedz mi wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Malcolm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 19/12/2014

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Zamek   Sob Kwi 25, 2015 8:05 pm

Nie czuł się źle z podjętą instynktownie decyzją. Nie czuł się źle przez pierwsze kilka minut ucieczki, gdyż potem zaczęły nachodzić go wyrzuty sumienia, wątpliwości, chęć powrotu i wytłumaczenia się, a jednak... A jednak tego nie zrobił. Zacisnął szczęki, odwrócił oczy, stał się głuchy na świat i po prostu biegł aż wreszcie łapy nie powiedziały "dość". Był niewolnikiem zarówno swego ciała jak i swojej przeszłości, co dołowało go znacznie bardziej niż potrafił przed sobą przyznać. Dlaczego nie mógł się zmusić, aby uciekać dalej? Co go powstrzymywało? Własna fizyczność? To żadna przeszkoda. Nie byłby pierwszą jednostką skłonną do przezwyciężenia własnych ograniczeń w celu dotarcia do niemożliwego, w założeniu, finiszu.
A jednak się poddał. Bo było to prostsze, wygodniejsze, bo łatwiej dało się zignorować niż gorzki smak konfrontacji z kimś, kto w tak krótkim czasie potrafił dobić się do jego najmocniej skrywanych uczuć i zwyczajnie przywłaszczyć sobie jako własne. Miał na powierzchni serca wygrawerowane "Stockholm" choć z całą mocą próbował to odrzucić, uznać za nieprawdę, wierutne kłamstwo. Tak trudno przyznać się do porażki, która może być początkiem czegoś dobrego? Jak bardzo można być więźniem własnej przeszłości? W przypadku Malcolma odpowiedź nasuwała się sama:
B a r d z o.
Ile razy był wykorzystywany przez swą seksualność i dziecięcą naiwność? Ulica nie była łaskawa dla takich jak on. Dla biednych, naiwnych, nic nie rozumiejących dzieci, które pójdą za pierwszym lepszym fagasem, który ofiaruje im dach nad głową i ciepły posiłek. Mal we wczesnym stadium rozwoju do takich właśnie osób należał. Był zbyt łatwowierny, zdolny zrobić wszystko dla swego "patrona", gotowy na każdy rozkaz, lekkie skinienie, krótkie słowo, które w tamtych dniach było dlań absolutem. Wtedy nie widział innego życia. Nie znał go. Zaślepił go widok luksusów, bogactw, przepychu, którego nigdy nie uświadczył, a który owinął go sobie wokół palca, a nawet całej pięści. Tak łatwo było nim manipulować, wychować pod własne widzimisię jako produkt idealny, nieskazitelny pod każdym względem.
Czysta perfekcja.
A potem przybył Vincent i świat runął mu na głowę jak domek stworzony z tysiąca cegieł. Doświadczył bólu w różnej formie, a fizyczny był z nich najmniej problematyczny. Pozbawiono go dumy. Stał się materiałem na szyderstwa, pogardę, wytykanie palcami i plucie prosto w pysk. Był niżej niż sugerował to łańcuch pokarmowy, a jednak znosił to. Znosił to lojalnie, wyuczony, bez szemrania i ani słowa skargi. Jego psyche ucierpiała, zamykając delikatny umysł Malcolma w pomieszczeniu bez wyjścia, w którym nie było najmniejszego światła. Sam sobie zbudował więzienie, lecz nie pomyślał, aby dorobić zamek.

Poderwał łeb z aksamitów, choć nie mógł przytoczyć chwili, w której czerep złożył. Może przysnął? Najwyraźniej tak, bo przecież rzeczywistość nie przysłałby mu Stockholma. Jego wyobraźnia lubiła się z niego nabijać, tak jak kiedyś wszyscy, którym zaufał.
Różnobarwne ślipia scentrowały się na nakrapianym pysku, a Mal pierwszy raz od czasu ich poznania zorientował się jaki to towarzysz jest piękny. Piękno i prosta. Wydawało się iż dalmatian spada szybciej niż by sobie tego życzył, a jednak po zbliżającej się ziemi ani śladu. Spada w przepaść?

- Stockholm. - Ozwał się cicho, wewnętrznie rozkoszując się drganiami na języku, które wytwarzało brzmienie ów imienia. Cudowne. perfekcyjne. Idealne. Stworzone dla niego i tylko dla niego.
Poczuł jak coś agresywnie szarpie się w jego wnętrzu. Zaborczość. Brak chęci dzielenia się. Abillio należał do niego. Był gotów zamordować każdego, kto tylko odważy się stwierdzić inaczej.
Gdy zapytał, Kundel momentalnie się skulił, co przy rozmiarach łoza nadawało mu mniejszą niż w rzeczywistości aparycję. Czekał na cios, który nie nadszedł, co jednak nie nakłoniło go do opuszczenia bezpiecznej formy. Zarzucił głową na boki, jakby w niechęci do udzielenia odpowiedzi. Bał się? Tak. Cholernie, mocno, pierwotnie bał się, że cokolwiek powie nie usatysfakcjonuje Księcia. Jego księcia.
- To nie twoja wina. - Bąknął cicho, a jego wzrok powędrował gdzieś na bok, w stronę okna. Wzbraniał się przed kontaktem wzrokowym. Zbyt dużo informacji można wyczytać z oczu. Niektórzy śmią twierdzić, że to w nich odbija się czyjaś dusza. Malcolm bał się, że Stockholm dostrzeże zgniliznę, która toczy jego wnętrze. Nie chciał tego.
- On... - Urwał. Co miał mu właściwie powiedzieć? Tego co chciał, nie mógł. Abillio nie zasługiwał na poznanie prawdy, która nawet dla nakrapianego pozostawała zbyt surrealistyczna, coby nazwać ją prawdziwą.
A jeśli przez to byłoby mu lepiej? Gdyby wyrzucenie z siebie okrutnych wspomnień w czymś pomogło? Nie potrafił się przekonać, że mogłoby tak być. To...to...
- On mnie gwałcił, tak?! - Poderwał się nagle, a w kolorowych oczach zabłysły pierwsze łzy. - Zaufałem mu, a on... On robił to wszystko, co zwykł robić samiec suce tylko to już było...chore. Ja... Ja... - Zapadł się w sobie kompletnie, pozwalając, aby łzy spadały ciężkimi kroplami na bogaty materiał. - Zabrali mnie z ulicy tylko po to, aby przygotować dla jakiegoś paniątka. Obdarli mnie z poczucia, że jestem czymś więcej niż zwykłą... - Zagryzł wargi. - Kurwą. Męską dziwką.
Stał rozdygotany pośrodku łoża, milcząc.
- A ja im zaufałem. Wszystkim. - Wyszeptał niespodziewanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stockholm
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 15/11/2014

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Zamek   Sob Maj 02, 2015 2:16 pm

On. Był. Tak. Piękny.
Idealny w swojej prostocie. Idealny w każdym tego słowa znaczeniu. Jego charakter, wygląd, myśli. Stockcholm nie pozwoliłby zamienić go na kogoś innego, nigdy. To jak bardzo dał się wciągnąć w tą popieprzoną relację było strasznie ciężko zrozumieć. Sam nie potrafił wytłumaczyć dlaczego zwrócił uwagę właśnie na Malcolma. Nie potrafił? Ależ bardzo dobrze wiedział i mógł to wykrzyczeć całemu światu. Był gotowy ujawnić co tak naprawdę czuje, niezależnie od tego jak zostanie to przyjęte. Miał gdzieś innych. Mogli patrzeć na niego jak na szaleńca, chorego, mogli pluć mu w twarz, kopać go, policzkować siarczystymi przekleństwami, obsypywać obelgami. Opinia innych była tak mało znacząca. Liczyło się tylko to co myśli na jego temat Malcolm. Chciał jak najlepiej dopasować się do niego, nawet gdyby musiał wyrzec się pewnych rzeczy. Oh... wiedział, że byłby w stanie nawet całkowicie się zmienić dla tego osobnika. Zawrócił mu w głowie.
Dźwięk jego głosu sprawiał, że cały drżał. To w jaki sposób wypowiadał jego imię... delikatnie, wyraźnie, jak coś bardzo istotnego. Pieścił go tym, a to dopiero początek listy. Listy, na której były zamieszczone wszystkie plusy dalmatiana, wady również, bo Sztokcholm kochał ją każdą z osobna. Tak bardzo chciał być przy nim, żeby widzieć jak się porusza, jak z jego gardła wydobywając się kolejne dźwięki układające się w słowa. Uzależnienie - tylko to przychodziło mu do głowy. Stał się równie potrzebny do życia co tlen. Gdyby tylko mógł nim oddychać... albo choćby nabierać do płuc to samo powietrze, które wydycha. Potrzeba stania się częścią jego świata była bardzo silna i choć wiedział, ze nie powinien podejmować decyzji pochopnie to nie mógł się powstrzymać. 
Uśmiech w jakim wykrzywiało się lico bękarta. Jeden z najpiękniejszych obrazów jakie przyszło mu w życiu. Momentalnie sam miał ochotę się uśmiechać. Wszystkie smutki go opuszczały jak za dotknięciem magicznej różdżki. Istotnie, ten grymas był magiczny i niezastąpiony. Widział w życiu wielu szczęśliwych; niektórzy wyrażali swoją radość bardzo otwarcie. Potrafili odkrywać swoje uczucia, nie bali się tego. Malcolm, choć robił to bardzo ostrożnie i powoli, dobrze dawał do zrozumienia wygnańcowi co kryje się w jego wnętrzu. Mobilizował też tą tajemniczością i skryciem do ciągłego zagłębiania się w jego psychikę, powolnego odgadywania nieodgadnionego.
Boże, jak dał się złapać w te sidła. Kochał go, naprawdę go kochał. Może nie jest dla niego odpowiedni, może jest okropny i nie warty tak głębokiego uczucia, może zbyt dużo spieprzył w życiu... ale miał nadzieję, że tym razem się uda. ON był jego największym grzechem i z radością zostanie za n i e g o potępiony. 

Wpatrywał się w jego pięknie wyrzeźbione ciało, delektując się każdym calem białej powłoki, szaty, którą zdobiły czarne punkty, niby gwiazdy. Wyglądał inaczej niż wszyscy inni, wyjątkowo. Stockcholm bezwstydnie wodził swoimi jadowitymi zwierciadłami po nieświadomym tego samcu. Nawet gdyby teraz się odwrócił... nie zaprzestałby tego robić. Zbyty bardzo podobał mu się widok z jakim miał do czynienia.
Jednak w momencie kiedy wypowiedział jego imię w ten niesamowity sposób... oderwał wzrok od jego cielesnego ja, by przenieść go w znacznie ważniejsze miejsce. Patrzył się prosto w jego oczy, szukając wejścia do duszy, aby odkryć wszystkie cuda i skazy, choćby te najgłębiej ukryte. Zatracił się w ten niebezpieczny sposób i nie odpowiedział nic, po prostu stał. Gardło miał ściśnięte, nie mógł wydobyć z siebie najmniejszego dźwięku. Jednak gdy stracił z pola widzenia głowę Macolma wszystko prysło. Łapczywie zaczerpnął powietrza, jakby przez ten cały czas nie oddychał. Nakrapiany pies kulił się na łożu. Przypominał teraz przestraszone dziecko, które choć kocha swojego ojca to nienawidzi tego w jaki sposób podnosi na niego swoją rękę. Czekał na cios. 
Miał ochotę podejść do niego i go dotknąć w bardzo delikatny sposób, pokazać, że nic mu nie grozi. Ale powstrzymał się nie chcąc wywoływać niepożądanej reakcji. Już raz to zrobił. Nie chciał go stracić.
Mimo iż samiec podniósł majestatyczną głowę to nie spojrzał a wyczekującego odpowiedzi dalmatiana. Patrzył w dal. Gdziekolwiek, byleby nie na swojego rozmówcę.

Jego świat się zawalił. Pękł i rozsypał się na miliony drobnych kawałeczków, które próbował zbierać; zgubiły się, podobnie jak on. Ranił się o te ostre elementy, podnosił je z posadzki swojej psychiki. Widział przed sobą obraz pełen cierpienia i strachu, a także rozpaczliwej próby ucieknięcia przed przeszłością. Zaszklone oczy jego bohatera powodowały, że sam miał ochotę płakać. Gdy zupełnie pozwolił emocjom wyjść na wierzch, Książę upuścił to wszystko co zostało zniszczone, znów przebito jego życie. Na wylot. Jednak teraz nie obchodziło go nic innego jak otarcie łez z polików rozdygotanego samca. Nie... będzie je scałowywał tak długo aż nie przestanie łkać, będzie nim kołysał póki nie zaśnie i nie zapomni.

Powoli wszedł na aksamitne łoże zatrzymując się w pewnym momencie.
- Błagam... - jego głos się załamał i sam zaczął płakać. Drżał. - Nie zostawiaj mnie nigdy więcej. Malcolm....
Już nie dbał o ostrożność. Szybkim ruchem znalazł się przy dalmatianie i przytulił go tak mocno, jakby miał zniknąć. Urwany, gorący oddech otulił jego ucho. Zacisnął szczękę mocniej, jednak to i tak nie zablokowało jęknięcia, które wyrwało się z jego gardła. Ból rozrywał go od środka.
- Nikt cię nie skrzywdzi. Obiecuję. Obiecuję, że będę stał na straży. Będę twoim aniołem stróżem. Malcolm, ko... - nabrał powietrza, które zdawało się rozsadzać mu płuca. Serce zakołatało w piersi szybciej. - Kocham cię, jak nikogo wcześniej. Kocham i nie pozwolę aby ktoś cię zranił. 
I rzeczywiście powoli zaczął scałowywać smutek z jego twarzy, delikatnie, jedynie muskając jego skórę. To nie były tylko jego emocje. Przecież...
Po policzkach Malcolma ścieżki wydrążały ich wspólne łzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nawiedzony Zamek   

Powrót do góry Go down
 
Nawiedzony Zamek
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Nawiedzony lunapark
» Nawiedzony dom

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
wh :: Offtop - Rozmowy NIEKONTROLOWANE :: Archiwum-
Skocz do: